Liverpool w ostatnim czasie musi gasić wiele pożarów. Początek sezonu to naprawdę pasmo nieszczęść. Kolejne problemy się mnożą, a postawa drużyny Juergena Kloppa również nie jest idealna. Sobotnie starcie z West Hamem po raz kolejny pokazało, jak trudny sezon przed nią. Meczów będzie tylko przybywać, a jeśli „The Reds” marzy się walka na wszystkich możliwych frontach, to kilka kwestii wymaga poprawy.
Niby Liverpool wygrał mecz, jakich w ostatnim czasie wygrał wiele, ale nie było to przekonujące zwycięstwo. W poprzednim sezonie wielokrotnie dało się wyczuć mistrzowską mentalność „The Reds”. Potrafili przepychać wiele trudnych spotkań, ale robili to w taki sposób, że nikt nie miał wątpliwości, kto na koniec rozgrywek zdobędzie mistrzostwo. Tym razem jednak sprawy nie wyglądają tak kolorowo. A eksperci na Wyspach zadają już sobie pytanie, czy drużynę Kloppa stać na obronę tytułu.
Kulejąca defensywa i brak van Dijka
W zasadzie początek Liverpoolu w defensywie narodził się pod koniec ubiegłego sezonu. Mówiąc jeszcze dokładniej, zaraz po przypieczętowaniu mistrzostwa. Od tego momentu przeciwnicy znajdowali drogę do bramki mistrza Anglii aż 27 razy. Biorąc pod uwagę, że w zeszłorocznych rozgrywkach ekipa Juergena Kloppa straciła łącznie 33 bramki, to naprawdę kiepski wynik. Przed rozpoczęciem obecnej kampanii wielu mówiło, że taka postawa w obronie mogła być spowodowana najzwyczajniej w świecie rozluźnieniem po zapewnieniu sobie pierwszego miejsca.
To wszystko mogłoby być prawdą, gdyby nie to, że początek obecnego sezonu przynosi identyczny obraz. Liverpool dotychczas zanotował tylko raz czyste konto, a w międzyczasie stracił przecież siedem bramek w meczu z Aston Villą. Ogromnym problemem pozostaje też fakt, że bardzo poważnej kontuzji nabawił się lider defensywy, van Dijk. Mimo że Holender w ostatnim czasie również nie prezentował swojej najlepszej dyspozycji, to jego ponadpółroczna absencja może zaważyć na końcowym miejscu „The Reds” w tabeli.
Jakby jeszcze Juergen Klopp miał mało problemów w defensywie, to w ostatnich dniach kontuzji nabawili się również Joel Matip oraz Fabinho. Żaden z nich nie mógł zagrać w sobotnim spotkaniu i ich brak dało się odczuć. Od pierwszej minuty na starcie z West Hamem w środku obrony wybiegli Joe Gomez oraz Nathaniel Phillips. Dla tego drugiego był to pierwszy mecz w Premier League i widać było, że 23-latek grał z wyraźną tremą.
W zasadzie obaj z Gomezem sprawiali wrażenie lekko zagubionych. To właśnie oni byli bezpośrednio zamieszani, gdy przyjezdni dwa razy mocno zagrozili bramce Allisona. Jedna z tych prób zakończyła się bramką. Mecz z „Młotami” pokazał, że bez szybkiego powrotu Fabinho i Matipa będzie bardzo trudno o punkty z lepszymi zespołami. Warto w tym miejscu wspomnieć, że Liverpool za tydzień zmierzy się z Manchesterem City.










