Pogoń Szczecin przełamuje islandzką klątwę!


Wielkie brawa dla „Portowców” za udany start w europejskich pucharach. Ważne zwycięstwo nad KR Rejkjawik

7 lipca 2022 Pogoń Szczecin przełamuje islandzką klątwę!
Marta Badowska / PressFocus

Można spokojnie złapać oddech i powiedzieć: udało się! Pogoń Szczecin zalicza udany start w Lidze Konferencji i wygrywa z KR Rejkjawik 4:1. Strzelcami bramek byli: Kamil Drygas (dwukrotnie), Luka Zahović oraz Jakub Bartkowski. Taka zaliczka pozwala na chwilę spokoju, choć rewanż już za tydzień na stadionie w stolicy Islandii. Trzeba jednak docenić fakt, że polskie kluby optymistycznie rozpoczęły europejską kampanię. I miejmy nadzieję, że będzie tak dalej.


Udostępnij na Udostępnij na

Nad meczami z islandzkimi zespołami wisiała spora klątwa. Wciąż w pamięci mamy żenujący występ Lecha Poznań ze Stjarnan kilka lat temu, ale przecież to nie była jedyna wpadka Polaków z Islandczykami. 21 lat temu „Duma Pomorza” dostała prawdziwą lekcję od półprofesjonalnego Fylkiru Rejkjawik. Pogoń Szczecin przegrała wtedy z triumfatorami Pucharu Islandii już w pierwszej rundzie eliminacji do Pucharu UEFA. Starzy kibice wciąż mieli w pamięci ten wstydliwy rezultat, ale dzisiaj w końcu mogą odetchnąć z ulgą. Ich piłkarze przełamali islandzką klątwę.

Pogoń Szczecin: ogromna mobilizacja od pierwszego gwizdka

„Duma Pomorza” nie zamierzała się w żaden sposób patyczkować. Piłkarze ze Szczecina od pierwszego gwizdka narzucili piorunujące tempo i chcieli pokazać przeciwnikom, że nie mają tutaj czego szukać. Już w 3. minucie po świetnym dośrodkowaniu Kamila Grosickiego przewrotką próbował uderzyć Kamil Drygas, lecz strzał był nieczysty i prosty do obrony.

Ale co się odwlecze, to nie uciecze. Drygas kilka minut później otrzymał bardzo dobre podanie od Sebastiana Kowalczyka i tym razem prostym uderzeniem po ziemi otworzył wynik spotkania. Tak to właśnie powinno wyglądać z o wiele słabszymi zespołami. Pogoń wzorcowo zaczęła spotkanie. Zawodnicy Jensa Gustafssona od początku pokazali rywalom, że chcą i będą rządzić na polu gry. Agresja, presing i absolutna dominacja. Jakby to powiedział Jerzy Engel w przerwie meczu z Koreą Południową w 2002 roku: „perfekt!”.

I naprawdę było niemal perfekcyjnie. Po zdobyciu ważnej bramki „Portowcy” nie odpuszczali choć na moment i po trzynastu minutach mieli przewagę w posiadaniu piłki na poziomie 80 procent. Nie było to jednak bezcelowe kopanie futbolówki w środku pola. Zawodnicy cały czas starali się otwierać przestrzenie na skrzydłach i szukać kolejnych kąśliwych dośrodkowań. Na taką Pogoń patrzyło się z czystą przyjemnością.

Szczególnie mógł podobać się Sebastian Kowalczyk. Był bardzo aktywny, szukał piłki i swoimi podaniami tworzył naprawdę niemałe zagrożenie. Przy akcji bramkowej na 2:0 świetnie wybiegł do prostopadłego zagrania, ale zabrakło mu miejsca na celne wykończenie. Całe szczęście w odpowiednim miejscu znalazł się Luka Zahović i spokojnie wpakował futbolówkę do siatki. Trzeba też odnotować, że 23-latek zaliczył tego dnia aż trzy asysty.

Gustafssonball

W momencie ogłoszenia Jensa Gustafssona pojawiło się kilka wątpliwości, o których wspominaliśmy w naszej analizie. Ostatnia praca w klubie w Chorwacji zakończyła się sporą wtopą, a jego drużyny w Europie zazwyczaj zawodziły. Mimo tych kilku zadrapań na pomniku Szweda, wszyscy podchodzili raczej pozytywnie do jego planu oraz wizji gry.

sportsport.ba

I jak na razie wygląda to naprawdę obiecująco. Pogoń Szczecin w ubiegłym sezonie w Lidze Konferencji była drużyną bez wyrazu i zdawało się, jakby w ogóle nie chciała ruszyć po zwycięstwo. To poskutkowało odpadnięciem już w pierwszej rundzie, lecz widać, iż nowy szkoleniowiec wziął cenną lekcję z porażki poprzednika. 43-latek nie kombinował i postanowił zamknąć kwestię awansu w pierwszym meczu. Trener już w Szwecji był chwalony za swoje podejście do gry ofensywnej i jak widać — ów słowa mają swoje poparcie w rzeczywistości.

