Mówiło się, że do Poznania trafi Daley Sinkgraven, który reprezentuje jeszcze barwy Bayeru Leverkusen. Jak jednak wiemy, do tego transferu nie dojdzie. Z tego też powodu kibice nie są zadowoleni, bo chcieli mieć w swojej drużynie absolutnego kozaka, kogoś, kto nie miałby prawa się nie sprawdzić. Do klubu trafi jednak Elias Andersson. Z tego miejsca trzeba kibiców Lecha pocieszyć – Szwed również umie grać w piłkę.
Jest już więcej niż pewne, że do Poznania trafi Ali Golizadeh, Irańczyk gotowy do gry będzie na przełomie sierpnia i września. Natomiast drugim transferem „Kolejorza” zostanie Elias Andersson. Jednak Szwed również nie zasili zespołu od razu. Stanie się to dopiero po prestiżowym meczu Djurgardens z Malmo, który zostanie rozegrany 18 lipca.
W artykule wypowiedział się Marek Wadas, ekspert od ligi szwedzkiej oraz prowadzący konto Szwedzka Piłka na Twitterze.
Kopiuj-wklej Rebocho?
Elias Andersson przychodzi do Lecha, aby zapełnić lukę, która powstała po odejściu Pedro Rebocho. Jeszcze kilka dni temu wydawało się, że do „Kolejorza” przeniesie się Daley Sinkgraven, ale wiemy już, że do tego transferu nie dojdzie. Według Sebastiana Staszewskiego Holender jest poza zasięgiem jakichkolwiek polskich klubów. Wróćmy już do zawodnika, który w Poznaniu będzie występować. Dużo mówi się w kontekście Anderssona o tym, iż jest to ofensywny boczny obrońca, a więc taki, jaki w Lechu jest pożądany. W „Dumie Wielkopolski” jednak mówiąc o ofensywnym bocznym obrońcy, myślimy o kimś, kto będzie schodził z piłką bardziej do środka i rozgrywał. Andersson jest jednak trochę innym piłkarzem. Ze względu na specyfikę gry Djurgardens heatmapa Szweda przypomina bardziej prostą linię aniżeli łuk. Wynika to z faktu, iż w tej ekipie kładzie się mocny nacisk na dośrodkowania. Boczni obrońcy z tego powodu, choć pracują na całej szerokości boiska, najczęściej znajdują się w pobliżu linii bocznej.
Nie jest jednak powiedziane, że Andersson nie odnajdzie się w takiej grze, jaką preferuje się w trzeciej drużynie PKO Ekstraklasy minionego sezonu. Powody, aby myśleć, że Szwed odnajdzie się w ekipie z Poznania, są, i to naprawdę mocne. W końcu 27-latek jako boczny obrońca gra w zasadzie półtora roku, wcześniej był środkowym pomocnikiem. Takie granie, jakie proponuje Lech, może więc mu odpowiadać, bo on zna tę pozycję. Możemy mieć jednak co do tego wątpliwości, o których będziemy pisać później, a które są związane z właściwie tym samym, o czym pisaliśmy przed chwilą. Szwed jest więc swego rodzaju zagadką i pewność co do tego, czy odnajdzie się w Lechu, będziemy mieli w zasadzie dopiero wtedy, gdy już zagra w trykocie „Kolejorza”.











