Gil Dias w momencie przyjścia do Legii Warszawa był rozpatrywany w kategorii naprawdę wartościowego wzmocnienia. W końcu jest to gracz sprowadzony z Bundesligi. Wiadomym było, że będzie potrzebował czasu na odbudowanie się, ale jak do tej pory Portugalczyk prezentuje się fatalnie. Mamy koniec października.
Okienko transferowe, zarówno to przed aktualnym sezonem, jak i to sprzed roku, były dla Legii Warszawa bardzo udane. Za transferami w klubie ze stolicy stoi Jacek Zieliński, który słusznie za swoją pracę jest chwalony. Jednak nie zawsze wszystko się udaje i wygląda na to, że Gil Dias pewną plamę na wizerunku Zielińskiego może zostawić. Choć będzie to raczej plama mała i łatwa do wyprania. Dlaczego taka? O tym będziemy pisać później.
Wzmocnienie na Europę
Legia Warszawa latem wzmocniła się na pozycjach, na których miała braki. Jacek Zieliński zaznaczał, że jeśli uda się stołecznym awansować do pucharów, będzie kolejne wzmocnienie. Wzmocnienia jednak przyszły dwa, jednym z nich był właśnie Gil Dias, a drugim Marco Burch. Tak więc zabezpieczono środek obrony, bo na ten moment jest sześciu środkowych obrońców, co nie daje cienia ryzyka na problemy kadrowe na tej pozycji. A przed sezonem z aktualnych stoperów Legii byli tylko Jędrzejczyk, Augustyniak i Ribeiro. Wahadło natomiast wzmocnienia wymagało od zaraz.
Oczekiwania
Z racji, że Gil Dias ostatni mecz przed przyjściem do Legii zagrał w marcu, trzeba było dać mu czas na odbudowanie się. My sądzimy, że jednak na przełomie października i listopada już powinien pokazywać się z pozytywnej strony. Jak widać, Portugalczyk ma trochę inne zdanie na ten temat.
A dlaczego od 27-latka mieliśmy spore oczekiwania? Jeśli było się zawodnikiem Benfiki czy Stuttgartu, to coś się powinno umieć. Nawet jeśli Portugalczyk miał problemy z graniem, to sam fakt, że występował w takich klubach o czymś powinien świadczyć. Być może świadczy o posiadaniu bardzo dobrego agenta, ale nie bierzemy tego pod uwagę.
Do tego Dias został sprowadzony na pozycję, na której Legia wzmocnienia wymagała. W końcu na wahadło drużyna Runjaicia miała trzech graczy na dwa miejsca, a wiadomo, najlepiej byłoby mieć czterech. Do tego jeden z wahadłowych rozczarowuje od momentu przyjścia do Warszawy. Dlatego Gil Dias miał być wartościowym graczem, być może mógłby wygryźć Patryka Kuna. Do tego jednak potrzeba dobrej gry.
Gil Dias gorszy od Carlitosa
W Legii Warszawa większość transferów od momentu przyjścia do klubu Jacka Zielińskiego była udana. Zdarzały się już, jednak niewypały jak, chociażby Carlitos czy Makana Baku. Ten drugi może jeszcze zmienić swoje postrzeganie w Warszawie, natomiast Hiszpana już w Polsce nie ma. I bardzo dobrze, bo był po powrocie do stolicy fatalny. Czy jest najgorszym transferem obecnego dyrektora sportowego? Tak. Czy Gil Dias może go przebić? Tak.











