Jako wielki spektakl zapowiada się dzisiejszy pojedynek pomiędzy Paris Saint-Germain i Olympique Lyon. Obie ekipy są w znakomitej formie, a wagi pojedynkowi dodaje fakt, iż to te dwie ekipy zajmują najwyższe szczeble ligowej hierarchii.
W bardzo wyjątkowym momencie przyszedł czas na ligowy klasyk pomiędzy Paris Saint-Germain a Olympique Lyon. Każda z tych ekip zgromadziła identyczną liczbę punktów (17), ma dokładnie ten sam bilans bramkowy (14-7) i tylko jedna statystyka decyduje o tym, iż to paryżanie są na pierwszym miejscu w tabeli. Otóż PSG w klasyfikacji Fair Play znajduje się wyżej niż ich dzisiejsi rywale, gdyż tylko raz otrzymali czerwoną kartkę w porównaniu do dwóch wykluczeń dla „Les Gones”.
Fenomenalny Pastore strzala gola drużynie Montpellier (fot. psg.fr)
Bezsprzecznie można stwierdzić, iż dzisiejszego wieczoru na Parc des Prices wyjdą obecnie dwie najlepsze jedenastki w klubowej Francji, które raz za razem gromadzą komplety punktów na różnych frontach i z wymagającymi rywalami. PSG pomimo słabej inauguracji Ligue 1 (porażka u siebie z Lorient 0:1) i utyskiwań, że grupa bardzo zdolnych piłkarzy sprowadzonych za wielkie pieniądze kolektywu jeszcze nie tworzy, dziś prezentuje bardzo wysoką formę. Po ostatniej ligowej potyczce, w której zdetronizowali dotychczasowego lidera, Montpellier, pojawiły się nawet głosy, iż wreszcie w tej grupie widać było ducha drużyny i grę zespołową.
Takie wnioski mogą być nieco na wyrost, ale o zalążku wybitnej gry całej ekipy można już co nieco powiedzieć. Jako autora tego stanu rzeczy wskazać trzeba oczywiście szkoleniowca, którego zadaniem przez cały sezon jest stworzenie ze swoich podopiecznych jednolitej, współpracującej grupy piłkarzy. W Paryżu jest nim już trzeci sezon z rzędu Antoine Kombouare. Były trener Valenciennes jednak po raz pierwszy ma sytuację tak „komfortową”, iż jego zwierzchnicy sprowadzają mu do klubu zawodników jedynie klasy światowej. I tak oto przyszli Kevin Gameiro do ataku, Jeremy Menez na skrzydło czy, przede wszystkim, nieoceniony Javier Pastore, pełniący nieraz w meczu wieloraką rolę.
Trenerowi taki stan rzeczy zupełnie nie przeszkadza: – Kocham piłkarzy, którzy mają ego. Oni mają charakter, a równocześnie talent – przyznał Kombouare, który pilnie obserwuje, jak rozwija się atmosfera w jego zespole. – Taka moja praca. Kwestią nie jest to, czy potrafię sobie poradzić z tymi chłopakami, tylko czy potrafimy z tymi indywidualnościami wygrać. To jest prawdziwe pytanie. Jeśli wygramy, to oczywiście oznacza, że byłem w stanie się z nimi uporać. By wygrywać mecze, potrzeba ludzi z temperamentem, piłkarzy z ego. Nikt nigdy nie wygrał, mając w składzie chodzące trupy – dosadnie przedstawił swoją wizję Kombouare.
Nie można jednak ukrywać, iż w dużej mierze swoje sukcesy PSG zawdzięcza sprowadzonemu latem z Palermo Javierowi Pastore. Ten utalentowany Argentyńczyk od samego początku wykazuje na boisku brak tremy przed publicznością, presji z powodu wydanych na niego pieniędzy (42 miliony euro nie jedną przecież osobę mogą przyprawić o zawrót głowy), a on ma dopiero 22 lata. Ten piłkarz to chodzące złoto dla paryżan. Potrafi długimi odcinkami niczym się nie wyróżniać, popełniając jednocześnie nieraz banalne błędy, lecz gdy przyjdzie odpowiedni moment uśpiony rywal zupełnie nie spodziewa się przebłysku geniuszu, który dosłownie w kilka minut może odmienić losy meczu. A nie można nie wspomnieć, iż fantastyczną skutecznością już w pierwszym sezonie w PSG popisuje się Kevin Gameiro. Po ośmiu kolejkach ma już na koncie pięć trafień.
