Fenomenalne spotkanie oglądaliśmy na Stade Lille. Gospodarze ulegli Bordeaux 4:5 po decydującym golu strzelonym przez Ludovica Obraniaka w doliczonym czasie gry.
W najciekawiej zapowiadającym się niedzielnym meczu Ligue 1 zmierzyły się zespoły Lille i Bordeaux. Obecny mistrz Francji mimo przewagi własnego boiska mógł spodziewać się trudnej przeprawy z będącymi w coraz lepszej formie „Żyrondystami”. Mecz ten był również okazją dla Ludovica Obraniaka, by pokazać się z dobrej strony swojemu byłemu pracodawcy. Reprezentant Polski wykorzystał szansę znakomicie. Już w 2. minucie przeprowadził akcję zakończoną mocnym uderzeniem, które wybronił Landreau. Zrobił to tak niefortunnie, że piłka spadła na szesnasty metr, gdzie stał Maurice-Belay i umieścił futbolówkę w bramce. Zespół Lille odpowiedział na to trafienie już pięć minut później, kiedy Rozehnal po rzucie rożnym strzelał głową. Jego strzał obronił Carasso, ale dobitka Czecha była już skuteczna i na tablicy wyników widniał remis 1:1.

W 14. minucie bardzo ładną akcję przeprowadził Payet, ale jego dośrodkowanie w pole karne zdołał przeciąć Carasso. Niewykorzystane okazje lubią się mścić. W 17. minucie złe podanie obrońcy przejął aktywny od początku Maurice-Belay, oddał piłkę do Gouffrana, a ten wyłożył ją Obraniakowi, który precyzyjnym strzałem zza pola karnego umieścił ją w bramce. Po ponownym wyjściu na prowadzenie goście oddali inicjatywę Lille, które próbowało sforsować mądrze grającą obronę Bordeaux. Bliski tego był w 23. minucie Nolan Roux, ale jego strzał głową był zbyt lekki, by zaskoczyć bramkarza. Na niecałe dziesięć minut przed przerwą szansę na zdobycie bramki po raz kolejny miał Obraniak, lecz jego strzał z rzutu wolnego został zablokowany.
Końcówka pierwszej części gry odznaczyła się dwoma żółtymi kartkami dla przyjezdnej drużyny. Najpierw otrzymał ją Ciani, a następnie Henrique. Po tej drugiej kartce bliski pokonania Cedrica Carasso z rzutu wolnego był Hazard, ale jego strzał przeleciał tuż obok słupka.
Druga połowa rozpoczęła się podobnie jak poprzednia, czyli od ataków zespołu Bordeaux. Trzy minuty po wznowieniu sam na sam z bramkarzem wyszedł Maurice-Belay, ale górą był golkiper Lille. To, co nie udało się Francuzowi chwilę wcześniej, uczynił on w 50. minucie. Umiejętnie przepchnął się miedzy dwoma obrońcami i wyszedł sam na sam z Landreau, nie dając mu tym razem szans na obronę.
W 59. minucie piłkę w polu karnym otrzymał Bruno, jego strzał minął jednak bramkę gości i wynik pozostał bez zmian. To, czego nie zdołał zrobić napastnik Lille, wykonał chwilę później Gouffran. Po błędzie w środku pola piłkę przejął Plasil przebiegł z nią 30 metrów, po czym wycofał do wbiegającego Francuza, który umieścił ją w siatce i podwyższył na 1:4.










