Tylko jedna bramka wystarczyła piłkarzom Montpellier, by pokonać aktualnych wicemistrzów Francji. Druga ekipa Ligue 1 skorzystała z samobójczego trafienia Souleymana Diawary i dogoniła w tabeli prowadzących paryżan.
Trudno powiedzieć, że spotkanie to obfitowało w sytuacje podbramkowe. Był to typowy mecz walki, jak zwyczajowo określają to piłkarze. Szczególnie słabo wyglądało to w pierwszej odsłonie. Zawodnikom brakowało sporo dokładności w kluczowych momentach, by albo zagrać decydujące podanie, albo zaskoczyć bramkarza rywali.

Najlepszą okazję do otwarcia wyniku dla gospodarzy miał, zwykle rezerwowy, Souleymane Camara. Senegalczyk po przejęciu piłki jeszcze na własnej połowie popędził w kierunku bramki i będąc kilka metrów przed polem karnym, uderzył celnie. Celnie, ale w środek bramki, czego konsekwencją była prosta interwencja Steve’a Mandandy. Chwilę później mogło być groźniej, lecz strzał z półwoleja tego samego piłkarza zablokował Jeremy Morel. Trzeba dodać, iż wcześniejsza próba była jedynym celnym strzałem wykonanym przez zawodników obu ekip przed przerwą.
By odpowiednio nakreślić obraz tej części gry, wspomnieć trzeba jeszcze o dwóch strzałach głową po rzutach wolnych, Oliviera Giroud z Montpellier i Loica Remy’ego z Marsylii, lecz w każdym z tych przypadków futbolówka przeleciała nad poprzeczką. Znajdujący się ostatnio w wyśmienitej formie napastnik OM zdecydowanie bliższy był wpisania się na listę strzelców w 19. minucie. Wtedy to otrzymał genialne podanie od młodszego z braci Ayew, minął wychodzącego z bramki Joudrena i zabrakło tylko celnego uderzenia, choć trzeba przyznać, że kąt był dość ostry.
Druga połowa przyniosła o wiele więcej emocji, a przede wszystkim zwycięską bramkę. Każda z drużyn wyszła na boisko z nastawieniem zdobycia kompletu punktów, co mogło zwiastować dobre widowisko. Skuteczniejsi okazali się gospodarze, gdy w 59. minucie po akcji duetu Belhanda – Camara znaleźli drogę do siatki bramki Marsylii. A znalazł ją właściwie defensor „Les Phoceens”, Souleymane Diawara, który fatalnie interweniował głową po dośrodkowaniu senegalskiego napastnika Montpellier, tak iż kompletnie zaskoczył Mandandę. Tym większy wydaje się ten błąd, że obrońca nie był naciskany przez żadnego z przeciwników, a już futbolówkę miał złapać jego golkiper.












