W ostatnim spotkaniu 26. kolejki Ligue 1, Lille OSC pokonało na wyjeździe faworyzowany Olympique Marsylia. Tym samym „Les Dogues” powrócili na pozycję lidera.
Wydarzeniem 26. serii spotkań na francuskich boiskach bezapelacyjnie była rywalizacja na Stade Velodrome, gdzie naprzeciw siebie stanęli zawodnicy aktualnego mistrza Francji i podopieczni Rudiego Garcii z Lille.
Hit rozpoczął się dość niemrawo. Najwidoczniej gwiazdy wieczoru potrzebowały kilka minut na oswojenie się z murawą, piłką, a przede wszystkim z przeciwnikiem. Słaby początek odpokutował po dziesięciu minutach Eden Hazard. Młody Belg czysto odebrał piłkę w środkowej części boiska i popędził w stronę pola karnego Marsylii. Kiedy znajdował się w okolicach 35. metra, zauważył źle ustawionego Mandandę i długo się nie zastanawiając, huknął jak z armaty w samo okienko.
Podopieczni Didera Deschampsa byli bezradni, Lille zaś grało swoje. Konsekwentne krycie i pressing bardzo często szły w parze z odbiorami w środku pola oraz błyskawicznymi podaniami w stronę ofensywy. Po jednej z taki akcji zawodnicy Lille wyszli czterech na trzech, znakomite podanie otrzymał Sow, który znalazł się twarzą w twarz z golkiperem Marsylii, jednak tym razem bramkostrzelny Senegalczyk nie trafił w światło bramki. 25-latek chwilę później zrehabilitował się udanym dryblingiem, który zakończył dobrym podaniem do Gervinho, ale i on zapomniał nastawić celownika w domu, piłka poszybowała bowiem wysoko nad bramką. Tuż przed przerwą zawodnik z Wybrzeża Kości Słoniowej mógł się poprawić i zdobyć drugą bramkę dla gości, ale jego strzał o sile bomby atomowej perfekcyjnie obronił Mandanda.
Kwadrans przerwy nie miał dużego wpływu na dyspozycje obu zespołów. Nadal Marsylia nie miała pomysłu na grę, ale coraz częściej dochodziła do głosu. Bardzo często przy piłce był Andre Ayew, ale żaden z jego kolegów nie potrafił tak dobrze jak on odnaleźć się w gąszczu, jaki tworzyli defensorzy Lille. Dopiero w 57. minucie, kiedy na boisku pojawił się Benoit Cheyrou, „Les Phoceens” przypominali drużynę walczącą o mistrzostwo. 180 sekund po wejściu 29-latka w szeregi obrony gości wdarł się niewybaczalny błąd, po którym Loic Remy strzelił bramkę, która dała gospodarzom mało zasłużone wyrównanie.
Wydawało się, że podopieczni Didiera Deschampsa pokuszą się o kolejną bramkę, nic bardziej mylnego. Piłkarzom z południowego wybrzeża zupełnie brakowało koncepcji na grę w ofensywie, bo inaczej nie można nazwać bezsensownych górnych piłek do najgorszego na boisku Brandao.
Gol dla gospodarzy nie podciął skrzydeł zawodnikom gości, którzy konsekwentnie dążyli do narzucenia swojego stylu gry. Kilkanaście pudeł oraz dobre interwencje Mandandy sprawiły, że na tablicy nadal widniał remis.
Losy spotkania przesądził w ostatniej minucie doliczonego czasu gry Pierre-Alain Frau, który wykorzystał dogranie Emersona i pokonał bezradnego bramkarza gospodarzy. Podczas tego trafienia fatalnie zachował się sprowadzony jesienią Fanni.
Tym samym, wprowadzony sześć minut wcześniej zawodnik, zapewnił Lille trzynasty triumf w sezonie i powrót na fotel lidera.










