Polonia Warszawa i Znicz Pruszków bezpośrednio awansowały do pierwszej ligi, Motor Lublin zaś poprzez baraże. Lecz to te dwa pierwsze kluby, które zmierzą się ze sobą w sobotę o piętnastej, mają jak na razie spore kłopoty, co widać po zajmowanych miejscach. Nadchodzące starcie będzie świetną okazją do poprawienia sytuacji w tabeli.
Obydwa zespoły wróciły do pierwszej ligi po wieloletniej przerwie. Znicz Pruszków oraz Polonia Warszawa były najlepszymi drużynami drugiej ligi. Lecz jak dotąd rzeczywistość pierwszoligowa brutalnie je weryfikuje. Oba kluby zdobyły łącznie mniej punktów niż trzeci beniaminek, Motor Lublin, który wyrasta na największą niespodziankę początku rozgrywek.
Zarówno „Żółto-czerwoni”, jak i „Czarne Koszule” zmagają się z problemami, które powodują, że dwaj beniaminkowie znaleźli się w okolicach strefy spadkowej. Diagnozy problemów są zgoła odmienne dla każdego z pacjentów. Gospodarze nie umieją bronić w tyłach, natomiast goście mają olbrzymie problemy z wykańczaniem akcji. Przedstawmy zatem odrobinę szerzej sytuację obu zespołów.
Polonia z drugą najgorszą defensywą ligi
Zacznijmy od mistrza drugiej ligi, Polonii. „Duma Stolicy” jak na razie stanowi niemiłe rozczarowanie. Pomimo solidnych transferów klub prezentuje się bardzo słabo. Formacja ofensywna spisuje się bez zarzutu, gdyż trzynaście goli daje blisko dwa gole na mecz. Michał Bajdur, Szymon Kobusiński, Mateusz Michalski – ten tercet wygląda bardzo dobrze i nie chcemy nawet myśleć, gdzie byłaby Polonia bez tej trójki. Ale ten imponujący atak gaśnie, jeśli defensywa jest dziurawa niczym szwajcarski ser. Szesnaście bramek straconych po siedmiu kolejkach jest wynikiem przyprawiającym kibiców tej drużyny o nerwicę.
Wiecie, co jest najbardziej paradoksalne w tej całej sytuacji? To, że nie możemy powiedzieć, iż Polonia traci gole po babolach, kiksach obrońców. Nie, ta drużyna jako całość w ustawieniu obronnym jest po prostu dramatyczna. Oczywiście styl szkoleniowca warszawiaków ułatwia przeciwnikowi doskok do trójki obrońców. Widzieliśmy to choćby w meczu z Wisłą Płock, w którym prosty błąd w środku pola poskutkował szybką kontrą, która przyniosła gola na 2:0.
Ale to nie ustawienie jest problemem. W meczu z „Nafciarzami” trener Smalec postanowił zagrać czwórką obrońców, ale nie przyniosło to poprawy gry w obronie, skoro od płocczan przyjęli trzy gole. Mateusz Kuchta mimo takiej liczby puszczonych bramek i tak ratował swoich kolegów nie raz i nie dwa ze sporych opresji w wielu meczach. Pytanie, jakie zadają sobie zapewne kibice stołecznej drużyny, brzmi nie czy Polonia puści gola, ale ile ich puści. Powoli można u nich wyczuć narastającą złość na tak fatalną dyspozycję ich ulubieńców, którzy zdecydowanie spisują się poniżej oczekiwań. Z taką obroną „Czarne Koszule” szybko przekształcą się w jednego z kandydatów do spadku, bo szybki rzut oka na historię tej ligi pokazuje, że spadają ci, którzy tych goli tracą najwięcej.












