W meczach kończących 17. kolejkę ligi francuskiej wicemistrz kraju Olympique Lyon ograł na własnym boisku Tuluzę 2:0. Oprócz tego pierwszy raz od 25 września trzy punkty zdobyli „Zieloni”, tym razem w Monaco, w rywalizacji Bordeaux z Rennes bramek zaś nie ujrzeliśmy.
Lyon nareszcie na podium

Olympique Lyon pokonał dzisiejszego popołudnia drużynę Tuluzy i przedłużył swoją serię meczów bez porażki do dziesięciu. Tak wspaniała tendencja „Les Gones” wywindowała ich ze strefy spadkowej aż na 3. miejsce w tabeli, wykorzystując w tej kolejce potknięcia Marsylii i Rennes. Już w piątej minucie spotkania na Stade de Gerland prowadzenie dla gospodarzy zdobył niezawodny Lisandro Lopez, który w trzech ostatnich spotkaniach (włączając w to Ligę Mistrzów) zdobył czwartą bramkę. Z prawego skrzydła wbiegł w pole karne Michel Bastos i oddał bardzo silny strzał, choć z wyjątkowo ostrego kąta. Z jego obroną problemów nie miał Valverde, lecz interweniował tak niefortunnie, że bez problemów piłkę głową dobił Argentyńczyk (siódme trafienie w sezonie). Bliski wyrównania stanu meczu był Paulo Machado, jednak jeszcze większego pecha mieli „Les Gones”, gdy strzał Bartosa z wolnego trafił w poprzeczkę. Prowadzenie zostało mimo to powiększone przed przerwą. W 35. minucie dokładne podanie otrzymał od Kima Källströma napastnik OL, Bafetimbi Gomis i wygrawszy pojedynek biegowy z Danielem Congre, posłał piłkę w długi róg, nie dając szans Valverde. Dzięki wygranej Lyon włączył się do walki o tytuł, a do prowadzącego Lille traci zaledwie dwa punkty. Tuluza zaś musi pogodzić się z 12. miejscem w tabeli.
„Zieloni” przełamali się w Księstwie

Podobnie jak wróg zza miedzy, Saint-Etienne od derbów Rodanu również rozpoczął swoją serię, lecz serię dziewięciu meczów bez zwycięstwa, którą dziś się przełamali. Jego ofiarą stali się piłkarze Monaco, którzy w tym sezonie nie potrafią złapać rytmu gry, szczególnie w ofensywie, mając jeden z najgorszych ataków w lidze (13 bramek w 17 meczach). Pierwszą szansę na bramkę „Zieloni” stworzyli sobie po dośrodkowaniu harującego jak wół Dimitriego Payeta, gdy Petter Hanson omal nie wpakował piłki do własnej siatki. Po 20 minutach było już jednak 1:0. Świetne dalekie podanie od Bayal-Salla otrzymał napastnik Emanuel Rivière. Popędził z futbolówką kilka metrów i oddał ją do wbiegającego z lewej strony Laurenta Battlesa. Ruffier był bez szans. Monaco próbowało zniwelować straty akcjami Lukmana Haruny oraz reprezentanta Korei, Chu-Young Parka, lecz niezawodny w bramce gości był Jérémy Janot, który w coraz większą frustrację wprowadzał szkoleniowca Monaco, Guya Lacombe’a. Nie był to dla niego dobry dzień.












