Fantastyczne widowisko stworzyli dzisiejszego wieczora zawodnicy Malagi i Sevilli w derbach Andaluzji. Ostatecznie gospodarze pokonali rywala 2:1, choć nie obyło się bez kontrowersji. Wynik został ustalony jeszcze w pierwszej połowie dzięki trafieniom Weligtona, Luny i Sebastiana Fernandeza.
Derby Andaluzji od samego początku zwiastowały nam masę emocji. Już w drugiej minucie świetną akcją z lewej strony popisał się Isco. Hiszpan dośrodkował w pole karne do Rondona, a ten trafił w poprzeczkę. Minutę później Santi Cazorla wdał się w drybling z defensorami Sevilli i wywalczył rzut wolny z około osiemnastu metrów. Sam poszkodowany podszedł do piłki, ale jego uderzenie w pięknym stylu na rzut rożny wybił Javi Varas. Po wrzutce z narożnika boiska Malaga domagała się rzutu karnego za zagranie ręką, ale arbiter nie dał się przekonać argumentacji, choć piłka faktycznie trafiła w niedozwoloną część ciała Escude. Takich karnych gwizdać się jednak nie zwykło. Przewaga Malagi była coraz bardziej widoczna i podopieczni Pellegriniego udokumentowali ją w 8. minucie spotkania. Piłkę z rzutu wolnego z prawej strony dośrodkował Cazorla, a głową do siatki skierował ją Weligton.

Malaga nie chciała poprzestać na jednym golu. W 12. minucie błąd defensora Sevilli wykorzystał Sebastian Fernandez, popędził z piłką w stronę bramki i zagrał ją do wbiegającego w pole karne Cazorli, ale były piłkarz Villarrealu został uprzedzony przez Spahicia. Santi chwilę później do kolejnej piłki podanej w pole karne już dobiegł, ale jego strzał wyłapał Varas. Po kwadransie gry wydarzyła się rzecz, której na La Rosaleda nie spodziewał się absolutnie nikt. Brak w komunikacji pomiędzy defensorami Malagi wykorzystał Antonio Luna, który na raty pokonał Willy’ego Caballero. Była to pierwsza wizyta gości w polu karnym rywala – to się nazywa skuteczność. W Sewilli nie było jednak czasu na odpoczynek. Cztery minuty po golu Luny Malaga znowu objęła prowadzenie. Prostopadłe podanie ze środka pola otrzymał Rondon, który bez zastanowienia ruszył w stronę bramki Varasa. W samej końcówce akcji niepotrzebnie wdał się w drybling z obrońcą rywala, ale szczęśliwie udało mu się podać do Sebastiana Fernandeza – ten w pierwszym momencie skiksował, mając przed sobą pustą bramkę, ale nie skorzystali z tego obrońcy Sevilli i ostatecznie udało mu się wpakować piłkę do siatki.
Szaleńczego tempa z pierwszych 20 minut wszyscy zawodnicy mogliby nie wytrzymać, dlatego dobrze się stało, że przez kilkanaście następnych obydwie drużyny nieco spuściły z tonu. Dopiero w 38. minucie Sebastian Fernandez ładnie poklepał piłkę z Cazorlą przed polem karnym Sevilli, ale jego dośrodkowanie wzdłuż bramki padło łupem Varasa. Przed przerwą żadna z ekip nie zdołała stworzyć już sobie żadnej klarownej sytuacji, dlatego arbiter zaprosił zawodników do szatni przy stanie 2:1.











