Tak można określić zbliżający się pojedynek pomiędzy Olympique Marsylia i Girondins Bordeaux. Po wręcz fatalnym rozpoczęciu sezonu każda z ekip w swoim tempie nabiera pewności i jakości w grze.
Każda z drużyn bez wątpienia będzie chciała zgarnąć dziś komplet punktów, bo czołówka ligi nie śpi, a każda kolejna strata do niej może zakończyć marzenia o wysokiej pozycji na koniec roku.
Marsylia i Bordeaux to przecież jeszcze niedawni mistrzowie Francji, odpowiednio z 2009 i 2010 roku. Jednak ligowe zawieruchy każą im obecnie okupować środek tabeli. Szczególnie dla „Żyrondystów”, którzy przed tym sezonem spodziewali się, że zmiana trenerska, a z nią pewna rewolucja kadrowa, odpędzi złe duchy zostawione w Akwitanii jeszcze przez Laurenta Blanca, inauguracja sezonu była sporym rozczarowaniem.
Od pierwszych spotkań Francis Gillot, który miał przynieść wraz ze sobą efektowną i efektywną grę z Sochaux, nic nie był w stanie poradzić na ciągłe straty punktów. Długa seria bez zwycięstwa na swoim boisku (pierwsza zanotowana dopiero w 15. kolejce!) oraz dotkliwe porażki ze słabymi w tym roku Niceą i Dijon nie napawały sympatyków optymizmem. Jednocześnie jednak „Żyrondyści” byli w stanie zaprezentować się bardzo solidnie na tle znacznie silniejszych rywali. Czy to z Lille, czy to z PSG prowadzili równorzędną walkę, która mogła zakończyć się pozytywnym rezultatem w obie strony.
Podobnie może być też dziś w Prowansji. Na razie na koncie mają serię dwóch zwycięstw z rzędu, ale widać w ich poczynaniach znacznie większą pewność siebie. Cytując jednego z najbardziej znanych trenerów we Francji, Didiera Deschampsa: „wygrane są najlepszym lekarstwem”. Poczuć smak triumfu jest solą piłkarskiej motywacji.
Nie inaczej ma się sprawa z rywalami. Kluczowymi w tej kwestii mogą być ostatnio wygrane mecze z PSG i Borussią Dortmund. Marsylczycy pokazali w nich przede wszystkim charakter, choć nie zawsze szło to w parze z potencjałem. O ile w klasyku rozegrali jeden z najlepszych pojedynków w tym sezonie, nie pozwalając paryżanom praktycznie na nic, to w Niemczech zostali stłamszeni w pierwszych 45 minutach przez rywali. Ambicja i doświadczenie wzięły jednak górę i pogoń za wynikiem w ostatnich minutach rzutem na taśmę dała im awans do kolejnej rundy.
Lepszej dawki pozytywnego myślenia trudno sobie wyobrazić. Szczęśliwy zakończenie LM w tym roku oraz powrót w lidze na drogę zwycięstw i konsekwentnego odrabiania strat to oznaki, że w OM coś drgnęło. Sprzyjają im także inne zespoły z górnej części tabeli, które nie grzeszą regularnością (oprócz Montpellier) i do ligowego podium brakuje już tylko siedem oczek. Z jednej strony dużo, a z drugiej mało – przewaga wcześniej sięgała nawet dziesięciu punktów. Podopieczni Deschampsa nie mogą sobie jednak pozwolić na jakiekolwiek potknięcia. Początkowa seria sześciu spotkań bez wygranej (w tym aż trzy porażki) wyczerpała limit i jeśli „Les Phoceens” chcą załapać się do pociągu z napisem „Europejskie puchary”, to bezbłędnie ogrywać muszą każdego napotkanego rywala.
Sytuacje w obu klubach determinują zdobywanie punktów. Nie może więc na Stade Velodrome dzisiejszego wieczoru zabraknąć emocji. Bordeaux o pucharach na razie nie marzy, lecz przede wszystkim o powrocie do wysokiej dyspozycji sprzed dwóch lat, Marsylia zaś ani myśli odpuszczać przewodzącym w lidze zespołom. Dla niej sezon bez Champions League, a tym bardziej bez jakichkolwiek pucharów, byłby klęską.










