Bez większych niespodzianek zakończyła się druga kolejka fazy grupowej Ligi Mistrzów. Trzy punkty do swoich kont dopisały ekipy Arsenalu, Manchesteru i Villarealu. Zaskoczeniem dla niektórych może być fakt, że Juventus Turyn stracił punkty na Białorusi, remisując z miejscowym BATE Borisov 2:2.
Najciekawsze spotkanie miało mieć miejsce w Hiszpanii, gdzie miejscowy Villareal podejmował drużynę „Celtów”. Zdecydowanym faworytem była ekipa „Żółtych łodzi podwodnych”, która nie zawiodła swoich kibiców i zgodnie z oczekiwaniami zainkasowała trzy punkty. Pierwsza połowa była nadzwyczaj zacięta. Zespół ze Szkocji pokazał swój brytyjski charakter, dzielnie broniąc się i wyprowadzając kontrataki. Doskonale w bramce gości spisywał się Artur Boruc, który niejednokrotnie uratował swój zespół przed utratą bramki. Prawdziwie hiszpański temperament drużyna Villarealu udowodniła dopiero w drugiej połowie, w której miejscowi postanowili ruszyć do zdecydowanych ataków. Mimo wszystko, gospodarze nie potrafili odnaleźć sposobu na pokonanie polskiego bramkarza i pomimo wielokrotnych prób Cazaroli, Senny i Egurena na tablicy świetlnej widniał rezultat bezbramkowy. Pomocnik reprezentacji Hiszpanii – Marcos Senna próbował swoich sił z rzutu wolnego, jednak piłka minęła prawy słupek bramki strzeżonej przez Artura Boruca. Na nieszczęście polskiego goalkeepera, druga próba Hiszpana okazała się skuteczna. Senna dokładnie przymierzył i w 67. minucie pozostawił naszego bramkarza bez szans, wyprowadzając swój zespół na prowadzenie. Pomimo wielokrotnych prób odrobienia strat przez gości, prowadzenie miejscowych utrzymało się do końca spotkania i to ostatecznie piłkarze Villarealu mogli dopisać do swojego konta trzy punkty.
Iaquinta jest bohaterem Juventusu. (fot. nogood.it)
Interesujące widowisko mogliśmy oglądać na Allianz Arena, gdzie miejscowy mistrz Niemiec podejmował obecnego mistrza Francji. Minimalnymi faworytami meczu byli zawodnicy Bayernu Monachium, jednak mecz zakończył się remisem 1:1. Mimo wszystko, Jurgen Klinsmann może mieć powody do zadowolenia, gdyż pomimo jednobramkowej straty, jego podopieczni potrafili podnieść się i odrobić straty zyskując jeden punkt. Już w 24. minucie, bramkarz gospodarzy musiał wyciągać piłkę ze swojej siatki. Niefortunną interwencją wykazał się Martin Demichielis, który skierował futbolówkę do własnej bramki. Na gola wyrównującego kibice na Allianz Arena musieli czekać aż do 52. minuty, gdy na listę strzelców wpisał się Ze Roberto. Ostatecznie wynik remisowy utrzymał się do końca spotkania, lecz obaj trenerzy powinni być zadowoleni z podziału punktów. Miłym akcentem dla Bawarczyków powinien być fakt, że po bardzo długiej nieobecności swoje pierwsze minuty na boisku zaliczył ulubieniec monachijskiej publiczności – Franck Ribery.
Problemów z pokonaniem rywala nie mieli podopieczni Arsena Wengera. Piłkarze Arsenalu Londyn w pełni odwdzięczyli się swoim fanom za niespodziewaną porażkę w lidze przeciwko beniaminkowi – Hull City – i rozgromili przed własną publicznością FC Porto aż 4:0. Całe spotkanie przebiegało pod dyktando miejscowych. W 30. minucie, gospodarze udowodnili swoją przewagę wychodząc na prowadzenie za sprawą Van Persiego. Zaledwie dziewięć minut później wynik dla „Kanonierów” podwyższył Adebayor. Tuż po przerwie trzeciego gola dla Arsenalu ponownie zdobył Holender – Van Persie. Jak się później okazało, obaj piłkarze zdobyli po dwie bramki dla swojej drużyny, gdyż czarnoskóry napastnik „Kanonierów” w 71. minucie ustalił wynik meczu na 4:0.
