Manchester City nie miał większych kłopotów z pokonaniem u siebie Fulham. „Obywatele” wygrali 3:0, a łupem bramkowym podzielili się Aguero, Dżeko oraz Baird, który jednak trafił nie do tej siatki, co trzeba.
Pierwsi, zgodnie z oczekiwaniami, zaatakowali gospodarze. W 5. minucie Dżeko strzelił nad poprzeczką, ale na usprawiedliwienie Bośniaka można dodać, że musiał wykańczać akcję z dość ostrego kąta. Minęło kolejne pięć minut i Adam Johnson przewrócił się w polu karnym przeciwnika. Co prawda kontakt pomiędzy nim a Bairdem był na pewno, ale powtórki pokazały, że Anglik raczej celowo „zostawił” swoją nogę z tyłu i arbiter chyba dał się w tej sytuacji nabrać. Tak czy owak, Mike Dean wskazał na wapno, a pewnym egzekutorem „jedenastki” okazał się Sergio Aguero.

Po bramce „Citizens” nieco spuścili z tonu. To pozwoliło nieco śmielej zaatakować gościom i Dempsey w 24. minucie strzelił celnie na bramkę Harta, choć to uderzenie było zbyt lekkie, by poważnie zagrozić Anglikowi. W odpowiedzi piłka przelatywała obok lewego słupka bramki Schwarzera po próbach Silvy i Johnsona. Przyjezdni nie pozostawali dłużni i blisko wyrównania był Duff, ale zabrakło mu trochę precyzji. W 30. minucie okazało się, kto jest dziś największym szczęściarzem, a kto największym pechowcem na murawie. Po dośrodkowaniu z lewej strony Kolarova akcję na długim słupku zamykał Johnson. Anglik chciał strzelić prawą nogą, ale ponieważ służy mu ona chyba tylko do wsiadania do autobusu, zrobił to fatalnie. Na jego szczęście piłka odbiła się przypadkowo od nóg Bairda i wpadła do siatki. City prowadziło 2:0 po dwóch, trzeba przyznać, szczęśliwych golach.
Chwilę później mogliśmy zobaczyć kolejnego samobója, gdyby nie refleks Schwarzera, który uratował niefortunnie interweniującego Senderosa. Niewiele czasu upłynęło, zanim australijski bramkarz znowu musiał się popisać swoimi umiejętnościami – tym razem groźnie strzelał Aguero. Następnie, po kolejnej kontrze gospodarzy, strzał Dżeko w ostatniej chwili został zablokowany przez Hangelanda. Końcowe minuty pierwszej części gry upłynęły raczej spokojnie, było kilka rzutów rożnych dla obydwu zespołów, ale żadne zagrożenie z nich nie wyniknęło i wkrótce sędzia Dean zaprosił zawodników do szatni.

Po zmianie stron pierwszy wysilić musiał się Joe Hart. Choć może „wysilić” to zbyt mocne słowo, Anglik musiał po prostu złapać piłkę po słabym strzale Murphy’ego. Premierowy kwadrans nie był najciekawszy, a na pewno nie pomagał w tym padający śnieg. W 59. minucie Mike Dean wezwał na boisko… ludzi z łopatami do odśnieżania, bo przez biały puch nie można było już zobaczyć linii pola karnego. Wróćmy do spraw stricte piłkarskich: pod bramką rywala znalazł się prawy obrońca Fulham, Stephen Kelly, ale jego uderzenie również było dla Harta zbyt łatwe do obrony. Trochę więcej kłopotów Anglik miał po strzale z rzutu wolnego Bairda, jednak i w tej sytuacji golkiper City spisał się bez zarzutu. W 65. minucie Murphy świetnie zablokował uderzenie Sergio Aguero, a kilkanaście sekund później Senderos sfaulował Kolarova kilka metrów przed polem karnym, jednak sam poszkodowany nie trafił z rzutu wolnego w bramkę. Następnie mieliśmy kolejną sesję odśnieżania, a po niej groźnie strzelał Aguero, lecz został zablokowany przez obrońcę.
W 72. minucie Argentyńczyk przeprowadził świetną indywidualną akcję, ograł Senderosa tak, jakby murawa w ogóle nie była śliska i wystawił piłkę Dżeko, który tylko dopełnił formalności i zdobył gola na 3:0. Straty chciał zmniejszyć Dempsey, ale jego uderzenie z dystansu zostało zablokowane. Piłka wypadła na rzut rożny, po którym futbolówka odbiła się od Dżeko i trafiła w słupek. Chrapkę na gola miał też Micah Richards, dlatego odzyskał piłkę na połowie rywala, popędził z nią w stronę bramki, jednak później nie trafił w jej światło. Pod koniec meczu swoją frustrację na nogach Dżeko postanowił wylać Baird i miał szczęście, że za ten wślizg dostał zaledwie żółtą kartkę. W 89. minucie w końcu bardziej musiał się wysilić Hart. Po błędzie Richardsa piłka spadła pod nogi Riise, który kopnął piłkę mocno, ale za to w środek i Anglik odbił futbolówkę. Na pięć doliczonych minut Mancini wpuścił swój nowy nabytek z Rzymu, czyli Davida Pizarro. Trudno było jednak Chilijczykowi zaprezentować jakąś ciekawą akcję, zapoznał się raczej tylko z angielskim mrozem. City zdobyło trzy gole, dopisało sobie w tabeli trzy punkty i tyle przewagi ma teraz (przynajmniej na kilkanaście godzin) nad drugim w tabeli Manchesterem United.