– To są pozoranty – krzyczał niegdyś nieodżałowany „The Social One” – Stanislaw Levy – o swoich podopiecznych. Ten słynny już frazes możemy odnieść do piłkarzy, którzy jakimś sposobem przekroczyli magiczną liczbę stu występów w ekstraklasie, jednak nie wsławili się niczym poza swoją nieudolnością.
100 meczów – trzy pełne sezony. Jak to się dzieje, że zawodnicy (ale i trenerzy), którzy nie nadają się nawet do tarcia chrzanu, tak długo są w stanie utrzymać się na najwyższym poziomie rozgrywkowym?
Tak wiele pytań, a tak mało odpowiedzi. Tak czy siak, oto najżałośniejsza drużyna złożona z piłkarzy, którzy ponad sto razy wybiegli na ekstraklasową murawę.
Marcin Cabaj
Król baboli, protoplasta Pawełka, mentor Przyrowskiego. Niekwestionowany patałach, zarówno na linii, jak i na przedpolu. Symbol czarnych dni Cracovii. Trzeba jednak oddać Cabajowi, co Cabajowe. 162 mecze na poziomie ekstraklasy to wyraźny dowód na to, że albo bardzo skutecznie eliminował swoich konkurentów, albo notorycznie zapraszał szkoleniowców i kolegów na potreningowego, mocno zakrapianego grilla.
Mateusz Żytko
Czterokrotnie spadał z ekstraklasy, ale nie przeszkodziło mu to w 159 występach w najwyższej klasie. Jak przystało na solidną, dębową deskę, doskonale utrzymywał się na powierzchni. Historia Żytki i ekstraklasy jest niczym walka z mitologiczną hydrą – utniesz jej łeb, a zaraz pojawią się dwie nowe głowy. Niestety, ten „obrońca” występuje obecnie w Pogoni Siedlce – szkoda, bez niego ekstraklasa straciła wiele na swojej przaśności.
Bartosz Rymaniak
Ależ się uczepiliśmy tych ex-„Pasiaków”. Są to jednak wybory co najmniej uzasadnione. Nieporadność Rymaniaka, jego niekompetencję i brak umiejętności z powodzeniem wykorzystywano by nawet w podkarpackiej C-klasie. Nic więc dziwnego, że ofensywni piłkarze ekstraklasy datę spotkania z Rymaniakiem mają w kalendarzu zakreśloną, podkreśloną i ozdobioną kwiatuszkami. 136 występów – 137 słabych.
Krzysztof Nykiel
No co jest z tymi krakowiakami? Ale obiecujemy, to już ostatni. Chociaż jego zapamiętamy głównie z fenomenalnego żenującego zaangażowania w meczu Zawiszy Bydgoszcz. Nie będziemy więc sobie strzępić języka, niech przemówi obraz.
http://gfycat.com/MeanApprehensiveLadybug
Szymon Sawala
Ustawimy go nietypowo na pozycji defensywnego pomocnika, ale dla niego to żadna różnica. W końcu i tak w każdej roli prezentuje się tak samo beznadziejnie. 105 meczów w ekstraklasie, pięć sezonów w Bełchatowie – to tam sięgnął dna, które doprawdy znajduje się bardzo głęboko. Od gry w piłki zdecydowanie lepiej wychodzi mu skakanie po cudzych samochodach.











