Największe odkrycia 2022 roku – kto pokazał światu swój talent?


Zestawienie piłkarzy, którzy weszli na wielką scenę w ostatnich miesiącach

30 grudnia 2022 Największe odkrycia 2022 roku – kto pokazał światu swój talent?
ruetir.com

Jeszcze do niedawna byli oni anonimowi dla większości kibiców. Jednak rok 2022 okazał się dla nich przełomowy, a oni w końcu zademonstrowali światu swój talent. Teraz mają silną pozycję w czołowych klubach lub czekają na wielki transfer. Drzwi do wielkiej kariery stanęły przed nimi otworem. Oto piłkarze, których talent eksplodował w 2022 roku.


Udostępnij na Udostępnij na

Wszyscy najlepsi piłkarze na świecie mieli w swojej karierze moment, kiedy usłyszał o nich cały świat, a przeciętni kibice zdali sobie sprawę, że mają do czynienia z kimś więcej niż tylko przeciętnym zawodnikiem. Bardzo dobrym miejscem do ekspozycji swojego talentu są wielkie turnieje, które kreują nowe gwiazdy oraz są świetnym oknem wystawowym dla młodych. W związku z tym wielu piłkarzy z tego rankingu przede wszystkim błyszczało w Katarze podczas mundialu. Nie oznacza to jednak, że zabraknie objawień rozgrywek klubowych.

Mychajło Mudryk – diament akademii Szachtara

Jeszcze w sezonie 2021/2022 nie był pewny pierwszego miejsca w składzie Szachtara Donieck. W lidze ukraińskiej wykazywał się dużymi umiejętnościami, ale rywalizacja o miejsce w składzie „Górników” była na tyle duża, że Mudryk musiał często zadowalać się tylko miejscem na ławce rezerwowych. Momentem zwrotnym w jego karierze okazała się być inwazja Rosji na Ukrainę. Szachtar ze względów finansowych musiał zrezygnować z zagranicznych piłkarzy i postawić na utalentowanych wychowanków, którzy wcześniej nie mieli zbyt dużo możliwości, aby zademonstrować swoje umiejętności.

Mychajło Mudryk dobrze zdawał sobie sprawę z szansy, którą po prostu musiał wykorzystać. Był zdeterminowany, ale i pewny swoich umiejętności, którymi wcale nie odstawał od swoich brazylijskich poprzedników. W trudnym dla swoich rodaków czasie chciał również swoją grą wlać w nich trochę nadziei oraz dać im jakieś powody do radości. I to, co sobie postanowił, udało mu się osiągnąć.

Szachtar świetnie zaprezentował się w fazie grupowej Ligi Mistrzów. „Górnicy” już na starcie rywalizacji pewnie pokonali na wyjeździe RB Lipsk 4:1, a następnie kontynuowali bardzo dobre występy. Zremisowali między innymi z Realem Madryt i chociaż z grupy nie wyszli, pozostawili po sobie świetne wrażenie. Można zaryzykować stwierdzenie, że tych sukcesów nie byłoby bez Mychajło Mudryka, który był zdecydowanie wyróżniającą się postacią w składzie Szachtara. 21-latek błyszczał swoją przebojowością, strzelił trzy bramki oraz zaliczył dwie asysty w Lidze Mistrzów. Za swoje występy zbierał naturalnie bardzo pozytywne recenzje.

Jako objawienie sezonu w Lidze Mistrzów przykuł uwagę wielu klubów, które zapragnęły mieć w swoim składzie przebojowego lewego skrzydłowego. Już latem trwały w jego przypadku przymiarki do transferu, jednak dopiero jesienne występy wpłynęły na zainteresowanie gigantów. Jego wartość również ogromnie wzrosła, a potencjalny nabywca będzie musiał w jego przypadku zdecydowanie głębiej sięgnąć do kieszeni.

