Ten mecz miał być wielką reklamą ligi francuskiej. Spotkanie o pozycję lidera i przewagę psychiczną przed następnymi kolejkami. Przynajmniej tak zakładano przed sezonem. Rzeczywistość przed niedzielnym pojedynkiem PSG – AS Monaco jest zgoła odmienna.
Zeszły sezon został całkowicie zdominowany przez piłkarzy z Paryża i Monaco. Nikt poza tą dwójką, która godnie reprezentuje Francję w Lidze Mistrzów, nie mógł myśleć o miejscu wyższym niż trzecie, gdyż obie drużyny od samego początku poprzedniego sezonu narzuciły szaleńcze tempo. W tym roku spodziewano się powtórki z rozrywki i miłośnicy futbolu, zwłaszcza ci z „Heksagonu”, ostrzyli sobie zęby na spotkanie dziewiątej kolejki właśnie pomiędzy PSG i Monaco. Z różnych jednak powodów możemy mieć obawy, że niedzielny mecz zamiast być europejskim hitem nie przyniesie nam zbytnich emocji.
Drużyna Paris Saint-Germain, czyli gospodarz niedzielnego spotkania, jest zdecydowanym faworytem tej potyczki. Nikt nie wyobraża sobie innego scenariusza niż zwycięstwo tego zespołu. Nawet powiem więcej – nikt nie widzi możliwości, aby ktokolwiek mógł przeszkodzić podopiecznym Laurenta Blanca w zdobyciu trzeciego z rzędu mistrzostwa Francji. Mimo iż rozgrywki Ligue 1 nie rozpoczęły się dla paryżan idealnie (a można stwierdzić, że bardzo przeciętnie), to starcie z Monaco ma być punktem przełomowym we wspinaczce na fotel lidera. Jednakże remisy – aż pięć w ośmiu kolejkach, zwłaszcza te na swoim boisku – pokazują, że PSG nie rozpędził się na tyle, aby miażdżyć niczym walec kolejnych rywali. Dużą stratą dla mistrzów jest kontuzja Zlatana Ibrahimovicia, który zawsze w opałach ratował swoich kolegów przed niekorzystnym wynikiem. Występ Szweda jest w spotkaniu z wicemistrzem wątpliwy, co może być promykiem nadziei dla zespołu i kibiców z księstwa. Ostatni mecz Ligi Mistrzów przeciwko Barcelonie na Parc des Princes udowodnił, że nawet bez rosłego napastnika PSG potrafi wznieść się na wyżyny i pokonać faworyzowanego rywala. Jeśli z takim samym nastawieniem ekipa Blanca wyjdzie na spotkanie z Monaco, to kibice ze stolicy Francji nie mają się czego obawiać.
Po przeciwnej stronie barykady stanie drużyna, która miała zdetronizować w tym roku mistrzów z Paryża. Niestety rosyjski właściciel klubu z południa Francji, Dimitrij Rybołowlew, przykręcił kurek z pieniędzmi, sprzedał Jamesa Rodrigueza do Realu Madryt i Radamela Falcao do Manchesteru United, czym bardzo mocno osłabił swoją drużynę. Leonardo Jardim, który zastąpił Claudio Ranieriego, dysponuje więc słabszym składem niż jego poprzednik rok temu, co odbija się znacząco na wynikach osiąganych przez jego zespół. AS Monaco dopiero po niedawnych dwóch zwycięstwach w lidze wydostało się ze strefy spadkowej i powoli przesuwa się w górną część tabeli. Jednak strata do ścisłej czołówki jest nadal spora. Dużym zmartwieniem samego trenera, jak i kibiców z ekipy Lazurowego Wybrzeża jest to, że forma piłkarzy przypomina sinusoidę. Słabe mecze ligowe przeplatane są dobrymi występami w Champions League, w którym Monaco zdobyło już cztery punkty w pojedynkach z Leverkusen i Zenitem Sankt Petersburg. Właśnie na taką dyspozycję jak w europejskich pucharach czekają sympatycy z księstwa w meczu na paryskim stadionie.











