Lille pierwszym finalistą Pucharu Francji. Po ciekawym, choć nie prowadzonym w zastraszającym tempie, meczu lider Ligue 1 ograł 2:0 piłkarzy Nicei. Tym samym przerwana została seria ośmiu meczów bez porażki podopiecznych Erica Roya, a Lille przedłużyło swoją szansę na zdobycie w bieżącym sezonie podwójnej korony.
Pierwsza połowa spotkania pomiędzy liderem Ligue 1, Lille, a, broniącą się przed spadkiem, Niceą nie należała do najlepszych widowisk. Brakowało w niej szybkich akcji, klarownych okazji i chęci podjęcia ryzyka. Widać było, że obu drużynom bardzo zależy na końcowym sukcesie i nie chcą zaprzepaścić swojej szansy na finał już w pierwszych minutach. Podopieczni Rudiego Garcii wybiegli na boisko bez dwóch swoich asów: Moussy Sow oraz Edena Hazarda, których zastąpili Tulio De Melo, a także reprezentant Polski, Ludovic Obraniak. Jednak w składzie Lille znalazło się miejsce dla powracającego po czerwonej kartce Gervinho. Ich rywale zaś wybiegli w najmocniejszym składzie, może poza pomocnikiem Emersem Fae, a w bramce pojawił się wychowanek „Orląt”, kończący w tym sezonie piłkarską karierę, Lionek Letizi.

Premierowe 45 minut przebiegało raczej ze wskazaniem na gospodarzy z Lazurowego Wybrzeża. Niezmordowany na boisku był skrzydłowy Nicei, Anthony Mounier, który był autorem pierwszej groźnej okazji dla swojego zespołu. Uderzył głową jednak obok słupka po otrzymaniu dokładnego dośrodkowania. Działo się to tuż przed zakończeniem pierwszego kwadransa. Lille długo nie mogło skonstruować żadnej składnej akcji. „Orlęta” bardzo przytomnie wybijały rywali z rytmu, nie pozwalając im wymienić przed własnym polem karnym kilku dokładnych podań.
Ostrzeżeniem dla Letiziego miało być niesygnalizowane uderzenie Tulio De Melo z dystansu, które trafiło w górną część poprzeczki. Od tego jednak momentu piłkarze Garcii znów nie istnieli na boisku. Gorzej, nie potrafili przejść nawet do ataku pozycyjnego. Nie pomogło nawet wprowadzenie w 36. minucie Hazarda, bo kontuzji uda doznał Florent Balmont. Nicea odpowiedziała jednak tylko jednym, choć celnym, strzałem w kierunku bramki Landreau. Supersnajper gospodarzy, Erik Mouloungui, uderzył szczupakiem piłkę dośrodkowaną z wolnego przez Mouniera, ale wprost w ręce golkipera „Les Dogues”.
Wtedy zdarzyła się rzecz niesamowita. Na murawie zabłysnął geniusz Edena Hazarda. Młody Belg podał do Obraniaka i ruszył w pole karne. Polak przytomnie oddał mu piłkę i gwiazda Lille uderzyła dostatecznie silnie, by zareagować nie mógł Letizi i było 1:0 dla przyjezdnych. Taki też wynik utrzymał się do przerwy.