Gonçalo Ramos – wymarzony debiut w Katarze

Przez lata był w czyimś cieniu. W Benfice rywalizację przegrywał z Darwinem Núñezem czy nawet Romanem Jaremczukiem. Z kolei w kadrze pozostawał tylko zmiennikiem dla niezastąpionego Ronaldo. Jednak latem po odejściu Urugwajczyka do Liverpoolu przed Ramosem pojawiła się szansa. 21-latek wskoczył w końcu do składu drużyny z Lizbony, zaczął strzelać gole i wreszcie stanowił wartość dodaną do zespołu, który wygrał swoją grupę w Lidze Mistrzów oraz przewodzi ligowej stawce.

Jednak mimo to jego powołanie na mistrzostwa świata zostało przez wiele osób skrytykowane lub co najmniej niezrozumiane. Wiara selekcjonera Fernando Santosa w umiejętności młodzieńca z Benfiki nie wystarczyła, aby przekonać nieprzekonanych. Stąd też decyzja o wystawieniu Ramosa w pierwszym składzie na mecz ze Szwajcarią w 1/8 finału zamiast samego Cristiano Ronaldo spotkała się z naprawdę ogromną krytyką. Portugalskie media wieściły katastrofę.

Tymczasem występ Ramosa przeciwko Szwajcarii przerósł wszelkie oczekiwania. 21-latek w swoim debiucie na mistrzostwach świata ustrzelił hat-tricka jako pierwszy piłkarz od 2002 roku. W wielkim stylu wszedł na wielką scenę. Trafił do świadomości większości kibiców i z miejsca stał się jednym z objawień turnieju. Po tym występie jego statystyki w Benfice zostały dostrzeżone przez znacznie szersze grono osób.

Sukcesu Gonçalo Ramosa nie byłoby, gdyby nie trener „Orłów” Roger Schmidt, który w dużym stopniu przyczynił się do jego rozwoju. Niemiecki szkoleniowiec nie bał się zaufać jeszcze nieokrzesanemu młodzianowi, a ten odwdzięczył mu się dziewięcioma bramkami w 11 spotkaniach ligowych. Obaj panowie stworzyli razem duet, dzięki któremu Benfica wróciła do swojej najlepszej dyspozycji po kiepskim sezonie. Mimo to forma Ramosa zapewne umknęłaby większości kibiców, gdyby nie kapitalny debiut na mundialu. Rzecz jasna, w jego kontekście zaczyna się mówić o potencjalnym transferze. Niemniej wiele wskazuje na to, że Portugalczyk na razie pozostanie w ojczyźnie.

Sofyan Amrabat – odkrycie mistrzostw świata

Trafił ze swoją formą w najlepszym możliwym momencie. Marokańczyk nigdy nie był typem zawodnika, który przykuwał uwagę liczbami. We Włoszech imponował przede wszystkim pracą w defensywie, jak na dobrą „szóstkę” przystało. Już jesienią w barwach Fiorentiny imponował swoją dyspozycją na boisku, jednak dla wielu kibiców jego nazwisko wciąż było nieznane. Gdyby nie mundial w Katarze, prawdopodobnie dalej wiele osób nie zdawałoby sobie sprawy z umiejętności Amrabata.

Jednak mistrzostwa świata zmieniły w jego przypadku wszystko. Kiedy przywdział on koszulkę „Lwów Atlasu”, stał się prawdziwą bestią, której obawiali się kolejni rywale na drodze reprezentacji Maroka. Przebiegł najwięcej kilometrów, wykonywał najwięcej skoków pressingowych, zbierał najwięcej piłek oraz posyłał najwięcej piłek prostopadłych wśród reprezentantów Maroka. Był płucami i kręgosłupem całej drużyny. Bez niego nie byłoby „Lwów Atlasu” w półfinale.

