Liverpool gromi Brighton


19 lutego 2012 Liverpool gromi Brighton

Dzisiejsze spotkanie na Anfield w ramach piątej rundy FA Cup obfitowało w wiele skrajnych sytuacji. Nie zabrakło bramek (szczególnie tych samobójczych), był niestrzelony karny, a także nagi mężczyzna na murawie. Ostatecznie Liverpool rozbił Brighton aż 6:1, mimo że większość bramek zdobyli… goście.


Udostępnij na Udostępnij na

Worek z golami rozwiązał się bardzo szybko, bo już w 5. minucie. Po strzale Downinga piłka została wyblokowana i wypadła poza boisko, więc Liverpool otrzymał rzut rożny. Dośrodkowanie Gerrarda było bardzo precyzyjne, w przeciwieństwie do krycia Ashleya Barnesa, który zostawił tyle miejsca Skrtelowi, że ten musiał to wykorzystać. I rzeczywiście, Słowak popisał się celną główką, po której piłka wpadła do siatki.

Liverpool pozostaje w grze o obydwa krajowe puchary
Liverpool pozostaje w grze o obydwa krajowe puchary (fot. Skysports.com)

Goście nie przyjechali po jak najniższy wymiar kary i chcieli szybko odpowiedzieć. Co prawda Sam Vokes strzelił jeszcze wprost w Reinę, ale w 17. minucie mieliśmy już remis. Po krótko rozegranym rzucie wolnym potężną bombę w stronę bramki z ponad 25 metrów posłał Kazenga LuaLua. Piłka niczym pocisk minęła mur, a także wyciągniętą rękę Reiny i wpadła do siatki, 1:1.

Oczywiście gospodarze rzucili się do ataków, a największym zagrożeniem był Luis Suarez, którego zatrzymać niejednokrotnie nie mogło nawet kilku rywali. On jednak gola (jeszcze) nie strzelił, bo wyręczył go przeciwnik. Na kilkadziesiąt sekund przed przerwą po rzucie rożnym wywiązało się wielkie zamieszanie w szesnastce gości. Strzelał najpierw Suarez, a później Johnson. Przy próbie wybicia piłki z linii po strzale tego drugiego Vokes trafił futbolówką w Bridcutta i ta wpadła do siatki. Do szatni po pierwszej połowie gospodarze schodzili, prowadząc 2:1.

Druga część gry to już popis Liverpoolu. Podopieczni Dalglisha zaczęli z wielkim animuszem, co przyniosło efekt dwanaście minut po przerwie. Z lewej strony w pole karne po ziemi dośrodkował Downing, a wspaniałym mocnym strzałem w dolny róg bramki popisał się Andy Carroll. Mimo pewnego prowadzenia liverpoolczycy nie ustawali w atakach, a że goście nie postawili autobusu w polu karnym, to kolejne trafienia były tylko kwestią czasu. 4:1 zrobiło się w 71. minucie, a niezwykłej rzeczy, z której jednak na pewno nie jest zadowolony, dokonał Bridcutt. Po kontrze gospodarzy z lewej strony znalazł się Steven Gerrard, który strzelił/dośrodkował (trudno stwierdzić, co Anglik chciał zrobić), a pomocnik Brighton wbił piłkę do własnej bramki po raz drugi w tym meczu.

Walkę o kuriozum tej rundy postanowił chyba z nim stoczyć jego kolega z zespołu, Lewis Dunk. 180 sekund po bramce Suarez dośrodkował z lewej strony, piłkę zaledwie podbił bramkarz, Peter Brezovan, i ta poleciała w stronę właśnie Dunka. Piłkarz przyjezdnych miał dużo czasu, ale również mało umiejętności. Przyjął sobie piłkę na klatkę piersiową, a później chciał ją jeszcze podbić kolanem, ale zrobił to tak, że futbolówka poleciała w stronę jego własnej bramki. Dunk chciał ją jeszcze wybić wślizgiem, ale zanim to zrobił, ta wpadła do siatki i mieliśmy 5:1. The Kop widziała już różne dziwne rzeczy, ale czegoś takiego na pewno dawno, a może nawet nigdy nie.

Gospodarze nie mieli jednak zamiaru spuścić nogi z gazu. Chwilę później w polu karnym faulowany był Dirk Kuyt i sędzia wskazał na wapno. Do piłki ustawionej jedenaście metrów przed bramką podszedł Suarez, ale strzelił fatalnie i Brezovan obronił. Trzech zawodników LFC rzuciło się do dobitki, lecz chyba przeszkodzili sobie nawzajem i skończyło się na rzucie rożnym. Suarez jednak zrehabilitował się w 85. minucie. Z lewej strony dośrodkował Enrique, najwyżej w polu karnym wyskoczył Andy Carroll, który zgrał piłkę stojącemu dwa metry przed bramką swojemu urugwajskiemu koledze z ataku, a temu nie pozostało nic innego, jak wbić futbolówkę do siatki.

Mecz był pełen kuriozalnych momentów i zanim się skończył, byliśmy świadkami jeszcze jednego. Jeden z kibiców tak bardzo polubił Jamie’ego Carraghera, że postanowił wbiec na boisko i go wyściskać. Dodajmy tylko, że również chciał się pochwalić swoim ciałem, więc na murawie pojawił się bez ubrania. Skończyło się na ściągnięciu jegomościa z murawy, a chwilę później sędzia zakończył mecz. Liverpool wygrał i w ćwierćfinale zagra na Anfield ze Stoke City.

Komentarze
~qweqwe (gość) - 14 lat temu

Liverpool wygra FA cup i Carling Cup

~HAHAHA (gość) - 14 lat temu

a świstak siedzi

Najnowsze