Na stadionie Ludwika II w Monaco naprzeciwko siebie stanęły jedenastki gospodarzy i przyjezdnych liończyków. Ostatnia kolejka Ligue 1 mogła wiele zmienić w sytuacji w tabeli każdej z drużyn. W meczu padły dwa trafienia, ale tylko dla OL, które pokonało zespół z Księstwa, ostatecznie zrzucając go z francuskiej ekstraklasy.
Dla obu zespołów dziś ewentualnie zdobyte punkty były na wagę złota, choć ich cele były zupełnie inne. Trzeci w tabeli Lyon walczył o utrzymanie pudła i w konsekwencji awans do kwalifikacji Ligi Mistrzów. By to osiągnąć, musiał w Księstwie wygrać, by nie oglądać się na PSG. W znacznie gorszej sytuacji znajdowało się Monaco. Będąc na 18., najwyższym spadkowym miejscu, brakowało mu do bezpiecznej strefy jednego punktu. Biorąc pod uwagę determinację innych walczących o utrzymanie zespołów, gospodarze spotkania musieli wyrwać trzy punkty wicemistrzom Francji, co dałoby im spokojny byt w Ligue 1. Emocje były zatem gwarantowane.

Na stadionie Ludwika II pojawiło się nawet zaskakująco wielu sympatyków „Czerwono-białych”, którzy w każdym spotkaniu gromadzą się w liczbie zaledwie ok. 7 tysięcy, a dziś było ich prawie dwa razy więcej.
Mecz rozpoczął się dosyć spokojnie. Obie ekipy, świadome wysokiej stawki, nie chciały zbytnio się otworzyć i czekały na ruch przeciwnika. Szczególnie Monaco zaczaiło się na własnej połowie, przyjmując gości i próbowało w odpowiednim momencie skontrować. Pierwsi groźniejszą akcję przeprowadzili „Les Gones”, gdy w 10. minucie Anthony Reveillere popędził prawą stroną i dośrodkował piłkę, z którą minimalnie minął się jego kolega z zespołu.
Sytuacja ta podziałała mobilizująco na gospodarzy, którzy na kilka minut przejęli inicjatywę. Efektem tego była sytuacja Benjamina Moukandjo, lecz jego strzał z woleja został przyblokowany wślizgiem przez Kima Kallstroma i niebezpieczeństwo pod bramką Hugo Llorisa zostało zażegnane.
Po pół godzinie gry gospodarze otrzymali od sędziego rzut wolny tuż sprzed pola karnego, choć słuszniej podyktować byłoby „jedenastkę”. Fatalnie jednak wykonany on został przez Adriano, który uderzył prosto w mur. Trzeba również dodać, iż sytuacja Monaco z powodu wyników na innych boiskach nie była różowa. Swoje mecze wygrywały po 1:0 i Caen, i Nancy. Również Auxerre doprowadziło do wyrównania, choć dość szybko otrzymało cios od magicznego duetu Lorient, Amalfitano – Gameiro. Jedynie Brest przegrywał z Tuluzą, co jednak niewiele zmieniało w pozycji w tabeli podopiecznych Laurent Banide. Jedenastka z Księstwa miała los w swoich rękach, ale musiała z Lyonem wygrać.
A na Lazurowym Wybrzeżu goli brakowało. Brakowało również sytuacji podbramkowych, przez co trudno było cokolwiek wnioskować o skuteczności napastników w obu zespołach. Jeśli ktoś spodziewał się szybkiego tempa i walki o każdą piłkę, to mógł się zawieść. Bezstronni kibice mogli ocknąć się na trzy minuty przed przerwą. Klepkę przed polem karnym Monaco zagrali Ederson i Jimmy Briand, lecz ten drugi uderzył tuż obok słupka bramki Chabberta, będąc jednak w towarzystwie defensora gospodarzy. Chwilę później na bramkę Lyonu z wolnego uderzał Adriano, który uderzył tylko w środek bramki, co problemów bramkarzowi reprezentacji Francji nie sprawiło. Do przerwy bramek zatem nie zobaczyliśmy.











