Przykro się patrzy na to, jaki Pogoń Szczecin zalicza regres na przestrzeni tego sezonu. Początek w wykonaniu „Portowców” był bardzo obiecujący i kibice Pogoni niczym ci Liverpoolu mogli się zastanawiać, czy to jest ten sezon. Zwłaszcza że progres wykonany w defensywie był imponujący. Niestety, im dalej w sezon, tym bardziej problemy szczecinian zaczęły się uwypuklać. Zaczęła szwankować ofensywa i problemy z przodu nie pozwalały na spektakularne wiktorie. Mimo to udawało się regularnie wygrywać mecze i utrzymywać lokatę lidera w tabeli ekstraklasy.
Kryzys „Dumy Pomorza” zaczął być znacznie bardziej widoczny wraz z końcem sezonu. Wtedy przestały wpadać gole, a gra u siebie i mecze ze słabszymi rywalami powodowały, że fotel lidera zaczął uciekać. Dodatkowym upokorzeniem był w Szczecinie mecz z Koroną Kielce. „Granatowo-bordowi” całą drugą połowę grali o jednego piłkarza więcej od pogrążonej w kryzysie Korony. Mimo to przegrali mecz 0:1 po błędzie przy wyprowadzeniu piłki Tomasa Podstawskiego. 2020 rok jest kontynuacją końcówki 2019 roku, a mecz z Lechem był brutalnym gwoździem do trumny.
Pogoń Szczecin rozmontowana w środku sezonu
Z całą pewnością duży wpływ na wiosenną dyspozycję jedynej ekstraklasowej drużyny z województwa zachodniopomorskiego miało zimowe okienko transferowe. Jeszcze przed ostatnią kolejką z zespołem pożegnał się Adam Buksa, podstawowy napastnik i motor napędowy szczecińskiej Pogoni. Ten wszechstronny napastnik często w pojedynkę ciągnął za uszy atak „Dumy Pomorza”, tworząc dogodne okazje nie tylko sobie, lecz także swoim kolegom. Z każdym meczem stawał się coraz bardziej wszechstronny, a jego brak jest widoczny najbardziej. Zwłaszcza gdy jego głównym zastępcą jest Michalis Manias.
Następnie jego tropem poszedł zaliczający słabszą pierwszą część kampanii Zvonimir Kożulj. Bośniak naciskał na jak najszybsze odejście z klubu i na początku pandemii rozwiązał swój kontrakt z klubem. Co prawda sportowo nie była to tak wielka strata jak ta Buksy, ale po pewnym czasie Pogoń straciła wizerunkowo. Mianowicie kilka miesięcy po odejściu Zvonimir udzielił mocnego wywiadu dla PogońSportNet, w którym skrytykował działania klubu. Pomocnik wytknął prezesowi Mroczkowi brak ambicji i wyjawił, że grał całą rundę z urazem.
Gdyby tego było mało, w ciągu niespełna tygodnia kolejnych dwóch piłkarzy pukających do pierwszego składu zerwało więzadła. Najpierw więzadła przednie zerwał Igor Łasicki, a chwilę później dołączył do niego Marcel Wędrychowski. Łasicki co prawda nie grał regularnie, ale gdy wychodził na boisko, pokazywał, na co go stać. Prawdopodobnie gdyby nie uraz, to teraz on byłby pierwszym wyborem trenera Runjaicia. Natomiast Wędrychowski zaczął ciułać minuty, a w meczu z Rakowem po wejściu był najlepszym piłkarzem na boisku. Podobnie jak Łasicki, gdyby nie kontuzja, teraz mógłby grać w pierwszym składzie.











