Montpellier HSC pokonało przed własną publicznością Paris Saint-Germain 1:0 i zostało pierwszym finalistą Coupe de la Ligue! Gospodarze zapewnili sobie zwycięstwo w drugiej połowie dogrywki po bramce Girouda.
Montpellier HSC, czy Paris Saint-Germain? Obaj szkoleniowcy potraktowali ten mecz bardzo poważnie. Nic dziwnego, zdobycie Pucharu Ligi to bowiem nie tylko kolejne piękne trofeum do klubowej gabloty, ale także zapewnione miejsce w Lidze Europejskiej.
Zespoły pojawiły się na murawie w najmocniejszych składach i zapowiadało się wspaniałe widowisko, naprzeciw siebie stanęły dwie znakomicie prezentujące się drużyny.
Montpellier tradycyjnie w niebieskich koszulkach i pomarańczowych spodenkach, paryżanie zaś w swoich historycznych czerwonych trykotach, które razem z białymi spodenkami są podstawowym strojem PSG w obecnym sezonie.

Kiedy Said Ennjimi rozpoczął spotkanie, na Stade de la Mosson nastąpiła ogromna wrzawa. Kibice byli bardzo zdeterminowani i ze wszystkich sił dopingowali swoich pupili. Pierwsze minuty spotkania to tak zwane piłkarskie szachy. Obie drużyny bały się zdecydowanie zaatakować, a gra toczyła się głównie w środkowej strefie boiska. Kiedy minął kwadrans, pewności siebie nabrali gospodarze, którzy wreszcie uwierzyli w słowa słynnego powiedzenia: nie taki diabeł straszny…
W 20. minucie Montpellier mogło prowadzić, jedyne czego zabrakło, to zrozumienia Camary z Giroudem. „La Paillade” nabierali coraz większych obrotów, niósł ich wspaniały doping zgromadzonych na stadionie fanów. W 31. minucie groźny rzut rożny wykonywał Estrada, ale jego uderzenie zatrzymało się na murze ustawionym przez strzegącego bramki gości Coupeta. Chwilę później pomocnik Montpellier spróbował zaskoczyć golkipera PSG strzałem z podobnego dystansu, ale doświadczony bramkarz wykazał się znakomitym refleksem. Nie minęło więcej niż 60 sekund, a Coupet musiał ponownie interweniować, tym razem z główki strzelał Giroud, a piłka przeleciała tuż obok słupka. Bezradni zawodnicy Paris Saint-Germain próbowali wyprowadzać kontry, ale wszystkie zatrzymywały się na dobrze grającej defensywie gospodarzy. Jednak w ostatnich pięciu minutach pierwszej części gry PSG zaczęło dominować w środku pola i udało się mu stworzyć kilka groźnych sytuacji. Najlepszą zmarnował Hoarau, który tuż przed polem karnym znakomicie zmylił obrońcę gości i huknął jak z armaty, ale zabrakło dosłownie centymetrów. Tuż przed końcowym gwizdkiem na trybuny mógł powędrować Rene Girard, który bardzo emocjonalnie zareagował na jedną z decyzji arbitra, ten jednak przeobraził komentarze w żart i po krótkiej reprymendzie wrócił na murawę. Gwizdek kończący pierwszą połowę zabrzmiał kilka sekund później.












