W hicie 20. kolejki Ligue 1 Olympique Marsylia pokonał Girondins Bordeaux 2:1. Dwaj napastnicy „Les Phoceenes”, Andre-Pierre Gignac i Evaeverson Branda,o zdobyli dziś swoje pierwsze bramki w obecnym sezonie.
Od pierwszego gwizdka piłkę mieli goście. „Żyrondyści” zamknęli faworyzowaną Marsylię w tak zwanym zamku hokejowym i konstruowali ataki pozycyjne. W prawie każdej akcji ofensywnej piłka wędrowała na prawe skrzydło, gdzie znajdował się Yoan Gouffran. Popisał się on kilkoma znakomitymi dośrodkowaniami, ale żaden z jego kolegów nie potrafił zamienić ich na bramkę.

Pięć minut, tyle trwała niemoc gospodarzy. Magia Stade Velodrome zrobiła swoje, Olympique Marsylia przejął inicjatywę. Piłka między podopiecznymi Deschampsa wędrował jak po sznurku. Zagubieni piłkarze Girondins Bordeaux biegali za piłką niczym dzieci we mgle. Gospodarze wyczekiwali na błąd gości, a ten nadszedł w 18. minucie, kiedy to lewonożny Benoit Tremoulinas próbował wybijać piłkę z własnego pola karnego prawą nogą. Fatalne zachowanie wychowanka Bordeaux próbował wykorzystać Brandao, ale niebywały refleks zaprezentował Cedric Carrasso i uprzedził Brazylijczyka. Kilka chwil później, kiedy na telebimie widniała 23. minuta, Gignac wykorzystał znakomite dośrodkowanie Taiwo i dał gospodarzom wymarzone prowadzenie. Warto dodać, że Francuz zdobył swoją pierwszą bramkę w tegorocznych rozgrywkach Ligue 1. Stadion oszalał, a sam strzelec był wniebowzięty.
Bezradność gości z czasem przeobrażała się w agresywność, czego efektem były brutalne faule. Zawodnicy Marsylii co chwilę padali na murawę. Najgroźniej wyglądało przewinienie Tremoulinasa, który zaatakował obie nogi Valbueny. Poszkodowany przez dłuższy czas nie mógł się podnieść, a faulujący zawodnik „Żyrondystów” ujrzał jedynie żółty kartonik. Kiedy poza boiskiem opatrywany był Mathieu Valbuena, zawodnicy Girondins Bordeaux przeprowadzili szybki kontratak, szansę na wyrównanie miał Diabate, ale jego uderzenie pewnie wyłapał kapitan gospodarzy, Steve Mandanda. Pierwszą połowę arbiter przedłużył jedynie o minutę. Każdemu wydawało się, że ta część gry zakończy się jednobramkowym prowadzeniem gości, ale dosłownie kilka sekund przed zejściem obu zespołów do szatni nastąpiło fatalne nieporozumienie pomiędzy obrońcą i golkiperem gości, które znakomicie wykorzystał Mathieu Valbuena. 26-letni Francuz idealnie dograł Brazylijczykowi Brandao, a jemu nie pozostało nic innego niż trafić do siatki. Warto dodać, że Brandao, podobnie jak Gigna,c do tej pory nie zdobył żadnej bramki w Ligue 1. Antybohaterem tego zdarzenia był Mickael Ciani, który nie zrozumiał się z załamanym Carrasso.










