Skończyła się runda jesienna PKO BP Ekstraklasy. Jak zawsze kluby przeprowadziły transfery. I jak zawsze część z nich okazała się sztosami, a część flopami. W poniższym artykule omówimy sobie te drugie. Przedstawiamy najgorsze letnie transfery PKO BP Ekstraklasy.
Od razu zaznaczymy, że wybór wcale nie był łatwy, bo zwyczajowo robi się TOP 10. Skoro mieliśmy święta, uznaliśmy, że zrobimy 12, czyli tyle, ile potraw świątecznych i apostołów na wieczerzy. Naszą klasyfikację o nazwie najgorsze letnie transfery PKO BP Ekstraklasy oparliśmy na kilku czynnikach. Oceniliśmy niewypały pod kątem kwoty transferowej, skali oczekiwań oraz ogólnej postawy w rozgrywkach. Zaczynajmy.
12. João Gamboa (Pogoń Szczecin) 17 meczów, 918 minut
Portugalski pomocnik Pogoni Szczecin miał zastąpić Damiana Dąbrowskiego. Za jego transferem miał przemawiać fakt szybszego rozgrywania piłki do przodu, czego miało brakować poprzednikowi. Początek jego przygody na Pomorzu Zachodnim był naprawdę obiecujący. Niestety wraz z rozwojem sezonu zaczął grać coraz słabiej. Nie wnosił do gry niczego szczególnego, nie rozgrywał tej piłki tak, jak tego od niego oczekiwano. To, przy ściągnięciu Ulvestada oraz odrodzeniu Rafała Kurzawy i Alexa Gorgona, sprawiło, że dla pomocnika z Półwyspu Iberyjskiego po prostu nie ma od pewnego czasu miejsca w podstawowym składzie. Wahaliśmy się, czy musimy wrzucać go do naszego rankingu, ale ponieważ nie wniósł do gry Pogoni oczekiwanych walorów, którymi miał poprawić grę zespołu, jednak ląduje w naszym zestawieniu.
11. Kenneth Zohoré (Śląsk Wrocław) 6 meczów, 82 minuty
Prawdę mówiąc, tego gościa wcale nie musielibyśmy tu umieszczać, patrząc na to, że w ostatnich latach został zniszczony kontuzjami. Ale magia nazwiska zrobiła swoje, działacze Śląska się na niego połasili, dlatego go wrzucimy do naszych rozczarowań, pokazując, że nie warto jednak patrzeć tylko na znane nazwisko (patrz Eduardo da Silva), za które West Brom zapłaciło kiedyś 9 mln euro. Zagrał w sześciu spotkaniach, wchodząc na ogony. Tylko raz dostał poważniejszą szansę w meczu z Puszczą Niepołomice, w którym zagrał od początku. Puszcza prowadziła po pierwszej połowie 1:0 i trener Magiera uznał, że dość już się napatrzył na popisy Duńczyka z iworyjskimi korzeniami i ściągnął go z boiska. Efekt? Śląsk ostatecznie wygrał ten mecz 3:1.
10. Mikkel Kirkeskov (Zagłębie Lubin) 9 meczów, 768 minut
Podobno Zagłębie Lubin wygrało bój o tego zawodnika ze Śląskiem Wrocław. Dziś wrocławianie pewnie śmieją się przy kominku z faktu, że chcieli walczyć o Duńczyka, skoro wzięli Yehora Matsenkę. Pisaliśmy na naszych łamach, że powrót tego zawodnika nie powinien być traktowany w kategorii sukcesu, i tak też się stało. Duński lewy obrońca nie przypomina choćby w połowie tego piłkarza, który stanowił mistrzowski element drużyny Waldemara Fornalika. Niby trener ten sam co w Piaście, za to piłkarz zupełnie inny. Ostatni raz zagrał dla „Miedziowych” w haniebnie przegranym 0:5 meczu z Rakowem. Od tego czasu bez minut, a w ostatnich trzech spotkaniach nawet nie było go w kadrze.