Bafe Gomis jest obecnie w wyśmienitej dyspozycji… (fot. football365.fr)
Nie brakuje jednak gwiazd również po drugiej stronie barykady. Co prawda, te najefektowniejsze nazwiska wciąż są kontuzjowane i na boisku na pewno się nie pojawią – mowa tu przede wszystkim o Lisandro Lopezie i Yoannie Gourcuffie – ale i pozostali zawodnicy mogą poszczycić się nie lada wyczynami. Na pierwszy plan wysuwają się Bafetimbi Gomis i Michel Bastos. Napastnik Lyonu pozostawia po sobie ostatnio tak dobre wrażenie, iż opinia publiczna we Francji wręcz wymusiła jego powrót do narodowej kadry. Laurent Blanc uznał także, iż Bafe Gomis może mu się przydać w zbliżających się kluczowych meczach eliminacyjnych do Euro 2012. Do tej pory supersnajper „Les Gones” ustrzelił już sześć bramek w Ligue 1, a i w Lidze Mistrzów dołożył już dwa trafienia. Na wyróżnienie zasługuje ostatni gol w pojedynku z Dinamem Zagrzeb, gdy z zaskakującą pewnością siebie zdecydował się przelobować bramkarza gości.
– Bafe chodzi teraz po wodzie – wypowiada się o koledze z formacji ofensywnej Jimmy Briand. – Robimy wszystko, by on mógł to kontynuować. Znamy go i wiemy, że nie jest on zadowolony, gdy nie jest w stanie wykorzystywać większości swoich okazji. Jednak wiele goli Gomisa nie miałyby prawa bytu, gdyby nie lewoskrzydłowy Michel Bastos. Brazylijczyk w porównaniu do poprzednich rozgrywek, gdy nie zawsze otrzymywał tyle okazji do grania u Claude’a Puela, teraz jest siłą napędową ataków OL. Podobnie jak partner z ataku jest obecnie w wyśmienitej formie. Z lekkością drybluje defensorów przeciwnika, dogrywa idealne piłki w pole karne i również sam prezentuje duży ciąg na strzelenie bramek. Jak do tej pory rozegrał dwa koncertowe mecze w Ligue 1, przeciwko Marsylii i przeciwko Bordeaux, tydzień po tygodniu. Teraz rywalem będzie inny gigant, spodziewać się zatem możemy podobnej dyspozycji. Dodatkową motywacją może być dla niego fakt, iż we środę przedłużył on swój kontrakt z siedmiokrotnymi mistrzami kraju do 2015 roku.
Jak już zostało wspomniane, obie ekipy w lidze prezentują się ostatnio bardzo dobrze. Również na polu europejskich pucharów wyniki są obiecujące, choć po minionym tygodniu to liończycy mogą być z siebie bardziej zadowoleni. Po dwóch kolejkach fazy grupowej Ligi Mistrzów mają już cztery punkty i nie stracili ani jednej bramki. We wtorek zaś pokazali na własnym stadionie przyjezdnej ekipie z Zagrzebia miejsce w szeregu, dominując przez całe spotkanie. Jedyną złą nowiną dla Remiego Garde’a po tym spotkaniu była kolejna kontuzja, tym razem młodego Clementa Greniera. Warto powiedzieć, iż w tym sezonie OL w dużej części zależy od wprowadzanej do pierwszego składu młodzieży i obok Maxime’a Gonalonsa, Grenier był drugim, który coraz częściej otrzymywał szansę na regularną grę.
Za to w znacznie gorszych nastrojach powrócili z europejskich wojaży piłkarze PSG. Po efektownym zwycięstwie na Parc des Princes w pierwszej kolejce z Salzburgiem, przyszedł czas na przełknięcie goryczy porażki. Porażka 0:2 w Bilbao z tamtejszym Athletikiem chluby nie przynosi, tym bardziej że podopieczni Marcelo Bielsy w Primera Division zawodzą na całej linii. Może jednak taki zimny prysznic okaże się zbawienny dla gwiazdorów spod Wieży Eiffle’a. Przekonujące zwycięstwa musiały się kiedyś skończyć, a pewna refleksja taktyki i sposobu gry może wyjść na dobre przed tak ważnym pojedynkiem, jak ten z Olympique Lyon.
