Choć za największy klasyk na francuskich ziemiach uznaje się pojedynek stołecznego Paris Saint-Germain z Marsylią, choć najgorętsze derby odbywają się w dolinie Rodanu, to jednak gdy na pierwszy plan wysuwa się bitwa dwóch Olympique’ów, emocje, a przede wszystkim bramki, są gwarantowane. Marsylia po raz 41. w historii ligi przyjeżdża do Lyonu.
Niedziela, godzina 21:00, Stade de Gerland. O tym czasie i w tym miejscu rozpocznie się wielka bitwa zespołów o miano najlepszego „Olympique” we Francji. Jasne było przed sezonem, że walka ta wzbudzać będzie wielkie emocje i stawka będzie olbrzymia, ale nikt nie spodziewał się, iż rozdźwięk w tabeli będzie przy tej okazji tak znaczny.

Dla Olympique Marsylia mecz z wielkim rywalem przyszedł w bardzo trudnym momencie. „Les Phoceens” jako jedyni spośród faworytów do mistrzostwa (jeśli nie włączać do tego grona Bordeaux) zaliczyli porządny falstart. W pierwszych pięciu kolejkach nie wygrali ani jednego spotkania i uzbierali tylko trzy punkty, przegrywając kluczowe pojedynki z Rennes i Lille, czyli zespołami ze ścisłej czołówki. Jeśli wziąć pod uwagę wyniki wczorajszych, inaugurujących 6. kolejkę meczów, to OM znajduje się obecnie na przedostatnim miejscu w lidze, wyprzedzając tylko bardzo słabe Nancy o jeden punkt. Gorzej być nie mogło, a niewiele wskazuje, że będzie lepiej…
– Potrzebne jest nam zwycięstwo – takie antidotum na wszystkie sezonowe problemy widzieli i trener Didier Deschamps, i wszyscy jego podopieczni. Trudno się nie zgodzić, bo oglądając mecze OM można odnieść wrażenie, że prezentowany poziom nie przekłada się zupełnie na osiągane rezultaty. Jakość jest, zarówno w obronie, jak i ofensywie, a punktów jak nie było, tak nie ma. Remisy z Sochaux, Auxerre, Saint-Etienne chluby nie przynoszą, tym bardziej że w dwóch pierwszych pojedynkach marsylczycy dali sobie wydrzeć pewne wygrane.
Zwycięstwo jest zatem potrzebne od zaraz. Życzenie spełniło się w minionym tygodniu w najmniej spodziewanym momencie. Co prawda wicemistrz Francji, wybierając się do Pireusu, zapowiadał szumnie, że liczą się tylko trzy punkty, lecz kto realnie myślał, iż w takim stanie da się wywieźć z gorącej Grecji korzystny rezultat. A jednak. Marsylia pokazała futbol dojrzalszy, rozsądniejszy i skuteczniejszy. Efektem stało się jednobramkowe zwycięstwo. Piękną akcję zainicjował sprowadzony z Lorient lewy obrońca, Jeremy Morel i dograł płaską piłkę idealnie na nogę Lucho Gonzaleza, z którym w Prowansji już miano się żegnać. Na tapecie były przecież takie kluby jak Roma czy Arsenal. Zwycięstwo ważne i zwycięstwo zasłużone. Czy wpłynie ono jednak na postawę w lidze? W końcu czeka ich niebywale trudny rywal, choć przedsezonowe przewidywania mówiły zupełnie coś innego…












