W jednym z hitów 31. kolejki Ligue 1, obecny lider – Lille OSC – podzielił się punktami z niżej sklasyfikowanym Girondins Bordeaux. Wynik otworzył tuż przed upływem godziny gry Sow, zaś w 78. minucie wyrównał Savić.
Lille OSC: Mickael Landreau, Franck Beria, Bayard Chedjou, Mathieu Debuchy, Adil Rami, Florent Balmont, Yohan Cabaye, Eden Hazard, Rio Antonio Mavuba, Pierre-Alain Frau, Moussa Sow
Bordeaux: Cedric Carrasso, Matthieu Chalme, Florian Marange, Vujadin Savić, Fahid Ben Khalfallah, Alou Diarra, Fernando Menegazzo, Jaroslav Plasil, Gerardo Mauricio Wendel, Vieira Ferreira Jussie, Anthony Modeste

Od pierwszych minut sobotniego hitu w Lille u gospodarzy można było zauważyć spore rozluźnienie. Zupełnie inna atmosfera panowała wśród gości, którzy rozpoczęli to spotkanie niezwykle skupieni. Ku zdziwieniu zgromadzonych na stadionie fanów, to Bordeaux od pierwszych minut było stroną atakującą, zaś zawodnikom z Lille pozostawało skupić się na defensywie. Kilka minut po pierwszym gwizdku goście sprawdzili dyspozycję Landreau. Podopieczni Rudiego Garcii odpowiedzieli groźną kontrą, ale zatrzymała się ona na środkowych obrońcach przyjezdnych. Ostrzeżeni piłkarze Bordeaux od tej pory atakowali bardziej rozważnie, co przynosiło im coraz groźniejsze ataki. Pierwszą klarowną okazję miał Fahid Ben Khalfallah, który dopadł do bezpańskiej piłki w polu karnym Lille. 28-latek niepotrzebnie zszedł do boku i tym razem defensywie gospodarzy się upiekło. Kilka chwil później Mickael Landreau był znów w opałach. Dobre uderzenie na bramkę „Les Dogues” oddał Plasil, lecz znakomitymi umiejętnościami popisał się golkiper Lille. Bordeaux z minut na minutę nabierało wiatru w żagle. W 15. minucie Landreau ponownie stanął na wysokości zadania i poradził sobie z główką Anthony’ego Modeste’a.
Od tej pory w szeregach Lille nastąpiło przebudzenie. Coraz częściej zawodnicy w czerwonych trykotach byli w posiadaniu piłki, jednak nie potrafili znaleźć sposobu na dobrze zorganizowaną defensywę gości. W zespole z Flandrii widać było brak Gervinho, który potrafił wziąć na siebie rozgrywanie. Pod nieobecność reprezentanta Wybrzeża Kości Słoniowej kreowaniem atakami „Les Dogues” zajął się młody Eden Hazard. Pierwszą groźną sytuację zawodnicy Rudiego Garcii mieli dopiero w 27. minucie, kiedy to po stałym fragmencie gry, bardzo silnym uderzeniem popisał się Florent Balmont, jednak – podobnie jak jego kolegom – zabrakło mu precyzji. Tuż po upływie pół godziny gry o swojej obecności przypomniała ofensywa Bordeaux. Kolejny raz kiks przydarzył się obrońcom gospodarzy, ale „Żyrondyści” nie potrafili tego wykorzystać. Był to jednorazowy wyskok przyjezdnych, którzy dali się zepchnąć do obrony. Im bliżej było do gwizdka kończącego pierwszą część gry, tym coraz bardziej powiększała się przewaga Lille. Gospodarze zdołali narzucić swój styl gry, ale nadal nie potrafili przebić się przez mur, jaki tworzyła defensywa Bordeaux.












