Może liga niemiecka we wcześniejszych latach nie dostarczała tyle emocji w walce o mistrzostwo, ile powinna. Może nie jest ona tak uwielbiana przez wszystkich jak Premier League. Jednak w tym sezonie dostarcza sporo argumentów, które zdecydowanie zachęcają do coraz częstszego śledzenia poczynań niemieckich ekip na ich rodzimym gruncie. W bieżącej kolejce była ku temu świetna okazja, ponieważ czekało nas niesamowicie emocjonujące spotkanie między RB Lipsk a Eintrachtem Frankfurt.
Obydwa zespoły stosunkowo niedawno wkradły się do czołówki niemieckiego futbolu. Co prawda Eintracht jeszcze w zeszłym stuleciu święcił swoje sukcesy, lecz nie ma co ukrywać, piłkarze z Hesji odnotowują jeden z najkorzystniejszych dla nich sezonów w XXI wieku. RB Lipsk natomiast nie figurował do niedawna w bazie niemieckich klubów piłkarskich. „Die Bullen” zostali założeni dopiero w 2009 roku, a od 2016 roku występują na najwyższym szczeblu rozgrywkowym w Niemczech.
Gospodarze dzisiejszego meczu, czyli właśnie drużyna spod szyldu Red Bulla, zajmowali przed kolejką 2. miejsce w ligowej tabeli. To właśnie oni są jedyną ekipą, która może w tym sezonie rywalizować z Bayernem Monachium w walce o tytuł mistrzowski. Wiadomo, w wyścigu tym liczy się każdy punkt, a w obliczu sobotniej wygranej Bayernu z Werderem Brema zawodnicy z Saksonii tracili do „Bawarczyków” pięć „oczek”. Wygrana w niedzielnym starciu była więc dla nich czymś niesamowicie ważnym.
Wspomniano o tym, że Eintracht notuje jeden z najlepszych sezonów w tym wieku i tak też jest. Gracze Adiego Huettera zajmowali przed tym spotkaniem w tabeli czwartą lokatę. Co prawda szanse na mistrzostwo pozostały im tylko matematyczne, jednakże stoją oni przed szansą zameldowania się w przyszłej edycji Ligi Mistrzów. Byłby to historyczny sezon dla ekipy „Orłów”. Ostatni raz występowali w tych rozgrywkach w sezonie 1959/1960, gdy turniej ten jeszcze był nazywany Pucharem Europy. Można było zatem wywnioskować, że triumf w starciu z „Bykami” bardzo przybliżyłby ich do tego wyczynu.
Jedna z dwóch szans na trofeum
RB Lipsk w ubiegłą środę odpadł z Ligi Mistrzów. Podopieczni Juliana Nagelsmanna przegrali w drugim meczu z Liverpoolem 0:2. Zostali zatem pozbawieni szans na powtórzenie sukcesu sprzed roku, kiedy to doszli do półfinału tych elitarnych rozgrywek. Lipsk koniec końców przegrał z „The Reds” w dwumeczu 0:4.
Czy jest to klęska graczy z Saksonii i młodego szkoleniowca? Z pewnością nie tak wyobrażali sobie rywalizację ze zdziesiątkowanym przez kontuzje Liverpoolem, który na dodatek nie był w dobrej dyspozycji. Natomiast nie da się ukryć, że zawodnicy Kloppa byli faworytem tego starcia i większość sympatyków piłki nożnej stawiała, że to właśnie piłkarze z Anfield zameldują się w ćwierćfinale Ligi Mistrzów.
Dla Lipska więc jedyną szansą na jakiekolwiek trofeum w tym sezonie są Bundesliga oraz DFB-Pokal. Czy szanse są realne? Jak najbardziej. W rozgrywkach ligowych przed tą serią gier tracili zaledwie dwa „oczka” do prowadzącego w tabeli Bayernu. Jeżeli więc chcieli liczyć się w walce o końcowy triumf w tych rozgrywkach, musieli wygrać w starciu z Eintrachtem.