… a Michel Bastos dotrzymuje mu kroku (fot. Skysports.com)
„Les Gones” do Parku Książąt przyjeżdżali w ramach ligowych zmagań już 31 razy i tylko sześć razy wywozili z niego komplet punktów, co przy 14 wygranych gospodarzy wygląda nieco skromnie. Nie inaczej było w zeszłorocznych rozgrywkach. Po bardzo emocjonującym i wyrównanym meczu padł tylko jeden gol, a jego autorem był Zoumana Camara, do dziś zawodnik stołecznych. Tamto spotkanie miało ogromne znaczenie w kontekście rywalizacji obu ekip o najniższe miejsce na podium. Potem jednak paryżanie nie wykorzystali szansy, by kosztem potykających się co chwila rywali zakwalifikować się do upragnionej Ligi Mistrzów. W tym roku ma być już zupełnie inaczej.
Faworyta w dzisiejszej potyczce wskazać jest bardzo trudno. Za gospodarzami przemawia zdecydowanie atut własnego boiska i zagorzali kibice, którzy uwierzyli, że ten sezon może stać się dla stolicy przełomowy. Walorem gości będzie jednak gra zespołowa, która od pierwszych spotkań w sierpniu przynosi „Les Gones” wiele punktów. Piłkarze znają się już bardzo dobrze i wiedzą, że to w kolektywie drzemie ich wielki potencjał. Warto jednak przypomnieć, iż w swoich szeregach paryżanie mają nieprzeciętnego Pastore, mogącego wygrać mecz w pojedynkę. Dużo uwagi będą mu zatem musieli poświęcić obrońcy OL, a przy takim obrocie spraw więcej swobody otrzymają również bardzo groźni Jeremy Menez i Nene.
Paris Saint-Germain – Olympique Lyon 02.10.2011 (niedziela), g. 21 Parc des Prices
Jako wielki spektakl zapowiada się dzisiejszy pojedynek pomiędzy Paris Saint-Germain i Olympique Lyon. Obie ekipy są w znakomitej formie, a wagi pojedynkowi dodaje fakt, iż to te dwie ekipy zajmują najwyższe szczeble ligowej hierarchii.
W bardzo wyjątkowym momencie przyszedł czas na ligowy klasyk pomiędzy Paris Saint-Germain a Olympique Lyon. Każda z tych ekip zgromadziła identyczną liczbę punktów (17), ma dokładnie ten sam bilans bramkowy (14-7) i tylko jedna statystyka decyduje o tym, iż to paryżanie są na pierwszym miejscu w tabeli. Otóż PSG w klasyfikacji Fair Play znajduje się wyżej niż ich dzisiejsi rywale, gdyż tylko raz otrzymali czerwoną kartkę w porównaniu do dwóch wykluczeń dla „Les Gones”.
Fenomenalny Pastore strzala gola drużynie Montpellier (fot. psg.fr)
Bezsprzecznie można stwierdzić, iż dzisiejszego wieczoru na Parc des Prices wyjdą obecnie dwie najlepsze jedenastki w klubowej Francji, które raz za razem gromadzą komplety punktów na różnych frontach i z wymagającymi rywalami. PSG pomimo słabej inauguracji Ligue 1 (porażka u siebie z Lorient 0:1) i utyskiwań, że grupa bardzo zdolnych piłkarzy sprowadzonych za wielkie pieniądze kolektywu jeszcze nie tworzy, dziś prezentuje bardzo wysoką formę. Po ostatniej ligowej potyczce, w której zdetronizowali dotychczasowego lidera, Montpellier, pojawiły się nawet głosy, iż wreszcie w tej grupie widać było ducha drużyny i grę zespołową.
