W ostatnim meczu 21. kolejki Ligue 1 urzędujący wicemistrz Francji, Marsylia, pokonał na wyjeździe ekipę Rennes 2:1. Co prawda Bretończycy otworzyli wynik, lecz ich dwa proste błędy spowodowały, że to goście odjechali z kompletem punktów.
Tym samym dla Olympique Marsylia był to udany rewanż za dotkliwą porażkę na Stade Velodrome jesienią. Wtedy to po trafieniu z dystansu Jiresa Kembo-Ekoko „Czerwono-czarni” jako jedyni w lidze byli w stanie wywieźć ze stolicy Prowansji trzy punkty.

Na Stade de la Route de Lorient podopieczni Didiera Deschampsa mogli odnieść wrażenie, że historia się powtarza. Tongo Doumbia przymierzył z podobnej odległości co kilka miesięcy temu jego kolega z drużyny i trafił dosłownie tuż przy słupku. Steve Mandanda był w tej sytuacji bezradny.
Jednak utrzymujący świetną formę i serię „Les Phoceens” (we wszystkich rozgrywkach nie przegrali już od 11 spotkań, czyli od 27 listopada) jeszcze przed przerwą zdołali wyrównać, a właściwie zrobił to za nich rywal. Przy dośrodkowaniu Loica Remy’ego piłkę głową tak niefortunnie uderzył Onyekachi Apam, że zupełnie zmylił swojego golkipera.

Zwycięska bramka dla gości padła w 77. minucie, gdy tempo meczu wskazywało raczej na zbliżający się podział punktów. Źle wyprowadzoną akcję przeciął Mathieu Valbuena i po kilku zwodach odegrał futbolówkę do Benoit Cheyrou. Następujący potem strzał Francuza nie był jednak zabójczo precyzyjny czy silny, lecz sprawił on wiele problemów rezerwowemu bramkarzowi Rennes, Abdoulaye’owi Diallo. Piłki sięgnął, lecz nie zdołał jej dostatecznie mocno sparować, by wyszła poza światło bramki, i jemu trzeba przypisywać winę w tej sytuacji.
Wygrana dla Marsylii była o tyle ważna, że pozwoliła ona prześcignąć w tabeli dzisiejszych rywali i wstąpić na miejsce piąte. Strata do kolejnych w klasyfikacji Lyonu oraz Lille wynosi zaledwie jeden i dwa oczka.











