Po rozczarowującym meczu z Ukrainą nadszedł czas na sprawdzian z reprezentacją Nigerii. Przeciwko drużynie z Czarnego Lądu wypadliśmy lepiej. Niewiele lepiej, ale lepiej, parafrazując klasyka. Dzięki temu reprezentacja Polski zremisowała mecz z „Superorłami”. W ostatnich sekundach uratował nas Przemysław Wiśniewski swoim atomowym pociskiem. Przepiękny gol, jednak ogólne smutne wrażenie czerwcowego zgrupowania pozostanie z nami.
Reprezentacja Polski w meczach z Ukrainą i Nigerią nie grała o nic. To samo mogła powiedzieć Nigeria, która pogrzebała swoje szanse na mundial w afrykańskich barażach. Dlatego nie spodziewaliśmy się tu jakiegoś kosmicznego boju, a raczej spokojnego sparingu rodem z orlika. Cóż, tak źle, jak niektórzy by sądzili, nie było. Może bez zwycięstwa, ale przynajmniej nie porażka.
Spotkanie zaczęło się bardzo źle, bo już w 3. minucie Kamil Grabara popełnił koszmarny błąd przy wyprowadzeniu piłki od bramki, jednak na jego szczęście Adams nie wykorzystał tego prezentu.
Chwilę później to my mogliśmy żałować niewykorzystanej szansy. Świetna wrzutka z lewej strony na niepilnowanego Jakuba Kamińskiego. Jednak zawodnik FC Koln nieczysto trafił i na trybunach rozległ się jedynie jęk zawodu.
Nigeria przyjechała do Warszawy przetrzebiona
Podobnie jak z Ukrainą, pierwsze minuty były dla nas. Nigeryjczycy przyjechali w składzie mocno rezerwowym. Bez takich gwiazd jak Victor Osimhen, Ademola Lookman i Samuel Chukwueze. Oprócz nich brakowało także Alhassana Yusufa oraz Samsona Tijaniego, choć ci już takimi gwiazdami nie są. Jak możecie się domyślić, na jakości gry się to odbiło.
Reprezentacja Polski nie nadaje się do gry trójką
No ale na Polaków, jak widać, nawet gwiazd nie trzeba. Nasza pomoc dalej nie potrafi doskoczyć do biegnącego pomocnika prowadzącego piłkę w kierunku naszej bramki.
To zrobił właśnie Ndidi, który wypuścił w uliczkę Victora Mosesa (ukłony dla naszych zdezorientowanych obrońców), który posłał prostopadłe podanie do Moffiego, zaś napastnik Porto pokonał naszego bramkarza. Widać, że ustawienie z trójką nam nie służy, a my się go kurczowo trzymamy. Czemu, Panie trenerze?
Dosłownie dwie minuty później mogliśmy szybko wyrównać. Ładne długie zagranie na wolne pole pod bramkę Okoyi. Następnie Jakub Kamiński wycofał piłkę do Piotra Zielińskiego, ten ją dobrze przyjął, lecz strzał już taki nie był – prosto do koszyczka golkipera z Afryki.











