Po ośmiu kolejkach nowego sezonu angielskiej Premier League Manchester City zajmuje 13. miejsce w tabeli. Nie, to nie rok 2003, nawet nie film science fiction. „Obywatele” to niesamowite rozczarowanie angielskiej ligi, bo przecież tak słabej postawy zespołu nie spodziewał się chyba nikt. A jednak, obecnie strata do liderującego Tottenhamu jest większa niż przewaga „The Citizens” nad strefą spadkową.
Fakt faktem, że Manchester City ma do rozegrania jeden zaległy mecz, jednak nawet w przypadku zwycięstwa zespół Guardioli przesunąłby się tylko na 8. miejsce w lidze. Nie tego oczekiwaliśmy od Manchesteru, który miał być przecież hegemonem, walczyć o trofea z Liverpoolem Juergena Kloppa. Kiedy zespół Niemca nie odstępuje na krok Tottenhamowi, „Obywatele” patrzą na wszystko od spodu.
Nowy kontrakt, stare demony
Nowy kontrakt, jaki władze City podpisały z Pepem Guardiolą, obowiązywać ma do 2023 roku. Zważywszy na obecne okoliczności – ryzykowne zagranie. Na pewne rzeczy, jak kontuzje raz po raz uderzające w zespół, szkoleniowiec nie ma wpływu. Nietrafiona taktyka, nieskuteczność, brak pomysłu – to wszystko męczy dziś ekipę Hiszpana, a on sam nie potrafi sobie z tymi problemami poradzić.
Jedynie postawa ekipy w Lidze Mistrzów rzuca jasne światło na obecny sezon. Trzy zwycięstwa, tylko jedna stracona bramka i aż dziewięć strzelonych. Tak, w europejskich rozgrywkach Manchester radzi sobie świetnie. Dlaczego więc dobrej formy nie można przenieść na mecze krajowe? Dlaczego Manchester City radzi sobie w lidze tak przeciętnie?
Jedno trzeba podkreślić – Guardiola ma obsesję na punkcie Ligi Mistrzów. Gdzie się nie pojawiał, tam wznosił trofea ligowe, jednak już od prawie dekady nie jest w stanie podnieść tego najważniejszego – Pucharu Ligi Mistrzów. Tak było w Bayernie i tak też jest w Manchesterze City. W Bayernie nie potrafił przeskoczyć półfinału, w ekipie City niemożliwym wyzwaniem stały się ćwierćfinały. Z roku na rok Guardiola maleje, kurczy się, przytłacza go brak jakichkolwiek postępów z drużyną na europejskich salonach. W poprzednim sezonie przegrał gonitwę o tytuł, a teraz Manchester wygląda tak, jakby do miasta nigdy nie zawitali szejkowie.
Nieskuteczni napastnicy
4-3-3, a może 4-2-3-1? Tak najczęściej swój zespół ustawia Guardiola, choć preferuje on wersję ze skrzydłowymi. Tytuły ligowe zdobywał ze świetną trójką w ataku: z przodu brylowali Sergio Aguero, Raheem Sterling i Sane. Jednym z najlepszych pomocników na całym świecie został okraszony Kevin de Bruyne – i dziś tylko on zachował błysk sprzed trzech czy dwóch lat. Reszta jakby zgasła…
Na pewno duży wpływ na zespół wywarły kontuzje, na przykład utrata Sane. Skrzydłowy stracił większość sezonu 2019/2020, zerwał bowiem więzadła i zaliczył zaledwie jedenaście minut w Premier League. Do tego słabe relacje z trenerem spowodowały, że po sezonie odszedł do zespołu Bayernu Monachium. Jego brak szczególnie mocno odbił się na zespole – w dwóch poprzednich sezonach brał udział przy 45 bramkach w samej Premier League.
Miejsce Sane zajmowali Mahrez oraz Foden. Pierwszy spisywał się bardzo dobrze – 11 goli i 12 asyst w poprzednim sezonie to świetny wynik. W tym sezonie Algierczyk zawodzi. W lidze nie odnotował jeszcze żadnej bramki ani żadnej asysty. Do pierwszego składu przebił się Ferran Torres, który choć bryluje w Lidze Mistrzów, wciąż nie strzelił w lidze. Z wymienionej trójki tylko Foden strzelał dla zespołu City.











