Po emocjonującym i żywym widowisku piłkarze Didiera Deschampsa wywieźli z gorącego bretońskiego terenu komplet punktów. Mecz był wyrównany, lecz marsylczycy wykazali się większą skutecznością z przodu i konsekwencją w grze obronnej. Zwycięstwo nie pozwoliło gościom awansować w tabeli, ale znacznie zmniejszyło ich dystans do prowadzącej dwójki.
Od początku meczu zespoły narzuciły wysokie tempo gry. Pierwsza zaatakowała Marsylia, po której widać było, że niedzielna porażka z Lille podrażniła jej ambicje. Niewiele jednak z tej przewagi wynikało, zaledwie jedno groźniejsze dośrodkowanie wyłapane przez Nicolasa Doucheza i nieudana próba przewrotki Andre-Pierre’a Gignaca. Z każdą następną minutą do głosu dochodzili jednak gospodarze. Po kwadransie gry na strzał po rajdzie przez całe boisko zdecydował się Razak Boukari, ale był on wyjątkowo niecelny. Kilka minut później złe ustawienie Steve’a Mandandy chciał wykorzystać Jerome Leroy, próbując przelobować reprezentacyjnego bramkarza prawie z połowy boiska, lecz gokiper zdążył w porę wrócić na swoją pozycję.

Coraz lepszą dyspozycję w tym czasie prezentowała druga linia „Czerwono-czarnych” z Leroy, Dalmatem oraz M’Vilą na czele i wydawało się, że tylko kwestią czasu są groźne okazje pod bramką Marsylii. Nic bardziej mylnego. Jeszcze w 22. minucie kombinacyjna akcja dwójki Andre Ayew – Lucho Gonzalez skończyła się nieudanym dośrodkowaniem, do którego nikt nie doszedł, ale chwilę później było 1:0 dla przyjezdnych. Argentyńczyk, który po świetnym zagraniu Taye Taiwo znalazł się w polu karnym, wycofał piłkę na skrzydło do Ayew, a ten zagrał ją wprost na głowę Loica Remy’ego ustawionego na 7. metrze przed bramką. Douchez był w tej sytuacji bez szans.
Stracony gol podciął gospodarzom skrzydła. Marsylczycy zaś mieli w samej końcówce wyśmienitą okazję do podwyższenia wyniku. Nie popisał się tym razem Remy, który otrzymał na głowę dokładne podanie od Lucho, lecz zamiast zgrywać do trzech niepilnowanych kolegów, próbował strzelać z ostrego kąta.
Początek drugiej połowy to wymiana ciosów z obu stron. Rozpoczęło się w 49. minucie od wyśmienitego strzału Yanna M’Vili bezpośrednio po wrzutce z wolnego, lecz z bardzo ostrego kąta. Mandanda zdążył zaasekurować krótszy słupek. Siedem minut później w idealnej sytuacji znalazł się Remy po długim rajdzie Ayew wzdłuż dłuższego boku pola karnego. Będąc oko w oko z napastnikiem „Les Phoceens” świetnie zachował się bramkarz Rennes, wybijając strzał na rzut rożny. To nie był jednak ostatni raz, gdy z wielkich opresji wyratował on swój zespół. Po ponad godzinie gry w odstępie czterech minut musiał wybronić strzały Stephane’a Mbii głową (choć w środek bramki) i Gignaca w sytuacji sam na sam (świetna interwencja nogami).











