Sabah Baku po porażce 2:1 w Danii podniósł się i odwrócił losy spotkania. Na swoim podwórku pewnie zwyciężył 4:0 i awansowł do finałowej rundy eliminacji do Ligi Mistrzów. Tam zmierzy się ze zwycięzcą pary Hapoel Beer Sheva – Crvena Zvezda.
Niedosyt w Danii
Drużyna z Azerbejdżanu pierwsze spotkanie z Duńczykami rozpoczęła bardzo źle. Pierwszą połowę spotkania przegrała 0:1 i pomimo przewagi nie zdołała poważnie zagrozić rywalowi, a jedynie otrzymała aż trzy żółte kartki. Nie wyciągnęła także wniosków na drugą połowę i w 63. minucie dublet zaliczył 18-letni James Bogere, dla wielu ustalając tym samym wynik meczu. Ekipa Valdasa Dambrauskasa zareagowała jednak odwrotnie i już trzy minuty później zdobyła bramkę kontaktową, którą strzelił niezawodny Veljko Simic. Goście napierali do samego końca, aby wracać do domu z remisem, i prawie im się to udało, gdyż w 90. minucie bramkę zdobył Steve Solvet, lecz po analizie VAR została ona anulowana z uwagi na spalonego. Tym samym Sabah Baku udał się w podróż z jednobramkową stratą. Była to zarazem premierowa porażka Tymoteusza Puchacza, odkąd dołączył do drużyny.
Miazga w Baku
Mecz w Baku rozpoczął się podobnie jak w Aarhus, gdyż w pierwszej połowie to właśnie gospodarze prowadzili mecz i byli blisko strzelenia gola, lecz nie dało się umieścić piłki w siatce. Druga część spotkania wyglądała jednak kompletnie inaczej. Drużyna Dambrauskasa włączyła tryb zniszczenia i wbiła mistrzom Danii cztery bramki. W 59. minucie błąd obrony wykorzystał znów Veljko Simic, który po pięknym zagraniu Mickelsa minął bramkarza i umieścił piłkę w siatce.
Po wyrównaniu stanu dwumeczu gospodarze się nie zatrzymali i osiem minut później Aleksey Isayev dograł piłkę z rzutu wolnego idealnie na głowę Steve’a Solveta, który precyzyjnie trafił w dalszy róg bramki Hedenstada.











