Na Stade de France rozegrany został finał Pucharu Francji, w którym udział brały ekipy Paris Saint-Germain i Lille OSC. Jedyną bramkę w tym meczu zdobył bezpośrednio z rzutu wolnego reprezentant Polski – Ludovic Obraniak.
Na ten mecz czekała cała Francja. W podparyskim Saint-Denis trwa finał Coupe de France. Na boisku o puchar walczą PSG (obrońcy trofeum) i Lille OSC.
Trudno wskazać było faworyta tego spotkania, gdyż w lidze lepiej radzą sobie zawodnicy z Lille, a dla klubu ze stolicy rozgrywki pucharowe to coś, co lubią najbardziej, co potwierdzili, podnosząc puchar ośmiokrotnie w swej 40-letniej historii.

– Niełatwo wskazać faworyta, szanse to 50/50. Lille to prawdopodobnie przyszły mistrz Francji. Ma wiele zalet w każdej formacji i nie trapią go kontuzje. Jednak zapewniam, że zrobimy wszystko, aby obronić trofeum – chwalił przeciwnika Antoine Kombouare.
Paryżanie walczyli o puchar bez kontuzjowanego Luyinduli. Oprócz niego w grupie meczowej PSG zabrakło miejsca dla zawieszonego Jalleta i trzech graczy, których Kombouare nie powołał na to spotkanie. Są nimi Areola, Maurice i Toure.
W zespole z Flandrii jedyny gracz, który narzeka na uraz to Vandam. W wielkim finale nie będą mieli okazji wystąpić Baseya, Bruno, Oukidja, Souquet i Wade, bo Rudi Garcia nie wytypował ich do meczowej osiemnastki.
Paris Saint-Germain rozpoczęło to spotkanie w następującym składzie:
Coupet – Ceara, Camara, Sakho, Tiene – Chantome, Makelele (c), Giuly, Bodmer, Nene – Hoarau
Rudi Garcia ustawił swój zespół na ten mecz tak:
Landreau – Debuchy, Rami, Chedjou, Beria – Gueye, Mavuba (c), Cabaye, Gervinho, Hazard – Sow
Trybuny Stade de France były wypełnione po brzegi, ale w znacznej przewadze byli fani Paris Saint-Germain, którzy już na rozgrywce ożywili swoimi głośnymi śpiewami wspomnienia z przed kilku lat, kiedy to paryscy kibice byli jednymi z najlepszych w Europie.

Piłkarze obu zespołów byli niezwykle skoncentrowani, ale zarówno przywitaniu, jak i pamiątkowemu zdjęciu towarzyszyła przyjazna atmosfera. Paryżanie rozgrywali to spotkanie w czerwonych koszulkach i białych spodenkach, „Les Dogues” zaś w biało-czarnych strojach.













