Od kilku dni towarzyszy nam ogromny rozgardiasz związany z gehenną Legii. W końcu Legioniści udowodnili, że zasługują na Ligę Mistrzów, a tu nagle ten feralny walkower. Nawet jeżeli udałoby się warszawiakom dojść do ostatniej fazy eliminacyjnej, to jedno i tak jest pewne. Narzekaniom kibiców i tak nie będzie końca. A może lepiej przestać już biadolić? Przecież w Lidze Mistrzów mamy nasze piłkarki.
W tegorocznych eliminacjach Champions League piłkarki z Konina dały popis prawdziwie pięknego futbolu. Medyk Konin nie pozostawił na rywalkach suchej nitki i wdarł się do 1/16 Ligi Mistrzyń bez straty bramki w grupie. Polskiej drużynie w czwartek zostało jeszcze do rozegrania spotkanie z ZFK Koczani, lecz wynik starcia nie będzie miał wpływu na wyjście z grupy podopiecznych Romana Jaszczaka. Awans do najbardziej prestiżowego turnieju klubowej, kobiecej piłki nożnej dał naszym zawodniczkom mecz z fińskim Aland United, wygrany aż 7:0. Na boisku wyróżniała się szczególnie 17-letnia Ewa Pajor, która cztery razy wpakowała piłkę do siatki rywalek. Warto zaznaczyć, że nie był to pierwszy tak wielki sukces Ewy i polskiej kobiecej piłki nożnej. W ubiegłym roku napastniczka Medyka zdobyła wraz z reprezentacją Polski Mistrzostwo Europy U-17. To właśnie wtedy została również porównana na oficjalnej stronie UEFA do Leo Messiego.
Wojna płci ma sens?
Dalej jednak nie wiem, czy kolejne sukcesy naszych piłkarek zostaną zauważone, czy wywołają w sercach kibiców taką radość i takie emocje jak podczas osiągnięć piłkarzy. Ale czy warto w ogóle, a może czy nawet da się porównywać męską i kobiecą piłkę? Jest wiele aspektów, które wpływają na wciąż tak małą popularność rozgrywek płci pięknej. Zacznijmy od czynników czysto naturalnych. Uwarunkowania biologiczne stawiają mężczyzn na wygranej pozycji. Stosunkowo większa masa mięśni u panów, sprawia, że kobietom trudno jest dorównać facetom w sporcie. Dlatego też nie porównuje się np. czasów w biegach kobiet i mężczyzn. Kolejną sprawą, która utrudnia zauważenie kobiecej piłki, jest zainteresowanie mediów. Dziennikarze sportowi poświęcają o wiele mniej uwagi rozgrywkom kobiet, nawet pomimo osiąganych sukcesów. I tutaj pojawia nam się błędne koło. Kobieca piłka jest mniej popularna, bo generuje mniejsze pieniądze. Generuje mniejsze pieniądze, bo nie interesują się nią media. Nie ma pieniędzy, bo nie interesują się nią sponsorzy, którzy oczekują dużego rozgłosu. Piłkarki prezentują niższy poziom od mężczyzn, bo (oprócz uwarunkowań fizycznych) ich klubu nie stać na takie zaplecze, jak u panów. Dostęp do aren piłkarskich z prawdziwego zdarzenia również jest często utrudniony. Co więcej, historia kobiecej piłki nie sięga tak głęboko jak męski futbol. „Słaba płeć” dopiero od niedawna zaczęła kopać piłkę. Puchar UEFA Kobiet został utworzony w 2000 roku, a kobiece drużyny nie mają takich tradycji i takiego doświadczenia jak te męskie.
Jednak to właśnie nasze złote dziewczyny wznoszą się ostatnio na wyżyny futbolu. Łamią stereotyp mówiący, że „baby nie potrafią kopać piłki”. W przeciwieństwie do mężczyzn są dobrze zapoznane z europejskimi pucharami. W trakcie bardzo krótkiej historii Ligi Mistrzyń Unia Racibórz aż pięć razy brała udział w tym turnieju. Jeszcze wcześniej, AZS Wrocław siedmiokrotnie uczestniczył w europejskich zmaganiach, w tym dwukrotnie awansując do drugiej rundy (przy innym systemie rozgrywek). O rosnącej potędze w polskim kobiecym futbolu świadczy również fakt zdobycia w ubiegłym roku pucharu mistrzostw Europy U-17.










