Wyobraź sobie, drogi kibicu, że jest już nowy sezon. W nim jednak w uratowanej przez fanów Champions League nie będzie drużyny „The Reds”. Nikt nie był w stanie przewidzieć tego, gdy startowała tegoroczna kampania. Przecież rok temu drużyna Jürgena Kloppa nie przez przypadek rozegrała koncertowy sezon. Jednak coś przestało działać. Liverpool, który chodził lepiej niż szwajcarski zegarek, stał się zardzewiałym rupieciem. Mimo to zwycięstwo w meczu z odwiecznym rywalem, jakim jest Manchester United, daje nadzieję, że nie wszystko jest jeszcze stracone!
Byli mistrzowie Anglii zawodzą w tym sezonie niczym Lech Poznań w polskiej ekstraklasie. Nawet geneza upadania jest podobna. Całkiem nie najgorsza początkowo jesień w Europie zamieniła się w koszmar, który trwał do zeszłego tygodnia. Jedyną różnicą w łączeniu obu zespołów jest to, że Liverpool prawdopodobnie zdobędzie mistrzostwo własnego miasta i liczy się w walce o jakiekolwiek europejskie puchary w przyszłej kampanii. Na to trofeum pełne ironii oraz grę w Europie nie ma już szans poznańska drużyna.
Liverpool za dużo przegrywa jedną bramką
Rok temu było 99 punktów. 18 oczek przewagi nad Manchesterem City Guardioli. Upragnione mistrzostwo kraju po wielu latach oczekiwania.
Dzisiaj zaś jest pierwsze z niewielu światełek w tunelu. Brak wygranego jakiegokolwiek pucharu w tym sezonie. 20 punktów za plecami „Obywateli”. Niezliczone kombinacje środkowych obrońców. Poprawa z przodu. Regres bocznych obrońców pod względem liczb. To tylko najbardziej nasuwające się wnioski, które pokazał mecz z popularnymi „Czerwonymi Diabłami”.
W przypadku angielskiego klubu ten marsz w kierunku upadku rozpoczynał się od straty swojej opoki defensywnej, czyli Virgila van Dijka. Jego kontuzja, jak później pokazał sezon, była warta… strat sporej liczby bramek – i to z kategorii tych, których nie powinno się tracić. Kolejną cegiełką były kontuzje innych defensorów. To doprowadziło do sytuacji, w której sięgnęli po tureckiego obrońcę z Schalke – klubu spadającego z hukiem z Bundesligi.
Te wszystkie straty z tyłu zmusiły Jürgena Kloppa, aby w zeszłorocznej wspaniałej linii obronnej zarówno w swoim, jak i przeciwnika polu karnym zmieniał jej środek prawie 20 razy! Tak częsta potrzeba manipulowania w tak newralgicznym organie swojej drużyny nigdy nie może znaczyć czegoś dobrego dla reszty ciała.
Strata 39 bramek w tym sezonie to wynik może nie znacząco gorszy od tego z zeszłej kampanii, ale bardziej kosztowny. Aż pięć meczów w lidze Liverpool przegrał różnicą jednej bramki tylko w 2021 roku. To najlepiej obrazuje, w jaki sposób „The Reds” zgubili 15 punktów!