Rzadko kiedy polskie kluby decydują się na tak ofensywne podejście do spotkania. W końcu zawsze gdzieś z tyłu głowy jest strach, że jedna kontra może wiele kosztować, ale nie w przypadku Pogoni. Brązowy medalista ubiegłorocznego sezonu Ekstraklasy bez żadnych kompleksów wyszedł na boisko i od pierwszego gwizdka przejął inicjatywę nad meczem. Oczywiście zdarzały się mniejsze błędy, niemniej należą się pochwały, bo tak zdecydowanego polskiego zespołu w Europie nie mamy okazji zbyt często oglądać. Rywale niemalże nie istnieli. Gustafssonball jest niezwykle skuteczny i szybko rozkochał w sobie kibiców „Dumy Pomorza”. Jeszcze przed przerwą Pogoń podwyższyła wynik na 3:0 po dobrym dośrodkowaniu Kowalczyka i główce Jakuba Bartkowskiego. Ręce same składały się do oklasków.

Kamil Grosicki z nowym kontraktem i wielkimi ambicjami

Zwycięstwo nie jest jedynym powodem do radości. Pogoń Szczecin przed dzisiejszym meczem ogłosiła dwa komunikaty. Pierwszy dotyczył strojów na nowy sezon, a drugi – ten ważniejszy – nowego kontraktu dla Kamila Grosickiego. 34-latek może nie prezentuje poziomu reprezentacyjnego, ale w naszej lidze wciąż należy do ścisłego topu skrzydłowych. Ta informacja jest ważna również dlatego, że potwierdza ambicje popularnego „Grosika”.

Na boisku dzisiaj pokazał, że wcale nie powiedział ostatniego słowa i jest w stanie pomóc drużynie w tym sezonie. Jak mogliśmy narzekać na grę Pogoni po prawej stronie, tak po lewej trudno było szukać jakichkolwiek zarzutów. Grosicki był cały czas bardzo aktywny na swojej pozycji, a jego częste próby dośrodkowań siały strach w defensywnym obozie Islandczyków. Takiego Kamila właśnie chcemy oglądać. Kamila, który potrafi wykorzystać swoje największe atuty, Kamila na pełnej szybkości i Kamila skupionego na dobru całego zespołu.

To prawdziwy lider drużyny, który pragnie w końcu zdobyć jakieś trofeum ligowe. Widać, że bardzo mu zależy i przede wszystkim trochę dojrzał piłkarsko. Ma świadomość swoich słabości i robi wszystko, by na boisku były one niewidoczne. Grosicki oczywiście jest bardzo kontrowersyjną postacią, ale za ten mecz należą mu się pochwały i oklaski. Nie można powiedzieć, że nie spełnił oczekiwań kibiców. Bo spełnił. I to z nawiązką.

Pogoń Szczecin: nie pompujmy balonika zbyt wcześnie

Pogoń Szczecin i jej kibice mają prawo być dumni. Rezultat oraz gra prezentują się naprawdę imponująco, ale… No właśnie. KR Rejkjawik wyglądał dzisiaj przy „Portowcach” jak reprezentacja szkoły podstawowej w Dietrzychowie. Spodziewaliśmy się, że to rywal z niższej półki i z o wiele gorszej ligi, ale o słabszy występ byłoby bardzo trudno.

Przy drugiej bramce Kamila Drygasa na 4:0 defensywa Islandczyków tylko udawała, że próbowała przejąć futbolówkę. I zasadniczo tak to wyglądało przez pełne 90 minut. Pogoń sobie grała w piłkę, kreowała sytuacje i podwyższała prowadzenie, a piłkarze KR grzecznie obserwowali i pozwalali niemalże na wszystko. Raz na jakiś czas słyszymy, że islandzki futbol ciągle się rozwija, lecz postawa 27-krotnego mistrza jest kompletnym zaprzeczeniem tej tezy. Mimo tak beznadziejnej postawy zdobywcy pucharu Islandii zdołali wcisnąć jedną bramkę po rzucie rożnym. Wystarczyła dosłownie chwila dekoncentracji i Dante Stipica musiał wyjmować piłkę z sieci.

Nie sugeruję oczywiście, że Pogoń nie ma prawa się cieszyć. W końcu piłkarze Jensa Gustafssona zrealizowali plan w stu procentach i pogrom był jak najbardziej zasłużony, ale wstrzymałbym się z daleko idącymi opiniami. Szczecinianie pokazali, że potrafią dominować, jednak na prawdziwy sprawdzian przyjdzie jeszcze czas.

Plan zrealizowany z nawiązką

„Duma Pomorza” zrobiła to, co do niej należało. Pewne zwycięstwo i przełamanie islandzkiej klątwy z pewnością polepszyły morale drużyny i wydaje się, że kwestia awansu jest już przesądzona. Trzeba jeszcze rozegrać mecz rewanżowy, ale powolutku można szykować się na drugą rundę z duńskim Brondby IF. Już z pewnością nie będzie tak łatwo i Pogoń nie będzie mogła sobie pozwolić na rozluźnienie, jakie miało miejsce w ostatnich 20 minutach tego spotkania. Mimo wszystko – ogromne gratulacje i oby tak dalej.

Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Najnowsze