We wtorek startuje piłkarska Liga Mistrzów. Tego samego dnia pierwsze mecze rozegrają dwie najlepsze drużyny poprzedniej edycji, czyli Real i Atletico. Czy stać ich będzie na powtórzenie zeszłorocznego sukcesu?
Poprzednia kampania zdecydowanie należała do stolicy Hiszpanii. Zdarzały się przecież takie przypadki, że w finale rywalizowały dwie drużyny w tego samego kraju. Występ dwóch ekip reprezentujących jedno miasto stanowił jednak wydarzenie bez precedensu. Zresztą przypomnijmy może sobie, co działo się w poprzednim starciu tych drużyn w europejskich pucharach.
http://www.youtube.com/watch?v=dp9H-wC5X58
To tyle, jeśli chodzi o historię. Już przy losowaniu fazy grupowej zarówno jedni, jak i drudzy mogli mówić o sporym szczęściu, gdyż nie powinni mieć najmniejszych problemów z awansem do kolejnej fazy. Zresztą wywalczenie pierwszego miejsca w grupie też nie będzie kosztowało ich tyle siły, co chociażby w poprzedniej kampanii. Absolutnie nie chcę w tym miejscu deprecjonować umiejętności piłkarzy Liverpoolu czy Juventusu, ale postawmy sprawę jasno, zarówno Real, jak i Atletico to drużyny lepsze niż te, które przed chwilą wymieniłem. A to będą ich najtrudniejsi grupowi rywale.
Real pogrążony w kryzysie
Jednakże nie wszystko jest tak kolorowe, jak by się mogło wydawać na pierwszy rzut oka. Real przechodzi pierwszy poważny kryzys od kilku lat i przynajmniej na razie kibice tej drużyny niespecjalnie mogą dojrzeć jakieś światełko w tunelu. Szczególnie paląca jest kwestia obsady bramki, która od pierwszych dni obecnego sezonu spędza Ancelottiemu sen z powiek. Iker Casillas nie cieszy się już takim zaufaniem kibiców, jak chociażby w poprzednich latach, a ci w połączeniu z dziennikarzami wytykają mu każdy, nawet najmniejszy błąd. Nic więc dziwnego, że bezpośrednio po derbach Madrytu rozpoczęła się dyskusja, który z bramkarzy powinien wyjść w pierwszym składzie podczas starcia z FC Basel. Włoch zakończył jednak dość szybko całą dyskusję, mówiąc na poniedziałkowej konferencji prasowej, że przynajmniej na początku rozgrywek Champions League nie zamierza dokonywać zmian w bramce.
„Królewscy” nie mają motywacji?
Oddzielną kwestią, która coraz częściej jest poruszana w przypadku Realu Madryt, to motywacja. Niektórzy mówią o tym, że skoro „Los Blancos” udało się zdobyć upragnioną „La Decimę”, to mogą już spocząć na laurach. Ja jednak nie wyobrażam sobie takiej sytuacji. Mówimy przecież o profesjonalnych piłkarzach.
Poza tym nowi gracze, tacy jak Toni Kroos czy James Rodruguez, nie wygrali w zeszłym roku Champions League, więc raczej nie są jeszcze spełnieni. Ale, że tylko Niemiec pokazuje na początku sezonu głód trofeów, to już oddzielna sprawa.
Atletico też ma swoje problemy
O brak motywacji z pewnością nie mogą się obawiać kibice Atletico. Zawodnicy Diego Simeone z pewnością aż do tej pory roztrząsają swoje niepowodzenie w poprzednim finale i należy się spodziewać, że będą robić wszystko, aby tym razem móc w maju unieść puchar ku górze.