Takie wnioski mogą być nieco na wyrost, ale o zalążku wybitnej gry całej ekipy można już co nieco powiedzieć. Jako autora tego stanu rzeczy wskazać trzeba oczywiście szkoleniowca, którego zadaniem przez cały sezon jest stworzenie ze swoich podopiecznych jednolitej, współpracującej grupy piłkarzy. W Paryżu jest nim już trzeci sezon z rzędu Antoine Kombouare. Były trener Valenciennes jednak po raz pierwszy ma sytuację tak „komfortową”, iż jego zwierzchnicy sprowadzają mu do klubu zawodników jedynie klasy światowej. I tak oto przyszli Kevin Gameiro do ataku, Jeremy Menez na skrzydło czy, przede wszystkim, nieoceniony Javier Pastore, pełniący nieraz w meczu wieloraką rolę.
Trenerowi taki stan rzeczy zupełnie nie przeszkadza: – Kocham piłkarzy, którzy mają ego. Oni mają charakter, a równocześnie talent – przyznał Kombouare, który pilnie obserwuje, jak rozwija się atmosfera w jego zespole. – Taka moja praca. Kwestią nie jest to, czy potrafię sobie poradzić z tymi chłopakami, tylko czy potrafimy z tymi indywidualnościami wygrać. To jest prawdziwe pytanie. Jeśli wygramy, to oczywiście oznacza, że byłem w stanie się z nimi uporać. By wygrywać mecze, potrzeba ludzi z temperamentem, piłkarzy z ego. Nikt nigdy nie wygrał, mając w składzie chodzące trupy – dosadnie przedstawił swoją wizję Kombouare.
Nie można jednak ukrywać, iż w dużej mierze swoje sukcesy PSG zawdzięcza sprowadzonemu latem z Palermo Javierowi Pastore. Ten utalentowany Argentyńczyk od samego początku wykazuje na boisku brak tremy przed publicznością, presji z powodu wydanych na niego pieniędzy (42 miliony euro nie jedną przecież osobę mogą przyprawić o zawrót głowy), a on ma dopiero 22 lata. Ten piłkarz to chodzące złoto dla paryżan. Potrafi długimi odcinkami niczym się nie wyróżniać, popełniając jednocześnie nieraz banalne błędy, lecz gdy przyjdzie odpowiedni moment uśpiony rywal zupełnie nie spodziewa się przebłysku geniuszu, który dosłownie w kilka minut może odmienić losy meczu. A nie można nie wspomnieć, iż fantastyczną skutecznością już w pierwszym sezonie w PSG popisuje się Kevin Gameiro. Po ośmiu kolejkach ma już na koncie pięć trafień.
Bafe Gomis jest obecnie w wyśmienitej dyspozycji… (fot. football365.fr)
Nie brakuje jednak gwiazd również po drugiej stronie barykady. Co prawda, te najefektowniejsze nazwiska wciąż są kontuzjowane i na boisku na pewno się nie pojawią – mowa tu przede wszystkim o Lisandro Lopezie i Yoannie Gourcuffie – ale i pozostali zawodnicy mogą poszczycić się nie lada wyczynami. Na pierwszy plan wysuwają się Bafetimbi Gomis i Michel Bastos. Napastnik Lyonu pozostawia po sobie ostatnio tak dobre wrażenie, iż opinia publiczna we Francji wręcz wymusiła jego powrót do narodowej kadry. Laurent Blanc uznał także, iż Bafe Gomis może mu się przydać w zbliżających się kluczowych meczach eliminacyjnych do Euro 2012. Do tej pory supersnajper „Les Gones” ustrzelił już sześć bramek w Ligue 1, a i w Lidze Mistrzów dołożył już dwa trafienia. Na wyróżnienie zasługuje ostatni gol w pojedynku z Dinamem Zagrzeb, gdy z zaskakującą pewnością siebie zdecydował się przelobować bramkarza gości.
