Powoli tradycją staje się, że w czasie letnich przygotowań do sezonu największe europejskie kluby organizują na własnych obiektach kilkudniowe turnieje z udziałem rywali z innych krajów. Mająca mocarstwowe ambicje Legia Warszawa poszła w tym roku podobnym tropem. W efekcie w miniony weekend na Pepsi Arenie rozegrano pierwszy Generali Deyna Cup.
Turniej z założenia ma być cykliczną imprezą ku pamięci zmarłego w wypadku samochodowym wybitnego reprezentanta Polski. Tego lata do Warszawy zawitali mistrzowie Serbii, Brazylii oraz Austrii. Uczestnicy imprezy byli zatem zbliżeni do siebie prezentowanym poziomem piłkarskim, co miało wpłynąć na atrakcyjność rozgrywanych spotkań.
Pożegnanie „Vuko” bez huku

Sobotni mecz Legii z Partizanem poprzedziła uroczystość oficjalnego pożegnania Aleksandara Vukovicia – byłego zawodnika obu tych klubów, który w kwietniu zdecydował się zakończyć piłkarską karierę. Piłkarz przed rozpoczęciem spotkania otrzymał od gospodarzy turnieju pamiątkową paterę, od rodaków z Serbii z kolei klubową koszulkę z numerem 24. Atmosfery wyjątkowej chwili nie poczuli do końca kibice Legii, którzy w momencie wystąpienia zawodnika na murawie skoncentrowali się na podkreśleniu pamięci o Kazimierzu Deynie, natomiast wobec samego pożegnania Serba przeszli dość obojętnie. Najwyraźniej 166 spotkań z „elką” na piersi i dwa mistrzostwa Polski nie wystarczyły do tego, by zdobyć wśród najzagorzalszych kibiców „Wojskowych” szczególne uznanie.
Sama drużyna Partizana okazała się dość równorzędnym partnerem do gry w starciu z gospodarzami i choć ostatecznie to Legia przeszła do finału, Serbowie pozostawili po sobie dobre wrażenie. – Legioniści są lepiej przygotowani od nas do nadchodzącego sezonu – komplementował rywali po spotkaniu trener Partizana Vuk Rasović. W drugim sobotnim meczu minimalnie lepsi od Austrii Wiedeń okazali się piłkarze Fluminense. Warto jednak zaznaczyć, że w weekend w Warszawie oglądaliśmy głównie młodych zawodników z Brazylii. Ci bardziej znani i doświadczeni, jak Deco czy Fred, pozostali w domu, gdzie przygotowywali się do ligowego pojedynku z Botafogo.
Kasa, misiu, kasa…
Obecność Fluminense na turnieju to efekt współpracy brazylijskiej drużyny z Legią zapoczątkowanej w marcu bieżącego roku. Latem do stołecznego zespołu dołączył pierwszy z zawodników powiązanych z ekipą z Kraju Kawy – Raphael Augusto. Na podstawie dwóch krótkich weekendowych występów trudno pokusić się o ocenę umiejętności tego gracza. Trener Fluminense Marcelo Hoelz Veiga przyznał, że odznacza się on dobrym dryblingiem, ale ma problemy z przyswojeniem kwestii taktycznych. Pobyt 22-latka w Warszawie ma przyczynić się do rozwiązania tych problemów. A czy oprócz Augusto możemy spodziewać się w Legii kolejnych transferów z Brazylii? Na sobotniej konferencji prasowej Jan Urban przyznał wprost, że we Fluminense dostrzega kilku potencjalnych kandydatów do swojej drużyny, ale warszawskiego klubu może być po prostu nie stać na ich sprowadzenie. Współpraca zatem współpracą, ale wszystko i tak rozbija się o pieniądze…












