Tylko remisem zakończył mecz pomiędzy walczącą o mistrzostwo Marsylią a broniącym się przed spadkiem Auxerre. Oznacza to, iż bardzo szybko obrońca tytułu oddał pozycję lidera zespołowi Lille. Inną wielką niespodzianką dzisiejszego dnia była porażka Lyonu, który, grając pod koniec w dziewięciu, przegrał w Tuluzie 0:2.
Wielkie szczęście Auxerre, olbrzymi zawód OM
Remis Marsylii w dzisiejszym spotkaniu to najlepsze, co mogło spotkać powracające na ligowe czoło Lille. Jednak któż by się spodziewał, iż podziurawione kontuzjami Auxerre będzie potrafiło urwać punkty gigantowi. Jean Fernandez musi sięgać już po zawodników rezerw, by załatać wszelkie braki w pierwszej jedenastce, a mimo to jego podopieczni osiągają o niebo lepsze wyniki niż jesienią.

Podobna historia zdarzyła się w Prowansji. Skazani na pożarcie Burgundczycy mężnie stawili czoło utytułowanemu rywalowi. Od samego początku zarysował się jasny schemat taktyczny. Gospodarze prowadzili grę pozycyjną, przyjezdni próbowali zaś wykorzystać długimi podaniami po przejęciu piłki szybkość grającego na szpicy Ireneusza Jelenia. Parę razy zagotowało się pod bramką Steve’a Mandandy, a najlepsze okazje były dziełem dwójki naszych reprezentantów.
Strzelanie na bramkę zaczął Dariusz Dudka, którego uderzenie z ponad 25 metrów było jedynym celnym strzałem AJA w pierwszych 45 minutach. Strzał z wolnego nie sprawił jednak żadnych kłopotów Mandandzie i nie było powtórki z Tuluzy, gdy z podobnego miejsca Polak zdobył gola. Jeszcze przed przerwą znacznie mniej brakowało Jeleniowi, by wpisać się na listę strzelców. Po pół godzinie gry napastnik minął się z piłką po dośrodkowaniu Valtera Birsy, a w ostatnich minutach uprzedził go golkiper OM, który odpowiednio przeczytał dobre podanie z głębi pola. W tej ostatniej sytuacji serca sympatyków gospodarzy na pewno zaczęły mocniej bić, bo wynik był wtedy wciąż bezbramkowy.
A to dlatego, że ich pupile nie potrafili wykorzystać choćby jednej z dogodnych sytuacji, do których dopuścili defensorzy gości. Najbardziej aktywni wśród piłkarzy OM byli jak zwykle bracia Ayew (co interesujące, Jordan dostał szansę gry od pierwszej minuty, drugi raz w tym sezonie). Najpierw młodszy z nich, Jordan, przepchnął się tuż przed „szesnastką” i bez namysłu uderzył w stronę dłuższego słupka. Piłkę zdołał sparować Olivier Sorin. Jednak chwilę później należał się „Les Phoceens” rzut karny, gdyż w bardzo nieodpowiedzialny sposób piłkę ręką zatrzymał Cedric Hengbart. Gwizdek pana Herve’a Piccirillo milczał.
Ale najlepszą okazję zmarnował w 32. minucie spotkania Lucho Gonzalez. Argentyńczyk otrzymał idealne podanie w pole karne i gdy cała obrona Auxerre domagała się spalonego, o którym mowy być nie mogło, spokojnie przyjął piłkę klatką piersiową i uderzył z woleja. Strzał ten w nieprawdopodobny sposób przeniósł nad swoją bramką Sorin. Inna sprawa, że pomocnik gospodarzy mógł lepiej wycelować.










