Przegrana Lille 0:1 w Montpellier była najważniejszym wydarzeniem minionej kolejki Ligue 1. Mecz nie zachwycił, ale dał nadzieję grupie pościgowej, że mistrzostwo Francji jest wciąż sprawą otwartą. Walka o najważniejsze trofeum nabiera rumieńców.
Końcówki zmorą Lille
To już trzeci mecz w niedługim czasie, w którym klub z północy Francji traci kluczowe gole w ostatnich minutach. Rozpoczęło się w Auxerre, gdzie pewne dwa punkty ukradł liderowi Dariusz Dudka. Jeszcze gorzej było w minionym tygodniu w Lidze Europejskiej, w której podopieczni Rudiego Garcii zdołali w parę minut roztrwonić dwa bramki przewagi w starciu z PSV. Nienauczeni doświadczeniem pozwolili w 84. minucie zdobyć bramkę młodemu wychowankowi Montpellier, Younesowi Belhandzie. Pierwsza porażka od października znacznie komplikuje sytuację Lille w kontekście walki o końcowy tryumf. Co gorsza, „Les Dogues” najtrudniejszy okres mają dopiero przed sobą. W czwartek wyjdą na boisko w Eindhoven, by powalczyć po awans do 1/8 finału LE, a w kolejnych dwóch potyczkach ligowych zmierzą się z bezpośrednimi kandydatami do mistrzostwa. Lyon i Marsylia, bo o nich mowa, to jedyne zespoły, które przed tą kolejką zdołały pokonać Lille. Teraz dopiero przekonamy się o prawdziwej wartości Hazarda i spółki oraz czy jedenastka ta gotowa jest już rywalizować z najlepszymi.
Rozgrzewka przed Ligą Mistrzów

W świetnych nastrojach mogą przystąpić do pierwszych spotkań 1/8 finału Ligi Mistrzów Olympique Lyon i Marsylia. Straty do prowadzącego Lille udało się zniwelować do odpowiednio trzech i czterech punktów, czyli niemal na wyciągnięcie ręki. Nie można również narzekać na styl, jaki zaprezentowały obie drużyny. Prawdą jednak jest, iż ani Nancy, ani Saint-Etienne nie próbowały zbytnio przeszkadzać rozpędzonym faworytom, co pozwoliło dobrze się rozgrzać na potyczki z Realem i Manchesterem. W piątek piłkarze Claude’a Puela roznieśli w drobny pył klub z Lotaryngii, aplikując im aż cztery bramki. Pierwszego gola od 17 października zdobył Yoann Gourcuff, ale prawdziwą wisienką na torcie okazało się ostatnie trafienie, przy którym Jimmy Briand wziął przykład z Wayne’a Rooneya. Jedynym zmartwieniem „Les Gones” przed jutrzejszym meczem w Champions League może być absencja Lisandro Lopeza, który nabawił się kontuzji jeszcze przed meczem z Nancy.
Również przed pucharową kampanią dobrze zaprezentowali się zawodnicy z Prowansji. Może wynik nie jest już tak okazały, lecz sytuacji podbramkowych nie brakowało. Świetne zawody wreszcie zagrał Loic Remy, sprowadzony przed sezonem z Nicei, co pozwala sądzić, że przyzwyczaił się już do zmiany pozycji ze szpicy na skrzydłowego. Ponownie nie zawiódł także Andre-Pierre Gignac, popisując się bardzo ładną asystą przy golu Lucho, ale i z nim wiąże się największe nieszczęście „Les Phoceens”. Otóż podczas meczu doznał kontuzji pachwiny i z pewnością nie pomoże kolegom w starciu z Manchesterem United. Niepewni występu są także Remy i Brandao, czyli komplet linii napadu OM. Jedyną dobrą wieścią jest powrót, choć prawdopodobnie tylko na ławkę rezerwowych, Mathieu Valbueny.