Na mistrzostwach ogromnie skorzystał. Jego rozpoznawalność po turnieju znacznie wzrosła. Jest najstarszym zawodnikiem w tym zastawieniu, ma 26 lat, ale szansa na wielką karierę w jego przypadku wciąż jest naprawdę duża. Dzięki doświadczeniu zdobytemu przez lata gry w Hellasie Verona i Fiorentinie pozostaje łakomym kąskiem dla wielkich marek. Od anonima do jedenastki największej piłkarskiej imprezy. Tak właśnie można podsumować drogę, którą przebył Sofyan Amrabat w 2022 roku. W jego przypadku powiedzieć, że był to dla niego przełomowy rok, to prawie jakby nic nie powiedzieć.

Julián Álvarez – ogromny progres zwieńczony sukcesem

Rok 2022 zaczynał jeszcze w barwach argentyńskiego River Plate. Pod koniec stycznia sięgnął po niego Manchester City, ale młody napastnik pozostał w ojczyźnie do końca sezonu w ramach wypożyczenia. Chociaż w rodzimej lidze imponował swoją grą, w Europie kibice niewiele o nim wiedzieli. Kiedy więc latem przychodził do drużyny prowadzonej przez Pepa Guardiolę, musiał dopiero udowodnić swoją prawdziwą wartość.

Zadanie miał niezwykle trudne. O miejsce w składzie rywalizował ze strzelającym gola za golem Erlingiem Haalandem. Mimo to otrzymywał swoje okazje, które wykorzystywał bez zarzutu. Strzelił gola już w debiucie, zaliczył bardzo dobry występ przeciwko Sevilli w Lidze Mistrzów (bramka i dwie asysty). Zachwycony był nim Pep Guardiola, który wielokrotnie podkreślał przydatność Juliána Álvareza w składzie „The Citizens”. Robiło się o nim coraz głośniej, ale prawdziwy przełom nastąpił dopiero na mistrzostwach świata.

Zwieńczeniem dobrego dla niego 2022 roku był oczywiście wyjazd do Kataru. 22-latek nie zaczynał jednak turnieju w pierwszym składzie „Albiceleste”. Palmę pierwszeństwa do gry w pierwszej jedenastce miał Lautaro Martínez. Jednak napastnik Interu zawodził, więc Lionel Scaloni dał szansę Álvarezowi. Młodzian świetnie ją wykorzystał, pokazując się całemu światu ze swojej najlepszej strony. Prawdziwy pokaz umiejętności dał przeciwko Chorwacji w meczu półfinałowym, kiedy strzelił dwie bramki. To był mecz, po którym wszyscy kibice zdali sobie sprawę z ogromnego talentu Álvareza.

Rok 2022 kończy z tytułem mistrza świata. Swoimi występami w Katarze znacznie przybliżył się do pierwszego składu Manchesteru City. Już teraz należy do grona najlepszych „dziewiątek” na całym świecie. W ciągu jednego roku przebył drogę od dobrze prosperującego piłkarza z argentyńskiej ligi do mistrza świata, którego w składzie chciałby mieć niejeden menadżer klubu z topowej ligi.

Khvicha Kvaratskhelia – nowy idol neapolitańskich kibiców

Jeszcze w połowie 2022 roku był piłkarzem gruzińskiego Dinama Batumi. Przeciętny kibic zapewne nie słyszał o 21-latku przed jego przeprowadzką do Napoli, gdzie zawitał, kiedy w klubie następowała rewolucja kadrowa. Szeregi „Azzurrich” opuścili tacy weterani jak Dries Mertens czy Lorenzo Insigne. Zastąpienie legend jawiło się jako ogromne wyzwanie dla ich następców. W związku z tym na wieść o transferze Gruzina kibice z Neapolu mogli kręcić nosem. Młodzian zapowiadał się raczej jako melodia przyszłości, a nie gotowy produkt do pierwszego składu.

