Najbardziej efektywnym wynikiem lider francuskiej Ligue 1 zapewnił sobie w Tuluzie zwycięstwo, które jest kolejnym krokiem w stronę pierwszego w historii mistrzostwa. PSG ma znów pięć punktów straty, a swój mecz rozegra w niedzielę na bardzo gorącym terenie w Lille.
Szybki gol i trzy punkty
Podopieczni Rene Girarda, podobnie jak przed tygodniem na własnym stadionie z Valenciennes, teraz na Stade de Toulouse swoje jedyne trafienie w meczu zaliczyli bardzo wcześnie. Wtedy to była 5. minuta, w piątek zaś wystarczyły tylko trzy. Najlepsza do dziś defensywa Ligue 1 bardzo łatwo dała się ograć Younesowi Belhandzie, który po przyjęciu piłki z autu mijał swoich rywali jak tyczki i strzałem z szesnastego metra zaskoczył Aliego Ahamadę.

Zdobyty na początku spotkania gol ustawił boiskową sytuację. Gospodarze wyglądali na oszołomionych i przez następne dwadzieścia minut nie byli w stanie poważnie zagrozić bramce rywali inaczej niż tylko niecelnymi strzałami z dystansu. Szybsze bicie serca sympatyków „La Paillade” mogła spowodować dopiero sytuacja z 29. minuty, kiedy to najpierw Geoffrey Joudren wybronił strzał Pavle Ninkova, lecz do dobitki Francka Tabanou nie był już w stanie doskoczyć. Pomocnik TFC otrzymał jednak piłkę na słabszą, prawą nogę i uderzył dostatecznie słabo, by asekurujący swojego golkipera Vittorino Hilton wyekspediował futbolówkę z pustej bramki.
Do końca pierwszej odsłony bliżsi szczęścia jeszcze raz byli goście, próbujący odpowiedzieć na gorącą atmosferę we własnym polu karnym. Kilka minut po nieudanej próbie Tabanou długie podanie do ustawionego w „szesnastce” Oliviera Giroud zagrał Marco Estrada, a potrafiący zrobić coś z niczego napastnika uderzył głową – mimo iż miał na plecach obrońcę – i był o włos od wrzucenia piłki Ahamadzie za kołnierz. Bramkarz Tuluzy zdołał ją lekko trącić, by odbiła się od poprzeczki.
Co nie udało się przed przerwą, miało się powieść po niej. Gospodarze wznowili grę w drugiej połowie podobnie jak w pierwszej, nie prezentując nic w ataku, a w obronie popełniając czasem koszmarne błędy. Mogło to się zemścić po niecałym kwadransie gry, gdy za rzekome dotknięcie piłki ręka przez Tabanou arbiter podyktował „jedenastkę”, do której podszedł wspominany już Giroud. Warto jednak dodać, iż Tony Chapron podjął tę decyzję dopiero po konsultacji z liniowym, a i tak powtórki telewizyjne pokazały prawdopodobny błąd tegoż tandemu. Niektórzy powiadają przy takich okolicznościach, że ewentualne niewykorzystanie karnego jest ingerencją sprawiedliwości, i tak też zdarzyło się w tym spotkaniu. Ahamada odczytał zamiar napastnika, a zgromadzona publiczność nie obejrzała 21. gola lidera klasyfikacji strzelców w tym sezonie.











