Największy hit francuskiej ekstraklasy w 29. kolejce odbędzie się tym razem w Paryżu, gdzie na murawę Parc des Princes wyjdą jedenastki PSG i Bordeaux. Znaczącym polskim aspektem tego meczu jest fakt, iż w kadrze gości znalazł się Ludovic Obraniak, który wyrabia sobie coraz silniejszą pozycję w nowym zespole. Ludo bardzo dobrze wspomina dwie podróże do stolicy w zeszłym sezonie. Jak będzie tym razem?
PSG napoczęte
Od momentu gdy stery w Paris Saint-Germain objął wielki Carlo Ancelotti, bez wątpienia wyniki paryżan znacznie się poprawiły, często nawet idąc w parze z efektowną grą do przodu. Włoch ze swoimi piłkarzami w 2012 roku nie doznał jeszcze żadnej porażki aż do środy, wtedy to do stolicy zawitał Lyon. Do tej pory szanse na porażkę zdarzały się sporadycznie, a i tak paryżanie znajdywali magiczną formułę, by ujść cało. Tak było w pierwszej rundzie Pucharu Francji z piątoligowym Saint-Colomban Locmine, podobnie w lidze, w której na ich drodze stanęli Dijon, Lyon i Caen. W każdym z tych przypadków stołeczni uciekali spod topora w ostatniej możliwej chwili i przyznać trzeba, że dla uważnego obserwatora mogła zrobić wrażenie siła charakteru, który drzemie w tym zespole walczącym zawsze do ostatniej minuty.

W minioną środę jednak okrutnego losu nie udało się już uniknąć. Dobrze grający Olympique Lyon był w stanie ustrzelić aż trzy gole na Parc des Princes i wyeliminować z Coupe de France corocznego faworyta (PSG przez ostatnie lata było wybitnie pucharowym zespołem). Ostatni raz, gdy paryżanie musieli na własnym obiekcie tylokrotnie wyjmować piłkę z siatki, zdarzył się prawie półtora roku temu. Wtedy to po dramatycznym spotkaniu Auxerre zwyciężyło gospodarzy 3:2. Teraz sytuacja jest jednak inna, bo Paris Saint-Germain przeszło znaczącą przebudowę i żadna, choćby niewielka ich porażka nie przejdzie bez echa w piłkarskiej Europie. „Les Gones” napoczęli chłopców Ancelottiego, udowodniając, że da się ich pokonać. Co będzie dalej?
Priorytetem dla PSG oczywiście Puchar Francji nie był, bo najważniejsza jest Liga Mistrzów, a właściwie walka o mistrzostwo. Musiałby zdarzyć się kataklizm, by ta ekipa straciła miejsce na podium. – Nie jesteśmy poruszeni – mówił po porażce z Lyonem szkoleniowiec stołecznego klubu. – Jesteśmy oczywiście smutni, ale musimy pozostawić to jak najszybciej za sobą, jeśli mamy zamiar się odbić. Mamy nadzieję zostać mistrzami Francji. Tak jak w każdym wielkim klubie presja jest nieustanna, lecz mamy dwa punkty przewagi i chcemy pokazać, że jesteśmy wielką drużyną – przyznał Włoch, choć wtedy nie wiedział jeszcze, że swój sobotni mecz wygra Montpellier i jego zespół przystąpi do starcia z „Żyrondystami” z miejsca wicelidera.