Jak się jednak okazało, jakiekolwiek obawy dotyczące tego piłkarza były zupełnie niepotrzebne. Khvicha Kvaratskhelia zaliczył kapitalne wejście do drużyny Luciano Spallettiego, która w obecnym sezonie rozjeżdża kolejnych rywali. Napoli przegrało na razie tylko jedno spotkanie, a takiego wyniku na pewno by nie było, gdyby nie obecność młodego Gruzina. Khvicha Kvaratskhelia jest motorem napędowym „Azzurrich”. Szybko stał się idolem kibiców Napoli, otrzymując przydomek „Kvaradona” na cześć legendy Diego Maradony. Fani liczą, że Gruzin, tak jak Maradona, poprowadzi „Azzurrich” do scudetto.

Rzecz jasna, jego forma nie umknęła czołowym klubom. Przymiarki do najsilniejszych drużyn, jak w przypadku każdego piłkarskiego odkrycia, już trwają, ale na transfer w zimowym okienku się nie zapowiada. Khvicha Kvaratskhelia ma najpierw do wykonania misję w Napoli. Niemniej po sezonie wokół jego nazwiska zrobi się bardzo gorąco. Działacze Napoli mogą już powoli liczyć grube miliony z transferu Gruzina. W końcu pewne się wydaje, że sięgnie po niego bogaty klub, który nie będzie oszczędzał na tym fantastycznym skrzydłowym.

Joško Gvardiol – bohater w masce

Chorwat już od kilku lat znany był jako wielki talent. Swoją karierę rozwijał spokojnie i harmonijnie. Z Dinama Zagrzeb przeniósł się do RB Lipsk, w którym powoli eksponował swoje umiejętności. Jednak jego nazwisko wciąż nie było znane kibicom nieśledzącym na bieżąco rozgrywek Bundesligi, chociaż już w swoim premierowym sezonie grał on wystarczająco dobrze, żeby zwrócić na siebie uwagę kibiców.

Jednak dopiero jego gra na mistrzostwach świata pozwoliła mu przedstawić się szerszej publiczności. Joško Gvardiol zrobił to w kapitalnym stylu, zostając jednym z najlepszych obrońców całego turnieju. Był kluczowym piłkarzem swojej reprezentacji i w ogromnym stopniu przyczynił się do zdobycia przez nią brązowego medalu. Chociaż ma dopiero 20 lat, w jego grze widać było ogromny spokój, jak gdyby zagrał już wiele sezonów na najwyższym poziomie. Świetnie odbierał i wyprowadzał piłkę. Robił wszystko, czego można oczekiwać od klasowego stopera. A to wszystko w tak młodym wieku.

https://twitter.com/kraljicaNikky/status/1606624360999145472

Wpływ na wzrost jego rozpoznawalności miała również maska, którą nosił podczas meczów w Katarze. Pochlebnych opinii na jego temat nie szczędzili eksperci. Wszystko to sprawiło, że o Gvardiolu zaczęto mówić jako jednym z największych odkryć mundialu. Młody Chorwat dał się poznać wszystkim kibicom na całym świecie ze swojej najlepszej strony. Jeżeli ktoś przed mistrzostwami nie znał Gvardiola, po zakończeniu zmagań w Katarze na pewno rozpoznałby go na boisku. W końcu trudno zapomnieć zawodnika po dobrym w jego wykonaniu turnieju.

Naturalnie topowe kluby już ustawiają się w kolejce po „człowieka w masce”. Przymiarki do kolejnych drużyn już trwają, ale znając tego młokosa, można przypuszczać, że Gvardiol nie podejmie pochopnej decyzji, tylko wybierze rozsądnie i z korzyścią dla swojej własnej kariery. Jeszcze przekonamy się, jaki będzie jego kolejny krok. Można być jedynie pewnym tego, że będzie to hitowy transfer.

Cody Gakpo – spokojna droga na szczyt

Holender przez lata powoli budował swoją markę w lidze holenderskiej, aż w końcu zaczął ją przerastać. Kandydatem do wyjazdu za granicę był już od kilku sezonów, ale przez dłuższy czas nie decydował się na przeprowadzkę. Czekał na idealny moment, który zdecydowanie przyszedł po rewelacyjnym w jego wykonaniu 2022 roku, pełnym bramek oraz asyst w PSV i kadrze narodowej.