– Bafe chodzi teraz po wodzie – wypowiada się o koledze z formacji ofensywnej Jimmy Briand. – Robimy wszystko, by on mógł to kontynuować. Znamy go i wiemy, że nie jest on zadowolony, gdy nie jest w stanie wykorzystywać większości swoich okazji. Jednak wiele goli Gomisa nie miałyby prawa bytu, gdyby nie lewoskrzydłowy Michel Bastos. Brazylijczyk w porównaniu do poprzednich rozgrywek, gdy nie zawsze otrzymywał tyle okazji do grania u Claude’a Puela, teraz jest siłą napędową ataków OL. Podobnie jak partner z ataku jest obecnie w wyśmienitej formie. Z lekkością drybluje defensorów przeciwnika, dogrywa idealne piłki w pole karne i również sam prezentuje duży ciąg na strzelenie bramek. Jak do tej pory rozegrał dwa koncertowe mecze w Ligue 1, przeciwko Marsylii i przeciwko Bordeaux, tydzień po tygodniu. Teraz rywalem będzie inny gigant, spodziewać się zatem możemy podobnej dyspozycji. Dodatkową motywacją może być dla niego fakt, iż we środę przedłużył on swój kontrakt z siedmiokrotnymi mistrzami kraju do 2015 roku.
Jak już zostało wspomniane, obie ekipy w lidze prezentują się ostatnio bardzo dobrze. Również na polu europejskich pucharów wyniki są obiecujące, choć po minionym tygodniu to liończycy mogą być z siebie bardziej zadowoleni. Po dwóch kolejkach fazy grupowej Ligi Mistrzów mają już cztery punkty i nie stracili ani jednej bramki. We wtorek zaś pokazali na własnym stadionie przyjezdnej ekipie z Zagrzebia miejsce w szeregu, dominując przez całe spotkanie. Jedyną złą nowiną dla Remiego Garde’a po tym spotkaniu była kolejna kontuzja, tym razem młodego Clementa Greniera. Warto powiedzieć, iż w tym sezonie OL w dużej części zależy od wprowadzanej do pierwszego składu młodzieży i obok Maxime’a Gonalonsa, Grenier był drugim, który coraz częściej otrzymywał szansę na regularną grę.
Za to w znacznie gorszych nastrojach powrócili z europejskich wojaży piłkarze PSG. Po efektownym zwycięstwie na Parc des Princes w pierwszej kolejce z Salzburgiem, przyszedł czas na przełknięcie goryczy porażki. Porażka 0:2 w Bilbao z tamtejszym Athletikiem chluby nie przynosi, tym bardziej że podopieczni Marcelo Bielsy w Primera Division zawodzą na całej linii. Może jednak taki zimny prysznic okaże się zbawienny dla gwiazdorów spod Wieży Eiffle’a. Przekonujące zwycięstwa musiały się kiedyś skończyć, a pewna refleksja taktyki i sposobu gry może wyjść na dobre przed tak ważnym pojedynkiem, jak ten z Olympique Lyon.
… a Michel Bastos dotrzymuje mu kroku (fot. Skysports.com)
„Les Gones” do Parku Książąt przyjeżdżali w ramach ligowych zmagań już 31 razy i tylko sześć razy wywozili z niego komplet punktów, co przy 14 wygranych gospodarzy wygląda nieco skromnie. Nie inaczej było w zeszłorocznych rozgrywkach. Po bardzo emocjonującym i wyrównanym meczu padł tylko jeden gol, a jego autorem był Zoumana Camara, do dziś zawodnik stołecznych. Tamto spotkanie miało ogromne znaczenie w kontekście rywalizacji obu ekip o najniższe miejsce na podium. Potem jednak paryżanie nie wykorzystali szansy, by kosztem potykających się co chwila rywali zakwalifikować się do upragnionej Ligi Mistrzów. W tym roku ma być już zupełnie inaczej.
Faworyta w dzisiejszej potyczce wskazać jest bardzo trudno. Za gospodarzami przemawia zdecydowanie atut własnego boiska i zagorzali kibice, którzy uwierzyli, że ten sezon może stać się dla stolicy przełomowy. Walorem gości będzie jednak gra zespołowa, która od pierwszych spotkań w sierpniu przynosi „Les Gones” wiele punktów. Piłkarze znają się już bardzo dobrze i wiedzą, że to w kolektywie drzemie ich wielki potencjał. Warto jednak przypomnieć, iż w swoich szeregach paryżanie mają nieprzeciętnego Pastore, mogącego wygrać mecz w pojedynkę. Dużo uwagi będą mu zatem musieli poświęcić obrońcy OL, a przy takim obrocie spraw więcej swobody otrzymają również bardzo groźni Jeremy Menez i Nene.
Paris Saint-Germain – Olympique Lyon 02.10.2011 (niedziela), g. 21 Parc des Prices