Drugi zespół z Anglii, który dziś rozgrywał swój mecz w Lidze Mistrzów, również pewnie wygrał swój mecz. Mistrzowie Anglii – Manchester United pewnie pokonali na wyjeździe outsidera rozgrywek – AaB Aalborg. Podobnie jak w meczu Arsenalu, to piłkarze z Manchesteru narzucili swój styl gry. Na efekty nie trzeba było czekać długo. Już w 21. minucie na listę strzelców wpisał się Rooney, dając prowadzenie gościom. Kolejne bramki padały dopiero w drugiej połowie. Oba gole były autorstwa byłego piłkarza Tottenhamu Londyn – Dimitara Berbatova. Najpierw, w 55. minucie spotkania, Bułgar pewnie pokonał bramkarza gospodarzy, a w 79. minucie meczu ustalił wynik na 3:0 dla podopiecznych sir Alexa Fergusona. Pełne 90. minut w barwach Aalborga rozegrał Marek Saganowski.
Niespodzianką dla niektórych kibiców może być fakt, że gracze Juventusu Turyn stracili punkty na Białorusi, zaledwie remisując z miejscowym BATE Borisov 2:2. Od początku meczu można było zauważyć, że Białorusini podeszli do spotkania przeciwko „Starej Damie” bez żadnych kompleksów. W trakcie pierwszych 15 minut można było zauważyć zdecydowaną dominację miejscowych. Dominacja na boisku przełożyła się na pierwszą bramkę białoruskiego zespołu w historii Ligi Mistrzów. W 18. minucie, Krivets dostał doskonałe podanie od kolegi z zespołu i nie miał problemów z pokonaniem austriackiego bramkarza gości. W 24. minucie, gospodarze podwyższyli swoje prowadzenie. Tym razem dokładnym uderzeniem piłki głową wykazał się Stasevich. Białorusini zdecydowanie dominowali nad nieistniejącym na boisku Juventusem. Dopiero po drugiej bramce, ze „snu zimowego” otrząsnęli się wielokrotni mistrzowie Włoch. Tuż przed upływem 30. minuty spotkania bramkę kontaktową zdobył Iaquinta. Ten sam piłkarz uratował honor „Starej Damy”, ustalając w 45. minucie meczu wynik na 2:2. W drugiej połowie na boisku dzielił i rządził zespół z Włoch, jednak ostatecznie mecz zakończył się wynikiem remisowym.
Także pozostałe dwa spotkania zakończyły się podziałem punktów. Steuea Bukareszt nie była w stanie stworzyć niespodzianki i ostatecznie bezbramkowo zremisowała swój wyjazdowy mecz przeciwko włoskiej Fiorentinie. Identycznym rezultatem zakończyło się spotkanie Fenerbahce 3Stambuł. Turcy nie dali rady pokonać bramkarza gości i musieli podzielić się punktami z Dynamem Kijów.
Bez większych niespodzianek zakończyła się druga kolejka fazy grupowej Ligi Mistrzów. Trzy punkty do swoich kont dopisały ekipy Arsenalu, Manchesteru i Villarealu. Zaskoczeniem dla niektórych może być fakt, że Juventus Turyn stracił punkty na Białorusi, remisując z miejscowym BATE Borisov 2:2.
Najciekawsze spotkanie miało mieć miejsce w Hiszpanii, gdzie miejscowy Villareal podejmował drużynę „Celtów”. Zdecydowanym faworytem była ekipa „Żółtych łodzi podwodnych”, która nie zawiodła swoich kibiców i zgodnie z oczekiwaniami zainkasowała trzy punkty. Pierwsza połowa była nadzwyczaj zacięta. Zespół ze Szkocji pokazał swój brytyjski charakter, dzielnie broniąc się i wyprowadzając kontrataki. Doskonale w bramce gości spisywał się Artur Boruc, który niejednokrotnie uratował swój zespół przed utratą bramki. Prawdziwie hiszpański temperament drużyna Villarealu udowodniła dopiero w drugiej połowie, w której miejscowi postanowili ruszyć do zdecydowanych ataków. Mimo wszystko, gospodarze nie potrafili odnaleźć sposobu na pokonanie polskiego bramkarza i pomimo wielokrotnych prób Cazaroli, Senny i Egurena na tablicy świetlnej widniał rezultat bezbramkowy. Pomocnik reprezentacji Hiszpanii – Marcos Senna próbował swoich sił z rzutu wolnego, jednak piłka minęła prawy słupek bramki strzeżonej przez Artura Boruca. Na nieszczęście polskiego goalkeepera, druga próba Hiszpana okazała się skuteczna. Senna dokładnie przymierzył i w 67. minucie pozostawił naszego bramkarza bez szans, wyprowadzając swój zespół na prowadzenie. Pomimo wielokrotnych prób odrobienia strat przez gości, prowadzenie miejscowych utrzymało się do końca spotkania i to ostatecznie piłkarze Villarealu mogli dopisać do swojego konta trzy punkty.
