Polska rozegrała przedostatni mecz w ramach eliminacji do mistrzostw świata 2026, w którym zremisowała 1:1 z Holendrami. Piątkowy wieczór potwierdził zwyżkującą formę kadry Jana Urbana i możemy spoglądać w dalszą przyszłość z perspektywą baraży na mundial. Jednak po tej rywalizacji można czuć pewien niedosyt.
Nie tacy straszni, jak nam się wydawało
Polska żyła cały tydzień meczem z Holandią. Analizowaliśmy zachowania poszczególnych piłkarzy Ronalda Koemana i byliśmy świadomi, że na PGE Narodowy przyjedzie reprezentacja żądna wygranej i potwierdzenia swojego przywództwa w grupie. Znamy umiejętności graczy środkowej linii „Oranje”, a obrońcy mieli być postrachem dla naszej młodzieży, której lideruje Robert Lewandowski. Obawialiśmy się Codiego Gakpo, który nie potrafił uporać się z Mattym Cashem. Gracz Aston Villi dał stempel swojej bardzo dobrej formy w klubie, a piłkarz Liverpoolu nie błyszczał swoimi rajdami i próbami strzeleckimi.
Frenkie de Jong rozkładał bezradnie ręce, bo nie miał z kim rozgrywać akcji. Apatia jego partnerów zmuszała go do grania w boczne sektory boiska, gdzie nasi zawodnicy nie dawali się zwieść i kasowali akcję gości. Ryan Gravenberch poruszał się po boisku, ale nie wspierał gracza FC Barcelona. Największym rozczarowaniem po stronie przyjezdnych jest Justin Kluivert. Ronald Koeman wystawił od 1. minuty człowieka stworzonego do gry ofensywnej, ale on nie przejawiał choćby najmniejszych chęci do uczestnictwa w kreowaniu sytuacji bramkowych, zwłaszcza w pierwszej połowie.
Odwaga nie tylko w słowach, ale przede wszystkim na boisku
Jan Urban mówił od początku swojej pracy jako selekcjoner, że chce widzieć odważnie grający zespół. Polska pod wodzą 63-latka nie będzie karana za chęci podejmowania ryzykownych decyzji. Szkoleniowiec zapowiadał, że chce, aby reprezentacja „Biało-czerwonych” utrzymywała się dłużej przy piłce na własnym terytorium, i tak faktycznie było. Nie baliśmy się posiadać futbolówki i stwarzać sytuacji. Polska mogła prowadzić już w 2. minucie, ale Nicola Zalewski nie pokonał Barta Verbruggena. To Jakub Kamiński oddawał strzał po kontrze, który obronił bramkarz Brighton & Hove Albion. Piłkarz FC Koeln doczekał się dogodniejszej okazji, którą wykorzystał perfekcyjnie, i znów obejrzeliśmy współpracę na linii Robert Lewandowski – Jakub Kamiński.