W Eredivisie strzelał, kreował, asystował. Robił wszystko, czego można oczekiwać od gracza ofensywnego. Jego liczby w sezonie 2022/2023 zapewniły mu miejsce na szczycie wielu rankingów wśród zawodników z czołowych lig europejskich. Cody Gakpo pozostawał jednak anonimowy dla wielu kibiców, w końcu holenderska liga nie należy do najczęściej oglądanych. Prawdziwy przełom nastąpił dopiero podczas mistrzostw świata, kiedy nazwisko Holendra zapadło w pamięć przeciętnym kibicom.

Piłkarz PSV zdobywał bramkę w każdym meczu grupowym reprezentacji Holandii. Dołożył do tego bardzo dobrą grę. Nic więc dziwnego, że oczy piłkarskiego świata zwróciły się właśnie na niego. Cody Gakpo już w trakcie turnieju znalazł się na listach życzeń najsilniejszych europejskich klubów. I już na krótko po zakończeniu rywalizacji w Katarze 23-latek znalazł sobie nowy klub.

W kontekście Holendra dużo mówiło się o transferze do Manchesteru United i kiedy już się wydawało, że Cody Gakpo przeprowadzi się do czerwonej części Manchesteru, do akcji wkroczył odwieczny rywal „Czerwonych Diabłów”, czyli Liverpool. „The Reds” sięgnęli po piłkarza PSV, robiąc przy tym całkiem dobry interes. Transfer kosztował ich tylko 50 milionów euro, czyli kwotę mocno promocyjną jak za takiego piłkarza. Dla Gakpo przeprowadzka do Premier League jest idealną nagrodą za długie lata treningów i pracy w Holandii.

Enzo Fernández – od anonima do mistrza świata

Na początku 2022 roku prawie żaden kibic w Europie nie znał nazwiska tego Argentyńczyka. Enzo Fernández grał wtedy jeszcze w rodzimej lidze, gdzie reprezentował barwy River Plate. Niemniej już wtedy dobiegały na Stary Kontynent głosy o skali talentu młodziana. Piłkarz powoli zaczynał przerastać ligę, więc latem sięgnęła po niego Benfica. Jak się później okazało, był to świetny transfer.

Enzo Fernández wszedł z drzwiami i futryną do ligi portugalskiej. Już w swoim debiucie zdobył bramkę, ale to była tylko zapowiedź tego, co czeka nas w jego wykonaniu w dalszej części sezonu. 21-latek grał jak z nut i szybko znalazł się na ustach wszystkich w całej Portugalii. W dużym stopniu przyczynił się do pierwszego miejsca Benfiki w bardzo trudnej grupie w Lidze Mistrzów oraz pierwszego miejsca w ligowej tabeli.

Nic więc dziwnego, że Lionel Scaloni nie pominął go, kiedy wybierał kadrę na mistrzostwa świata w Katarze. Enzo Fernández w reprezentacji zadebiutował niecałe trzy miesiące wcześniej. Był jednak oczywistym kandydatem do wyjazdu na mundial. Turniej rozpoczął na ławce rezerwowych. Zabłysnął przeciwko Meksykowi, kiedy po wejściu z ławki strzelił piękną bramkę. Dzięki dobremu występowi wskoczył do pierwszej jedenastki i miejsca w niej już nie oddał, kontynuując świetną grę i pomagając Argentynie zdobyć mistrzostwo świata. Za swoją grę został uhonorowany nagrodą dla najlepszego młodego piłkarza turnieju.

Nic więc dziwnego, że nazwisko Enzo Fernándeza jest obecnie jednym z najgorętszych na rynku transferowym. Piłkarzem Benfiki interesują się najlepsze kluby, a kwota transferu zapewne przekroczy ogromną sumę 100 milionów euro. Przeprowadzka do silniejszego klubu będzie dla młodziana zasłużoną nagrodą za świetny w jego wykonaniu 2022 rok.

Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Najnowsze