Iaquinta jest bohaterem Juventusu. (fot. nogood.it)
Interesujące widowisko mogliśmy oglądać na Allianz Arena, gdzie miejscowy mistrz Niemiec podejmował obecnego mistrza Francji. Minimalnymi faworytami meczu byli zawodnicy Bayernu Monachium, jednak mecz zakończył się remisem 1:1. Mimo wszystko, Jurgen Klinsmann może mieć powody do zadowolenia, gdyż pomimo jednobramkowej straty, jego podopieczni potrafili podnieść się i odrobić straty zyskując jeden punkt. Już w 24. minucie, bramkarz gospodarzy musiał wyciągać piłkę ze swojej siatki. Niefortunną interwencją wykazał się Martin Demichielis, który skierował futbolówkę do własnej bramki. Na gola wyrównującego kibice na Allianz Arena musieli czekać aż do 52. minuty, gdy na listę strzelców wpisał się Ze Roberto. Ostatecznie wynik remisowy utrzymał się do końca spotkania, lecz obaj trenerzy powinni być zadowoleni z podziału punktów. Miłym akcentem dla Bawarczyków powinien być fakt, że po bardzo długiej nieobecności swoje pierwsze minuty na boisku zaliczył ulubieniec monachijskiej publiczności – Franck Ribery.
Problemów z pokonaniem rywala nie mieli podopieczni Arsena Wengera. Piłkarze Arsenalu Londyn w pełni odwdzięczyli się swoim fanom za niespodziewaną porażkę w lidze przeciwko beniaminkowi – Hull City – i rozgromili przed własną publicznością FC Porto aż 4:0. Całe spotkanie przebiegało pod dyktando miejscowych. W 30. minucie, gospodarze udowodnili swoją przewagę wychodząc na prowadzenie za sprawą Van Persiego. Zaledwie dziewięć minut później wynik dla „Kanonierów” podwyższył Adebayor. Tuż po przerwie trzeciego gola dla Arsenalu ponownie zdobył Holender – Van Persie. Jak się później okazało, obaj piłkarze zdobyli po dwie bramki dla swojej drużyny, gdyż czarnoskóry napastnik „Kanonierów” w 71. minucie ustalił wynik meczu na 4:0.
Drugi zespół z Anglii, który dziś rozgrywał swój mecz w Lidze Mistrzów, również pewnie wygrał swój mecz. Mistrzowie Anglii – Manchester United pewnie pokonali na wyjeździe outsidera rozgrywek – AaB Aalborg. Podobnie jak w meczu Arsenalu, to piłkarze z Manchesteru narzucili swój styl gry. Na efekty nie trzeba było czekać długo. Już w 21. minucie na listę strzelców wpisał się Rooney, dając prowadzenie gościom. Kolejne bramki padały dopiero w drugiej połowie. Oba gole były autorstwa byłego piłkarza Tottenhamu Londyn – Dimitara Berbatova. Najpierw, w 55. minucie spotkania, Bułgar pewnie pokonał bramkarza gospodarzy, a w 79. minucie meczu ustalił wynik na 3:0 dla podopiecznych sir Alexa Fergusona. Pełne 90. minut w barwach Aalborga rozegrał Marek Saganowski.
Niespodzianką dla niektórych kibiców może być fakt, że gracze Juventusu Turyn stracili punkty na Białorusi, zaledwie remisując z miejscowym BATE Borisov 2:2. Od początku meczu można było zauważyć, że Białorusini podeszli do spotkania przeciwko „Starej Damie” bez żadnych kompleksów. W trakcie pierwszych 15 minut można było zauważyć zdecydowaną dominację miejscowych. Dominacja na boisku przełożyła się na pierwszą bramkę białoruskiego zespołu w historii Ligi Mistrzów. W 18. minucie, Krivets dostał doskonałe podanie od kolegi z zespołu i nie miał problemów z pokonaniem austriackiego bramkarza gości. W 24. minucie, gospodarze podwyższyli swoje prowadzenie. Tym razem dokładnym uderzeniem piłki głową wykazał się Stasevich. Białorusini zdecydowanie dominowali nad nieistniejącym na boisku Juventusem. Dopiero po drugiej bramce, ze „snu zimowego” otrząsnęli się wielokrotni mistrzowie Włoch. Tuż przed upływem 30. minuty spotkania bramkę kontaktową zdobył Iaquinta. Ten sam piłkarz uratował honor „Starej Damy”, ustalając w 45. minucie meczu wynik na 2:2. W drugiej połowie na boisku dzielił i rządził zespół z Włoch, jednak ostatecznie mecz zakończył się wynikiem remisowym.
Także pozostałe dwa spotkania zakończyły się podziałem punktów. Steuea Bukareszt nie była w stanie stworzyć niespodzianki i ostatecznie bezbramkowo zremisowała swój wyjazdowy mecz przeciwko włoskiej Fiorentinie. Identycznym rezultatem zakończyło się spotkanie Fenerbahce 3Stambuł. Turcy nie dali rady pokonać bramkarza gości i musieli podzielić się punktami z Dynamem Kijów.