Spokojny, 40-letni blondyn z Bournemouth to bez wątpienia materiał na trenera wielkiego klubu i szkoleniowiec, o którym już niedługo może być naprawdę głośno. Eddie Howe, bo o nim mowa, dzięki ciężkiej pracy w klubie z południowej Anglii ugruntował swoją pozycję jako najlepszego angielskiego trenera (inna sprawa, że nie ma dużej konkurencji). Jest on zaprzeczeniem typowego trenera z Anglii, czyli takiego, który preferuje nudny, toporny futbol. To co zrobił z „Wisienkami” to materiał na film, choć jak twierdzi sam Howe nikt nie chciałby nakręcić o nich filmu, bo ludzie powiedzieliby, że to zbyt nierealne.
Niespełniony piłkarz
Eddie Howe mimo sporego potencjału nie zrobił wielkiej kariery, ale może pochwalić się dwoma występami w reprezentacji Anglii do lat 21. Howe był obrońcą, a większość kariery piłkarskiej spędził w swoim ukochanym Bournemouth. Barwy „Wisienek” reprezentował łącznie przez 11 lat. Dla klubu z Dean Court zagrał w aż 271 meczach i już jako piłkarz zapracował sobie na miano legendy Bournemouth. O tym jak wielką miłością darzą go fani z Dean Court, Eddie Howe przekonał się w 2004 roku.
Był to trudny moment w jego karierze. Dwa lata wcześniej trafił do Portsmouth, czyli zespołu, który miał ambicję, żeby wywalczyć awans do najwyższej klasy rozgrywkowej w Anglii. Jego rola w zespole była marginalna i przez dwa lata zagrał tylko w dwóch meczach (wpływ na to miały również jego problemy z kolanem). Bournemouth nie zapomniało o swoim wychowanku i w 2004 roku Howe wrócił do zespołu „Wisienek”, ale tylko na zasadzie wypożyczenia. Tam w końcu mógł powrócić do regularnego grania, ale wiele wskazywało na to, że po zakończeniu okresu wypożyczenia wróci do Portsmouth, bo Bournemouth nie było stać na wykupienie Howe’a. Wtedy do gry wkroczyli fani „Wisienek” i w dwa (!) dni uzbierali potrzebne 13500 funtów. Eddie Howe mógł dzięki temu jeszcze przez trzy lata reprezentować barwy swojego ukochanego klubu.
Niestety jego kariera zakończyła się przedwcześnie. W 2007 roku w wieku 29 lat był zmuszony ją zakończyć, ponieważ cały czas miał problemy z kolanem, które nie zniknęły mimo wizyty u jednego z najlepszych amerykańskich lekarzy. Jego kariera piłkarska była jedynie wstępem do prawdziwej wielkości.
AFC Bournemouth nad przepaścią
Bournemouth miało pomysł na Howe’a w związku z czym Anglik po zakończeniu kariery w 2007 roku nawet na moment nie rozstał się z futbolem. Jeszcze w tym samym roku Howe został trenerem rezerw Bournemouth. W tym czasie pierwsza drużyna staczała się niemal na samo dno. Klub z Dean Court to była wówczas jedna wielka stajnia Augiasza.
Pieniędzy brakowało praktycznie na wszystko, na klubowych korytarzach częściej można było spotkać komorników niż klubowych pracowników. W związku z gigantycznymi problemami finansowymi Bournemouth rozpoczęło sezon 2008/2009 z aż 17 ujemnymi punktami. Wszystko wskazywało na to, że „Wisienki” dryfują na samo dno. Bournemouth grało wówczas w League Two (czwarty poziom rozgrywkowy) i spadek do niższej ligi oznaczałby, że klub z Dean Court na dobre zniknąłby z angielskiej mapy piłkarskiej. Misji ratowania klubu podjął się wówczas właśnie Eddie Howe, który do tej pory prowadził jedynie zespół rezerw „Wisienek”. Trudno powiedzieć czy władze Bournemouth powierzyły mu stery pierwszej drużyny, bo już wtedy widziały w nim potencjał na świetnego trenera czy może dlatego, że nikt inny i tak nie chciałby wówczas przyjść do klubu, który jest na skraju bankructwa. Wydaję mi się, że bardziej prawdopodobna jest druga opcja.











