Walka o mistrzostwo Polski wkracza w decydującą fazę. Na cztery kolejki przed końcem sezonu Legia Warszawa przewodzi ligowej stawce z trzema punktami przewagi nad Lechią Gdańsk. Oprócz przewagi punktowej nad wiceliderem, dobrej formy całego zespołu oraz oczyszczonej atmosfery po odejściu Ricardo Sa Pinto Legia ma jeszcze jeden bardzo duży atut w walce o obronę tytułu – Iuriego Medeirosa. Skrzydłowy wypożyczony ze Sportingu CP urasta do miana gwiazdy Lotto Ekstraklasy.
Portugalczyk przychodził do drużyny prowadzonej przez swojego rodaka Ricardo Sa Pinto (panowie mieli okazję w przeszłości współpracować w młodzieżowych drużynach Sportingu) z nadzieją na powrót do formy oraz przypomnienie, że miano jednego z największych portugalskich talentów nie wzięło się znikąd. Oczekiwania wobec Medeirosa od początku były wysokie. Kibice po cichu liczyli, że do klubu trafił piłkarz pokroju Danijela Ljuboji czy Vadisa Odjidy-Ofoe.
Trudne początki
Iuri Medeiros trafił do Warszawy 3 lutego 2019 roku na zasadzie półrocznego wypożyczenia. Zanim przeniósł się do stolicy, występował we włoskiej Genoi. Ostatnie pół roku na Półwyspie Apenińskim było kompletnie nieudane dla wychowanka Sportingu. Wystąpił zaledwie w trzech oficjalnych meczach, do tego ani razu w pełnym wymiarze czasowym. Było zatem jasne, że do Warszawy przyjechał bez odpowiedniego rytmu meczowego. Ponadto forma Medeirosa była zagadką, gdyż swoje ostatnie spotkanie rozegrał 6 grudnia w Pucharze Włoch.
W związku z tym niemożliwe było błyskawiczne wprowadzenie zawodnika do pierwszego zespołu. Sztab szkoleniowy mistrza Polski musiał stopniowo wprowadzać piłkarza na wysokie obroty. Efektem tego było rozegranie w pierwszych trzech występach zaledwie 23 minut. W podstawowym składzie pojawił się dopiero w swoim czwartym meczu w barwach Legii. Portugalski skrzydłowy zdobył piękną bramkę, a „Wojskowi” pokonali 2:0 Miedź Legnica.
Od tamtej pory portugalski skrzydłowy regularnie pojawiał się w wyjściowym składzie Legii, jednak jego liczby były równie słabe co dyspozycja warszawian. Owszem, Portugalczykowi zdarzały się pojedyncze akcje, na podstawie których można było wnioskować, iż jest to zawodnik o nietuzinkowych umiejętnościach. Niemniej jednak styl gry podopiecznych Ricardo Sa Pinto wołał o pomstę do nieba, a odpadnięcie z Pucharu Polski w starciu z Rakowem Częstochowa i sromotna porażka z Wisłą Kraków tylko potwierdziły przypuszczenia, że z Legią dzieje się coś niedobrego.











