O godzinie 17.00 rozegrano we Francji dwa spotkania, w których Montpellier zmierzyło się z mistrzem kraju, Marsylią, a beniaminek z Awinionu podejmował Valenciennes. W obu meczach wygrali goście, choć zdecydowanie większe emocje towarzyszyły spotkaniu na la Mosson.
To miał być ostateczny sprawdzian dla obu zespołów przed decydującym starciem w finale Pucharu Ligi, który odbędzie się już za tydzień na podparyskim Stade de France. Marsylia wiedziała już, że lider z Flandrii stracił kolejne punkty i ewentualna wygrana na Stade de la Mosson pozwoli zbliżyć się mistrzom Francji na jeden punkt. Jednak obiekt w Montpellier nie jest w bieżącym sezonie zbyt przychylnym miejscem dla najsilniejszych ekip. Dwa razy przegrało tu Lille, a po razie PSG i Bordeaux.
Gdy ostatni raz przyjechał tu lider, gospodarze oddali rywalom inicjatywę, samemu rzadko zapędzając się na przeciwną połowę. Podobnie było i dzisiaj. Od samego początku wizualną przewagę miała Marsylia, która jednak bardzo miernie radziła sobie w ataku pozycyjnym i korzyści z niego były niewielkie. Znacznie ciekawiej radzili sobie rywale. „Le Pallade” starali się po przechwyceniu piłki szybko przenieść akcję pod bramkę Steve’a Mandandy. Brakowało często w tych kontrach dokładności i zimnej krwi, a przede wszystkim celnych strzałów. W całej pierwszej połowie każdy zespół oddał zaledwie po jednym. Jednak najlepsza okazją gospodarzy było niecelne uderzenie Jorisa Marveaux, któremu piłkę na 20. metr wycofał najaktywniejszy w swoim zespole John Utaka. „Les Phoceens” zdołali odpowiedzieć celnym, choć lekkim strzałem z wolnego Lucho Gonzaleza. Jourdren nie miał problemów z wyłapaniem futbolówki.
Dużo lepsza okazała się druga odsłona tego widowiska. Początkowo obraz gry się nie zmienił, lecz coraz więcej błędów w defensywie zaczęła popełniać Marsylia. Gdy wrzucona w pole karne piłka przypadkowo odbiła się od Taye Taiwo, w ostatniej chwili fantastycznym wślizgiem popisał się Souleymane Diawara, uprzedzając Oliviera Giroud, ale w 64. minucie napastnik „Les Pallade” pokazał swoją wyższość. Dostał on dokładne podanie w pole karne od Marveaux i natychmiastowym strzałem umieścił piłkę przy słupku.
Odpowiedź OM była natychmiastowa. Kilkudziesięciometrowe podanie Benoit Cheyrou wyprowadziło na czystą pozycję Andre-Pierre’a Gignaca, a były snajper Tuluzy nie miał problemów ze znalezieniem drogi do siatki Montpellier. Gra od tego momentu stała się bardziej otwarta, każdy z zespołów wywęszył szansę na wywalczenie pełnej puli. Zemściło się to na podopiecznych Rene Girarda, którzy dysponują znacznie mniejszym potencjałem niż rywale. Bramka na 2:1 dla Marsylii padła jednak w dość nietypowych okolicznościach. Strzał na bramkę Jourdrena oddawał wprowadzony w drugiej połowie Andre Ayew, ale bramkarz „Le Pallade” zachował się bez zarzutu. Do sparowanej przez niego piłki wystartować chciał Loic Remy, któremu przeszkodził jednak defensor Montpellier, El Kaoutari, delikatnie go przytrzymując.
Sędzia faul zauważył i przyznał „jedenastkę” przyjezdnym. Zanim jednak doszło do wykonania wyroku, z boiska zejść musieli główni bohaterowie tego zajścia. Remy otrzymał czerwoną kartkę za niesportowe zachowanie, El Kaoutari zaś drugą żółtą za prowokowanie rywala. Do ustawionej na jedenastym metrze piłki podszedł lewy obrońca marsylczyków, Taye Taiwo, pewnym strzałem zmylił bramkarza gospodarzy i wyprowadził swoją drużynę na prowadzenie.










