Niewielu jest na świecie piłkarzy, którzy strzelając do marca 20 bramek i do tego zaliczając dziewięć asyst, i tak byliby krytykowani. Na swoje nieszczęście do takiego grona należy Mohamed Salah. Egipcjanin nie trafił w żadnym z ostatnich ośmiu meczów swojego zespołu, a presja przełamania ciąży na nim coraz mocniej.
O ile początek i środek obecnego sezonu były w wykonaniu 26-latka znakomite, o tyle ostatnie tygodnie stają się frustrujące nie tylko dla samego piłkarza, lecz także dla jego kibiców. Salah ostatnią bramkę zdobył jeszcze w lutym w spotkaniu przeciwko Bournemouth. I chociaż Juergen Klopp na konferencjach prasowych tonuje paniczne nastroje, to wypada postawić sobie pytanie: czy rzeczywiście nie ma się czym martwić?
Nowy sezon, nowe wyzwania
Fantastycznym poprzednim sezonem Salah nie tylko bardzo wysoko zawiesił sobie poprzeczkę, lecz także jednocześnie stał się jednym z najlepiej krytych piłkarzy w całej Premier League. O tym, jak doskonała forma wpływa na przygotowanie przeciwników, najlepiej przekonał się m.in. nasz Krzysztof Piątek. Można było zatem z góry założyć, że Egipcjanin nie powtórzy swojego rewelacyjnego wyniku z poprzedniego roku i nie strzeli 44 bramek w jednym sezonie. Na potwierdzenie tej tezy warto przytoczyć wypowiedź Roya Hodgsona z sierpnia 2018 roku, gdy mówił:
Nie ma wątpliwości, że Salah, posiadając takie umiejętności, rozegra dobry sezon. Jednakże ludzie będą oczekiwać od niego coraz więcej, a to nic dobrego zarówno dla piłkarza, jak i dla klubu.
Jeszcze do stycznia wydawało się, że nawet wzmożone zainteresowanie przeciwników nie przeszkodzi Salahowi w pobijaniu kolejnych rekordów. Tylko w samym grudniu napastnik Liverpoolu zdobył aż siedem bramek i zaliczył cztery asysty, a jego drużyna przeszła przez okołoświąteczny maraton suchą stopą, meldując się w Boże Narodzenie na fotelu lidera. Od tego czasu widać jednak znaczące pogorszenie gry Egipcjanina, który jakby zatracił swój instynkt strzelecki.
Pozytywne liczby…
26-latek jest napastnikiem mogącym pochwalić się największą liczbą tzw. winning-goals, czyli bramek, które decydowały o wygranej w danym meczu. W klasyfikacji Premier League ma on aż dziesięć takich trafień, wyprzedzając o cztery gole drugiego w tabeli Alexandre’a Lacazette’a. Nie można więc zapominać, że Salah już teraz dał swojej drużynie bardzo dużo.

Salah co prawda średnio oddaje mniej strzałów na bramkę niż w poprzednim sezonie (3,4 wobec 4,4 na 90 minut), ale z drugiej strony jego procent wykończonych sytuacji pozostaje na podobnym poziomie – 22% rok temu do 18,1% z obecnej kampanii. W klasyfikacji strzelców brakuje mu tylko dwóch goli do Kuna Aguero, a ponadto w styczniu stał się czwartym najszybszym zdobywcą 50 ligowych goli w Premier League – potrzebował na to 72 meczów.













