Do bardzo zaskakującego wyniku doszło w burgundzkim Auxerre, gdzie wicemistrz Francji, Olympique Lyon, przegrał z kretesem z gospodarzami aż 0:4, prezentując bardzo słaby futbol. Pewne trzy punkty zdobył mistrz Francji, pokonując na Stade Velodrome Brest i utrzymał czteropunktową stratę do lidera.
Czarny dzień OL
Lyon przyjechał na mecz do Auxerre opromieniony prestiżowym zwycięstwem nad Marsylią i mimo kilku ważnych osłabień (kontuzje Lisandro Lopeza i Yoanna Gourcuffa) pełnił rolę faworyta z o wiele słabszymi w tym sezonie piłkarzami Jeana Fernandeza. Początek meczu przebiegał z lekkim wskazaniem na gości, którzy prowadzili atak pozycyjny, a przyczajeni Burgundczycy czekali na dogodną okazję, by wyprowadzić kontrę. Pierwsze strzały oddało Auxerre, najpierw Oliech, potem Birsa, lecz pierwsze prawdziwe zagrożenie stworzyli podopieczni Puela.
Gdy w 14. minucie spotkania piłka po raz pierwszy zatrzepotała w siatce po strzale z wolnego Michela Bastosa, wydawało się, że wszystko układa się według planu. Jednak nieszczęśliwie dla Lyonu lot futbolówki zmienił Bafetimbi Gomis, a że napastnik był na pozycji spalonej, to o golu mowy być nie mogło. Kolejnym sprzyjającym zdarzeniem dla przyjezdnych była kontuzja Ireneusza Jelenia, który już po dziesięciu minutach zszedł z boiska, trzymając się za mięsień dwugłowy uda.
Wszystko tak pięknie wyglądało, ale tylko do 20. minuty. Wtedy akcję a la Pedretti – Jeleń, czyli długie podanie do szybkiego napastnika, zagrali Delvin Ndinga oraz Denis Oliech. Kenijczyka do ostatniej chwili spychał spóźniony Cris, lecz gracz AJA upadając na ziemię, zdołał uderzyć jeszcze piłkę, która przelobowała wychodzącego Llorisa. Całe Abbe Deschamps oszalało z radości. Nikt przecież nie spodziewał się, iż zdesperowany, by zdobywać kolejne punkty Lyon, tak łatwo da sobie strzelić bramkę. To miał być jednak wieczór Auxerre.
Okazję na podwyższenie rezultatu miał już dwie minuty później Alain Traore, lecz świetny przerzut piłki nad obrońcami w wykonaniu Valtera Birsy zakończył słabym uderzeniem z woleja. Sytuacja „Les Gones” nie była wtedy jeszcze taka zła. Dopiero na sześć minut przed przerwą zaczęła się dla nich trząść ziemia pod nogami. Otóż wtedy drugą żółtą kartkę dostał za powstrzymywania Oliecha Dejan Lovren i zrobiło się zdecydowanie luźniej na środku defensywy gości. Jeszcze w 43. minucie mocnym strzałem z daleka popisał się Miralem Pjanić, zmuszając Oliviera Sorina do wybicia końcówkami palców na rzut rożny. Jednak chwilę później, w doliczonym czasie gry, rozbicie szyków obronnych wykorzystał duet Cedric Hengbart i Alain Traore. Ten pierwszy, mając mnóstwo miejsca i czasu na prawym skrzydle, dośrodkował, a jego kolega z drużyny nie dał szans Llorisowi, uderzając głową tuż przy słupku.
Jeśli ktoś myślał, iż taki wynik mógł satysfakcjonować gospodarzy, nastawionych w wielu spotkaniach defensywnie, to srogo się pomylił. Nie minęło pięć minut drugiej odsłony, a na tablicy świetlnej pojawiła się trójka. Piękną akcję przeprowadził duet Traore – Contout, wymieniając kilka szybkich podań w polu karnym rywali, które skutecznym strzałem wykończył ponownie Traore. Co jednak w tym czasie robili obrońcy OL, to wiedzą oni sami.










