Podchodziliśmy do tego meczu z duszą na ramieniu. Od niedzieli cały kraj żył konfliktem na linii Michał Probierz-Robert Lewandowski. Po odebraniu opaski kapitanowi wielu fanów oraz ekspertów żądało głowy selekcjonera. Jedyną nadzieją dla niego na choć chwilę ciszy było zwycięstwo. Tak jednak się nie stało. Reprezentacja Polski przegrywa w kiepskim stylu mecz z Finlandią 1:2. Ten wynik potwierdza tylko to, co od przynajmniej doby sądzi już praktycznie całość opinii publicznej – Michał Probierz musi odejść.
Zamiast spokojnie analizować strategię na kluczowy mecz z perspektywy walki o drugie miejsce w grupie eliminacyjnej do Mistrzostw Świata, od niedzieli cała piłkarska Polska żyje tylko jednym. Michał Probierz i Robert Lewandowski z szorstkiej przyjaźni przeszli w stan wojny totalnej. Ten pierwszy postanowił odebrać opaskę kapitańską temu drugiemu w nieprzystających do zasług tego zawodnika okolicznościach. Lewy odpowiedział na to rezygnacją z gry dla reprezentacji, dopóki u jej sterów będzie Michał Probierz.
Cisza na czas meczu. Ale czy piłkarze byli w stanie od tego uciec?
Ten konflikt ucichł na czas meczu. Na Stadionie Olimpijskim w Helsinkach liczyło się bowiem jedno – wygrać. Nie było co się jednak łudzić: okoliczności już od początku spotkania nie były sprzyjające. Nie dlatego, bo Finowie są tak świetną drużyną – sami są raczej w sporym rozkroku. Największe problemy i demony siedziały w głowach naszej drużyny.
Piłkarze mieli cieszyć się z odwołania Lewego. Trener twierdził, że uzgodnił tę decyzję z radą drużyny, potem PZPN puścił komunikat, że to samodzielna decyzja selekcjonera. I wiele wiele innych wersji, które sobie wzajemnie zaprzeczają. Cyrk na kółkach pełną gębą.
Całe te zawirowania widać było po piłkarzach. Niby początek był w porządku. Matty Cash miał znakomitą sytuację, która nie zamieniła się w gola tylko dzięki jeszcze lepszej interwencji fińskiego defensora. Nicola Zalewski swoimi dynamicznymi rajdami nękał prawe wahadło gospodarzy. Ale poza tym: bez wiary, bez pomysłu, jak gdyby ostatnie dwa dni totalnie ich wypruły z zaufania do obecnego szkoleniowca.
Normalny Skorupski nie popełniłby takiego błędu
No bo spójrzcie na takie zachowanie Skorupskiego. Facet miał masę czasu, aby z piłką zrobić wszystko. Tymczasem ten zwlekał do granic możliwości, aż w końcu Lod do niego doskoczył i wygarnął futbolówkę. Skorup w akcie desperacji rzucił się pod nogi Fina i sprokurował trochę wątpliwy, ale rzut karny. Pohjanpalo zamienił go na bramkę i z sytuacji niefajnej zrobiła się bardzo zła.











