14. seria spotkań angielskiej Premier League stała pod znakiem niespodzianek i wpadek faworytów. Co prawda brakowało na papierze wielkiego starcia, jednak nie można powiedzieć, aby kolejka była nudna. Działo się w niej wiele i tak naprawdę każdy mecz był wart poświęcenia mu 90 minut. Dodatkowo w każdym spotkaniu padła przynajmniej jedna bramka, a w aż sześciu przypadkach drużyny grające na wyjeździe nie przegrały swej potyczki.
Już pierwszy mecz przyniósł nam wyjazdowy remis Manchesteru City z walczącym o utrzymanie Newcastle United. W wyniku wygranej Liverpoolu podopieczni Pepa Guardioli tracą już 11 punktów do „The Reds”. Po kapitalnej bramce Kevina de Bruyne’a w 82. minucie wydawało się, że „The Citizens” wywiozą trzy punkty z St. James’ Park. Jednak wówczas pojawił się Jonjo Shelvey, który na dwie minuty przed upływem regulaminowego czasu gry znalazł drogę do siatki. Były piłkarz Liverpoolu spuentował tę sytuację po meczu w zabawny sposób, mówiąc, że teraz może być bohaterem Liverpoolu.
Idąc dalej w las, wcale nie było przyjemniej dla faworytów. Chelsea przed własną publicznością przegrała 0:1 z West Hamem. Dla „Młotów” jest to pierwsze zwycięstwo na wyjeździe od 24 sierpnia, kiedy to pokonały Watford. Piłkarze „The Blues” napierali na bramkę przyjezdnych, jednak bardzo dobrze ze swoich obowiązków wywiązał się David Martin. 33-latek w swoim debiucie na poziomie Premier League wybronił West Hamowi United mecz, w pojedynkę zatrzymując rywali.
Dodatkowo punkty zgubili Arsenal i Manchester United. „Kanonierzy” pod batutą Ljungberga zaledwie zremisowali 2:2 przeciwko pogrążonemu w kryzysie Norwich. Tym samym „Kanarki” tracą już tylko trzy punkty do okupującego 17. lokatę Evertonu. Natomiast „Czerwone Diabły” przed własną publicznością zremisowały z beniaminkiem Premier League, Aston Villą. Po tym spotkaniu chyba musieli osiwieć posiadacze Toma Heatona w Fantasy Premier League. Po uderzeniu w słupek Rashforda piłka trafiła w plecy bramkarza gości, po czym wpadła do siatki. Pechowa sytuacja, przez którą gracze w połączeniu z utratą przez Heatona dwóch bramek nie mogą być zadowoleni.
Pakerzy
Pierwszym z naszych pakerów jest David Martin. Bramkarz wskoczył między słupki West Hamu United dzięki bardzo słabej dyspozycji Roberto Jimeneza. Już w swoim debiucie w angielskiej ekstraklasie czekało go nie lada zadanie – powstrzymać ofensywę Chelsea na Stamford Bridge. Zadanie, z którego wywiązał się perfekcyjnie. Martin zachował czyste konto i zanotował kilka interwencji, które uratowały „Młoty”. Tym samym dzięki niemu podopieczni Pellegriniego się przełamali i wygrali pierwszy ligowy mecz od ponad dwóch miesięcy. Po spotkaniu byliśmy świadkami emocjonalnej sceny z nim w roli głównej. David rozpłakał się z radości i poszedł na trybuny, aby uściskać swojego ojca, który oglądał mecz.












