Już po raz trzeci w tym sezonie kibice francuskiej Ligue 1 będą mogli śledzić rywalizację wicemistrza kraju z obrońcą tytułu. Na chwilę obecną mamy remis – kto tym razem wyjdzie z pojedynku zwycięsko?
Walkę o zeszłoroczny tytuł mistrzowski na ostatniej prostej zdominowały dwie ekipy, a rozstrzygnięcie padło dopiero w przedostatniej kolejce. Teraz sytuacja jest zgoła odmienna, bo zarówno Marsylia, jak i Lille są obecnie w cieniu prowadzących w lidze Paris Saint-Germain i Montpellier. Celem obecnie najważniejszym jest nie tylko bezpośrednia rywalizacja, ale również utrzymanie bezpiecznej straty do liderów, którą ewentualnie w ostatniej fazie sezonu można by zniwelować.
Ostatnia szansa Marsylii?

– Jeśli Marsylia nie wygra u siebie z Lille, to nie ma co jej szukać w czołówce, którą stanowią Lyon, Paris Saint-Germain i Lille – tak sytuację podopiecznych Didiera Deschampsa opisuje Tadeusz Fogiel, menedżer piłkarski i specjalista francuskich realiów futbolowych. Trudno się jednak z nim nie zgodzić. Marsylczycy sezon rozpoczęli fatalnie, wygrywając pierwszy ligowy mecz dopiero w siódmej kolejce. Potem ich forma stopniowo ulegała poprawie, lecz przewaga, jaką wypracowały sobie czołowe ekipy nad „Les Phoceens”, była już bardzo wyraźna. Obecnie „Les Phoceens” do pierwszej czwórki tracą cztery punkty (do Lille pięć). Jednak jeśli wziąć pod uwagę wczorajsze zwycięstwa PSG i Montpellier, to wydaje się, że trzy punkty w starciu z Lille są warunkiem koniecznym, by myśleć jeszcze o udziale w kolejnej edycji Ligi Mistrzów.
Nie jest to jednak zbyt szczęśliwy czas dla tego zespołu pod względem kadrowym. W tym poszukiwać trzeba obecnie najsłabszego punktu OM. Z coraz lepiej rozumiejącej się pierwszej jedenastki wyrwane zostało kilka podstawowych ogniw, zarówno w defensywie, jak i w przedniej formacji. Na Puchar Narodów Afryki wraz ze swoimi reprezentacjami udali się kreatywni bracia Ayew (Ghana), ostoja środka obrony, tworzący w ostatnim czasie bardzo stabilną parę z Nicolasem Nkoulou, Souleymane Diawara pojechał zaś wesprzeć kadrę Senegalu, a mogło być jeszcze gorzej. Gdyby do finałowego turnieju zakwalifikował się Kamerun, to prawdopodobnie również wspomniany drugi środkowy obrońca i defensywny pomocnik Stephane Mbia nie byliby do dyspozycji Deschampsa – szczęście w nieszczęściu.
Spory problem jawi się zatem dla Marsylii w przedniej formacji. Pod nieobecność braci Ayew jedyną skuteczną alternatywą jest Loic Remy, bo co rusz kontuzjowany albo nie w pełni sił jest Andre-Pierre Gignac (obecnie uraz przywodziciela). Pomocą w tej potrzebie ma okazać się powracający z Brazylii Brandao. W czasie poprzedniego sezonu został on wypożyczony do swojego rodzimego kraju z powodu oskarżeń o gwałt, jakie wobec niego stawiał francuski sąd. Do Francji powraca zatem w najdogodniejszym momencie, gdy OM dramatycznie potrzebuje napastników.













